Na sprawy Katynia nigdy nie szczędziła czasu

Z Jędrzejem Tucholskim i Zuzanną Gajowniczek, osobami
zaprzyjaźnionymi z tragicznie zmarłą w katastrofie 10 kwietnia 2010 r. dr Bożeną
Łojek, prezes Polskiej Fundacji Katyńskiej i sekretarzem naukowym Niezależnego
Komitetu Historycznego Badania Zbrodni Katyńskiej, rozmawia Piotr
Czartoryski-Sziler

Zwykle najważniejsze jest to pierwsze wrażenie, jakie wynosimy ze
spotkania z nieznaną nam wcześniej osobą. Pamiętają Państwo początki znajomości
z panią Bożeną Łojek?

Jędrzej Tucholski: – Dwadzieścia lat temu
poznał mnie z Bożeną Stefan Melak, którego znałem ze spotkań u księdza Wacława
Karłowicza urządzającego co roku w Olszynce Grochowskiej obchody Powstania
Listopadowego. Pewnego dnia Stefan zadzwonił do mnie i zaproponował, że gdzieś
mnie zaprowadzi. Udaliśmy się razem na Nowy Świat do mieszkania Bożeny Łojek,
wdowy po historyku prof. Jerzym Łojku. Byłem nowym człowiekiem w towarzystwie
katyńskim, które powoli zawiązywało się w mieszkaniu Bożeny. Należeli do niego
wtedy już m.in. Jacek Trznadel, płk Marek Tarczyński oraz prokurator Stefan
Śnieżko, który wrócił ze Stanów Zjednoczonych. Razem z Jackiem Trznadlem
zawiązaliśmy w tym gronie Niezależny Komitet Historyczny Badania Zbrodni
Katyńskiej, do którego również przystała Bożena jako sekretarz naukowy. Oprócz
niej w komitecie znaleźli się także: Stefan Śnieżko, Marek Tarczyński, Andrzej
Chmielarz, Andrzej Kunert, Cezary Chlebowski. Bożena była wodzem w tym
towarzystwie, wulkanem energii.
Zuzanna Gajowniczek: – Bożenka była bardzo
energiczna, bardzo konsekwentna i bardzo uczciwa. W 1989 roku powstała pierwsza
Rodzina Katyńska w Koninie. Tegoż roku w Dniu Zadusznym Bożena zgromadziła u
siebie jakieś panie z Warszawy, biegając od Starych Powązek do cmentarza
Wojskowego. Rozdawała karteczki z numerem jej telefonu, adresem i datą pierwszej
zbiórki. W ten sposób zawiązała się warszawska Rodzina Katyńska, a później inne.
To rozwijało się bardzo spontanicznie.

Początki zawiązywania się Rodzin Katyńskich musiały być jednak bardzo
trudne. Z pewnością pani Bożena Łojek wiele ryzykowała, głośno mówiąc wtedy o
sprawie katyńskiej…

J.T.: – Myślę, że takim ogniwem łączącym nas
na początku był ksiądz Stefan Niedzielak, który został zamordowany w styczniu
1989 roku. Dodawał nam otuchy i sił w walce o prawdę. W lutym 1989 roku
zamieściłem w tygodniku „Zorza” pierwszą część listy katyńskiej. Pismo
natychmiast powiększyło swój nakład dwukrotnie. Wtedy też Bożena utworzyła
Fundację im. ks. Stefana Niedzielaka i została jej przewodniczącą. Nawiązała też
kontakt z Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Koło Bożeny zaczęło się
gromadzić coraz więcej ludzi… Była szalenie czynna, pracowała nie za trzy,
lecz za pięć osób. Wystarczyło tylko rzucić hasło, że np. trzeba dzisiaj
poprowadzić manifestację pod ambasadę sowiecką czy MSZ, a od razu Bożena
wszystkim się zajmowała, dzwoniła do każdego, przygotowywała
transparenty.
Z.G.: – Gdy zdecydowano, że Rodziny Katyńskie powinny się
zjednoczyć, Bożenka cały ten ciężar wzięła na siebie. Pomysł połączenia w całość
oddzielnych rodzin od razu wydał się jej bardzo dobry.
J.T.: – Pamiętam, że
któregoś wieczora siedzieliśmy u Bożeny w kuchni. Powiedziałem głośno, że skoro
powstała federacja jugosłowiańska, to dlaczego nie ma być Federacji Rodzin
Katyńskich. To chwyciło. Pierwsze spotkanie Rodzin Katyńskich zawiązujące tę
federację zarządziła w Łodzi i od razu została jej szefem. Jednocześnie powstała
Polska Fundacja Katyńska, której była prezesem.

Bożena Łojek traktowała swoją pracę na rzecz upamiętniania prawdy o
Katyniu jako niezwykle ważne zadanie…

J.T.: – Z całą pewnością.
Bożena formalnie związała się z Katyniem przez swojego męża, którego ojciec, a
jej teść, major doktor medycyny Leopold Łojek, został tam zamordowany.
Pieczołowicie pielęgnowała wszystkie pamiątki po nim.
Z.G.: – Gdy się zaczęły
kłótnie w środowisku katyńskim, zawsze mówiła, że mąż niejako testamentem, w
którym pisał: „Abyście zawsze i konsekwentnie podnosili publicznie sprawę
zbrodni katyńskiej i żądali jej ukarania”, przekazał jej polecenie pilnowania
sprawy katyńskiej.

Jak wiemy, potraktowała to dosłownie, bo zawsze w kwestiach
związanych ze sprawą katyńską trzymała rękę na pulsie.

J.T.: – Była
doskonałym organizatorem. Dzięki jej inicjatywie powstały „Zeszyty Katyńskie”,
które redagowało kilka osób. Ona jednak pilnowała, żeby wychodziły zawsze o
czasie, czyli w kwietniu. Dbała o to, by autorzy podejmowali ważkie tematy,
każdego roku w rocznicę mordu katyńskiego współorganizowała naukowe sesje
katyńskie na Zamku Królewskim w Warszawie. Trzymała wszystko w garści, a ludzie
jej słuchali. Była też spiritus movens powołania Muzeum Katyńskiego, które
powstało przy ulicy Powsińskiej, a teraz jest przenoszone do Cytadeli
warszawskiej.
Z.G.: – Na sprawy Katynia nigdy nie szczędziła czasu. Mówiła:
„Siądziesz i napiszesz listy tu i tu…”. Zawsze domagała się tylko, żeby nie
dzwonić do niej przed godz. 8.30, ale można było z nią rozmawiać do
północy.
J.T.: – Gdy tylko dowiedziała się, że ktoś ważny ma przyjechać do
Warszawy czy coś istotnego ma się wydarzyć, nie zważając na porę dnia, dzwoniła
do mnie. Kiedyś powiedziała, że przyjechała pewna dziewczyna z Rosji z Memoriału
i muszę koniecznie u niej się stawić. Gdy przyjechałem do Bożeny, rzekła: „Nie
wiesz, z czym ona przyjechała. Przyjechała z poleceniem, żeby zwerbować chociaż
jednego Polaka do Memoriału. Natychmiast się zapisuj”. W ten sposób zostałem
członkiem Memoriału. Bożena jako jedna z trzech osób, oprócz mnie i księdza
Zdzisława Peszkowskiego – który notabene gdy wrócił do kraju, w pierwszej
kolejności udał się do mieszkania Bożeny – witała w 1993 r. Borysa Jelcyna w
Dolince Katyńskiej na Powązkach. Tam usłyszeliśmy jego słowa: „Wybaczcie,
wybaczcie”. Kapelanem Rodzin Katyńskich był wówczas ksiądz Zdzisław Król, który
również zginął z Bożeną. Później ksiądz Król został kapelanem warszawskiej
Rodziny Katyńskiej, a ksiądz Peszkowski całej Federacji.

W 1991 roku odbyły się ekshumacje prokuratorskie w Charkowie i
Miednoje, w których Pan uczestniczył. Dla pani Bożeny Łojek były one zapewne
bardzo istotnym wydarzeniem?
Z.G.: – Tak naprawdę nie było wiadomo,
gdzie dokładnie są groby i jaki jest do nich dostęp. Bożena dochodziła do prawdy
przez jakieś swoje znajomości. Z odwagą udawała się do sekretariatów decydentów
i załatwiała najważniejsze sprawy.
J.T.: – Cieszyła się, że ekshumacje mogą
się odbyć. W owym czasie emerytowany pułkownik Zdzisław Sawicki zorganizował
wyprawę topograficzną, podczas której zrobiono pomiary w Katyniu i Miednoje. W
końcu powstał katyński komitet organizacyjny, zbierano się, naradzano… Pan
Andrzej Przewoźnik zorganizował konkurs na budowę cmentarzy, która ruszyła, gdy
tylko otrzymaliśmy na nie pieniądze.

Doktor Bożena Łojek miała w plana ch jakieś nowe
inicjatywy?
Z.G.: – Urządzenie Muzeum Katyńskiego na Cytadeli.
Muzeum na Powsińskiej było bardzo kameralne. Pamiętam, jak półtora roku temu
prosiła mnie i Jędrzeja, żebyśmy podpisali się pod petycją do MON, by muzeum
zostało przeniesione do Cytadeli.
J.T.: – Zbieraliśmy wtedy materiały do
pewnej książki. Bożena zadzwoniła i powiedziała: „Jędruś, trzeba podpisać
petycję”. Odpowiedziałem, że jestem zapracowany. „A gdzie?” – zapytała. „W
Bibliotece Narodowej”. „To ja przyjadę”. A nie była to przecież już młoda
pani…

Jaka pozostanie w Państwa pamięci i sercu?
J.T.: – Jako
wspaniała koleżanka, która nie wynosiła się ponad innych. Choć czasem
komenderowała nami jak wódz, wszyscy przyjmowaliśmy to ze spokojem, bo łączyła
nas wspólna sprawa. Dodam, o czym może mało ludzi wie, że nie tylko była
działaczką katyńską. Ukończyła Państwową Szkołę Baletową w Warszawie. W 1972
roku obroniła doktorat z dziejów polskiego szkolnictwa baletowego, wydała wiele
publikacji z tej dziedziny. Studiowała też pedagogikę i polonistykę na UW.
Jeszcze przed wyjściem za mąż tańczyła krakowiaka w pierwszej parze w Centralnym
Zespole Wojska Polskiego oraz na scenach operowych Łodzi i Warszawy. Była
znakomitą tancerką.
Z.G.: – Udzielała także lekcji tańca. Mimo że żyła w
ciągłym napięciu, potrafiła je doskonale rozładowywać. Gdy członkowie Rodzin
Katyńskich, którzy przyjeżdżali do Warszawy na organizowane przez nią
uroczystości upamiętniające mord na polskich oficerach, nie mieli gdzie spać,
Bożenka zapraszała ich do swojego domu. Tam też odbywały się z reguły zebrania
Niezależnego Komitetu Historycznego Badania Zbrodni Katyńskiej i Polskiej
Fundacji Katyńskiej.

Czym dla pani Bożeny Łojek był lot do Katynia z prezydentem Lechem
Kaczyńskim?

Z.G.: – Wielkim przeżyciem. Myślę, że osoby z Rodzin
Katyńskich wraz z panią Łojkową jechały tam w najwyższym skupieniu…
J.T.: –
Straciliśmy tylu znajomych, kolegów, przyjaciół, że trudno to wytrzymać
psychicznie… Trzeba wspomnieć o tym, że Bożena ufundowała z Fundacją im.
Jerzego Łojka przy Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku nagrodę jego
imienia, przyznawaną za wybitne prace dotyczące pomijanych lub zafałszowanych
aspektów najnowszej historii Polski, i koordynowała pracą jej kapituły.

Można powiedzieć, że Bożena Łojek swoim życiem wypełniła testament
męża?
J.T.: – Na pewno tak, do końca. Dzisiaj o godz. 14.00 w
kościele św. Karola Boromeusza na warszawskich Powązkach odbędzie się Msza św.
pogrzebowa. Przyjdźmy licznie, oddając Bożence ostatni hołd.

Dziękuję Państwu za rozmowę.

drukuj