Na Podkarpaciu domy pod wodą

Trwa usuwanie skutków gwałtownych burz, które przeszły nad Polską. Najtrudniejsza sytuacja jest w Ropczycach na Podkarpaciu, które wczoraj przypominały pobojowisko. Zniszczone są drogi, domy, sklepy i mosty. Powódź obok ogromnych strat materialnych zebrała też pierwsze tragiczne żniwo. Porwany przez wezbrane wody rzeki Wielopolka zginął 50-letni mężczyzna, mieszkaniec Brzezin w gminie Wielopole Skrzyńskie. Jak powiedział nam Paweł Frątczak, rzecznik Państwowej Straży Pożarnej, najtrudniejsza sytuacja jest na Podkarpaciu w powiecie ropczycko-sędziszowskim, gdzie podtopionych zostało ok. 1,2 tysiąca gospodarstw, domów, budynków i obiektów użyteczności publicznej. – W dwóch miejscach przerwany jest gazociąg, zniszczeniu uległa też sieć energetyczna. Z tego tytułu wielu mieszkańców było pozbawionych dostaw gazu i energii elektrycznej. Ewakuowano ponad sześćset osób – powiedział nam Frątczak.

Po nocnych nawałnicach alarm przeciwpowodziowy na Podkarpaciu obowiązywał wczoraj w dwóch powiatach: ropczycko-sędziszowskim i dębickim, a w pięciu powiatach utrzymywał się stan pogotowia przeciwpowodziowego. Najtrudniejsza sytuacja była w Ropczycach, gdzie wody z rzeki Wielopolka zalały niemal całe miasto. Na skutek powodzi do późnych godzin popołudniowych nieprzejezdna była krajowa „czwórka” w Ropczycach, a policja organizowała objazdy. Uszkodzone są nawierzchnie wielu innych dróg w powiecie ropczycko-sędziszowskim. Dwumetrowa fala przetoczyła się także przez Wielopole Skrzyńskie, zalała również wielkopowierzchniowy sklep w Dębicy, porywała samochody z parkingów. Alarm powodziowy ogłoszono wczoraj w Jasienicy Rosielnej w powiecie brzozowskim, gdzie wezbrane wody rzeki Stobnica zalały szereg domów i pól. Dwumetrowa fala, jaka przetoczyła się przez Ropczyce, zalała też na wysokość półtora metra neogotycki kościół parafialny pw. Przemienienia Pańskiego, niszcząc wnętrze i część wyposażenia świątyni. Zalany został również sąd. Zagrożona zawaleniem jest biblioteka publiczna.

Jak powiedział nam kierownik Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Rzeszowie Stanisław Szynalik, choć pozostałe rzeki regionu nie zagrażają wylaniem, to trudno przewidzieć, jak sytuacja będzie wyglądała po spodziewanych opadach deszczu i na skutek spływania wód z innych rzek czy potoków. – W większości rzeki regionu są w swoich korytach. W tej sytuacji nie ma większego niebezpieczeństwa, które mogłoby zagrażać życiu czy zdrowiu mieszkańców regionu. Trzeba jednak czasu i wysiłku służb, by woda z zastoisk spłynęła – wyjaśnia Stanisław Szynalik. Pod przewodnictwem wojewody podkarpackiego obradował w Rzeszowie Wojewódzki Zespół Zarządzania Kryzysowego. Urzędnicy i przedstawiciele służb ratunkowych ocenili aktualną sytuację na terenach dotkniętych przez żywioł. Podjęli też działania w kierunku zabezpieczenia mieszkańców terenów zalewowych w wodę pitną, żywność i lekarstwa. Po usunięciu wody i zalegającego mułu w sklepach służby sanitarno-epidemiologiczne przeprowadzą kontrolę żywności w sklepach czy hurtowniach. Podkarpacki Wojewódzki Inspektor Sanitarny podjął starania w kierunku zabezpieczenia niezbędnych środków chemicznych do odkażania zalanych domów i obiektów użyteczności publicznej. Sprawdzone zostaną też punkty poboru wody spoza sieci wodociągowej. Po sprawdzeniu okazało się, że ujęcia wody pitnej w Ropczycach i Dębicy są bezpieczne. Woda zalała również tysiące hektarów pól i łąk. Padło też wiele zwierząt gospodarskich. – Mieszkańcy zalanych terenów mają obowiązek poinformowania odpowiednich służb o zwierzętach, które padły podczas powodzi. Również powiatowy lekarz weterynarii w Ropczycach podjął działania w celu ustalenia takich miejsc, gdzie dotrą specjalistyczne samochody zakładu utylizacyjnego. Wszystko po to, by uniknąć zagrożenia epidemią – wyjaśnia wojewódzki inspektor weterynaryjny Janusz Ciołek. W powiecie ropczycko-sędziszowskim przy usuwaniu skutków powodzi, m.in. przy wypompowywaniu wody z zalanych gospodarstw, domów, piwnic i sklepów pracowało wczoraj ponad tysiąc strażaków z regionu, którym pomagały jednostki z województw świętokrzyskiego i lubelskiego. Do pracy zaangażowało się także wojsko i ochotnicy. Z powierzchni ziemi zniknęło wiele sklepów, podtopione i uszkodzone są mosty, przepusty wodne. Z mieszkańcami terenów zalewowych spotkał się wczoraj, naciskany przez opozycję, wicepremier, szef MSWiA Grzegorz Schetyna, który kontrolował działalność sztabów kryzysowych na obszarach dotkniętych powodzią. Zapowiedział, że od poniedziałku rozpocznie się wypłata zasiłków dla powodzian. Zaznaczył, że w razie potrzeby zostaną uruchomione rezerwy finansowe MSWiA, a także środki z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Poszkodowanych odwiedził też wiceszef kancelarii prezydenckiej Władysław Stasiak. Prawdopodobnie już dzisiaj, kiedy opadnie woda w rejon zniszczeń, zostaną skierowane służby sanitarno-epidemiologiczne. Fala zniszczeń jest ogromna, ale przybliżone straty będą znane po ustąpieniu wody. Meteorolodzy zapowiadają kolejne burze, wichury z wiatrem dochodzącym w powiewach do 120 km na godzinę i intensywne opady deszczu. Wysokość strat będzie znana dopiero po wypompowaniu wody i przynajmniej prowizorycznym zabezpieczeniu gospodarstw. Tymczasem normalizuje się sytuacja na Dolnym Śląsku. Po wcześniejszych opadach we Wrocławiu sytuacja jest już opanowana, nie mniej jednak pogotowie przeciwpowodziowe wciąż obowiązywało w 13 miejscowościach, m.in. w Bystrzycy Kłodzkiej czy Legnicy, a w ośmiu innych, jak: Wrocław, Jelenia Góra, Kłodzko czy Świdnica – alarm przeciwpowodziowy. Sytuacja jednak jest dynamiczna i zależy od pogody.

Mariusz Kamieniecki


drukuj