Mołotow: Jaruzelski wyręczył Rosjan

Kolejna rocznica wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. W nocy z 12 na 13
grudnia 1981 r. generał Jaruzelski oraz junta zrusyfikowanych komunistycznych
generałów Ludowego Wojska Polskiego wypowiedzieli wojnę własnemu Narodowi w imię
imperialnych interesów Kremla. Stan wojenny był bez precedensu w dziejach Europy
po II wojnie światowej! Wolnościowe dążenia Węgrów w 1956 r. spacyfikowały
doborowe dywizje Armii Czerwonej. Czechów i Słowaków w czasie Praskiej Wiosny do
ponownej uległości wobec Rosji zmusiła półmilionowa interwencja zbrojna wojsk
Układu Moskiewskiego ("warszawskim" był tylko z nazwy).

Wcześniej, w 1953 r. na ulicach Berlina, Drezna, Lipska sowieckie dywizje
czołgami rozprawiły się z antykomunistycznym powstaniem Niemców z NRD. Tylko w
PRL agentura moskiewska była wystarczająco silna, aby samodzielnie rozprawić się
z Polakami najpierw w 1956 r., a następnie w czasie masakry na Wybrzeżu w
grudniu 1970 roku. Było to nawiązanie do najlepszych tradycji targowicy w XVIII
w. w okresie rozbiorów. Generał Jaruzelski jako komunistyczny dyktator Polski,
jako szef tzw. WRON-y, jako premier rządu, minister obrony, a przede wszystkim I
sekretarz Komitetu Centralnego partii komunistycznej łączył w swojej osobie
wszystkie te funkcje. Budził grozę wśród Polaków, ale dla władców Kremla był
zwyczajną marionetką. Nikt dokładniej nie sprecyzował faktycznej roli Wojciecha
Jaruzelskiego jako marionetki Kremla niż Wiaczesław Mołotow. Tak, ten sam!
Mołotow był prawą ręką Stalina i 23 sierpnia 1939 r. był współtwórcą IV rozbioru
Polski razem z Ribbentropem. Ribbentrop został powieszony po wojnie w
Norymberdze, a Mołotow dożył sędziwego wieku prawie stu lat i pod koniec życia w
swoich pamiętnikach napisał cynicznie, prawdziwie i szczerze o generale
Jaruzelskim: "W ostatnich kilku latach wielkim naszym osiągnięciem, naszym, to
jest komunistów, było pojawienie się dwóch ludzi. Pierwszą przyjemną
niespodzianką był Andropow (…) Drugi człowiek to Jaruzelski. Ja na przykład
nigdy wcześniej nie słyszałem takiego nazwiska, zanim nie ujrzałem go w roli
pierwszego sekretarza (…)" – wspomina sędziwy Mołotow. Po czym stwierdza
dosłownie, komentując z satysfakcją z perspektywy Moskwy wprowadzenie stanu
wojennego przeciwko Polakom w PRL: "Bolszewików było wśród Polaków niewielu.
Jaruzelski nas wyręczył". To świadectwo Mołotowa jest dokumentem historycznym o
ogromnym znaczeniu ze względu na osobę autora, który był nie tylko
współsygnatariuszem IV rozbioru Polski, ale także wieloletnim premierem rządu i
ministrem spraw zagranicznych Związku Sowieckiego. Warto też przypomnieć, że
Jurij Andropow, który został zestawiony z Jaruzelskim, to wieloletni okrutny
szef zbrodniczego KGB, a następnie komunistyczny dyktator Związku Sowieckiego. W
tym kontekście, przy tym świadectwie Mołotowa, że "Jaruzelski nas wyręczył",
muszą zostać przekreślone wszystkie bałamutne brednie na temat rzekomego
"mniejszego zła", jakim miał być stan wojenny. Mołotow obciążył polskiego
generała w sposób jednoznaczny, bo jednoznacznie i zwięźle sprecyzował jego
historyczne zasługi dla Moskwy. Te zasługi Wojciecha Jaruzelskiego dla Moskwy
stanowią w Polsce zdradę stanu. Tak jest – generał Jaruzelski to zdrajca,
renegat i sprzedawczyk, bo przecież brał pieniądze za to, co robił!
Zadziwiające, że w wolnej, suwerennej, niepodległej i demokratycznej Polsce
właśnie dyktator stanu wojennego doradza prezydentowi III RP, co zrobić, aby
Rosjanie byli z Polaków zadowoleni. Niepodległa, suwerenna i silna Polska od
trzystu lat uważana była w Rosji za wroga. Więcej – Rzeczpospolita od trzystu
lat konsekwentnie uważana jest za polityczną przeszkodę w realizacji
strategicznych imperialnych planów kolejnych władców Kremla. Niegdyś byli to
carowie – Piotr I, Katarzyna II, Mikołaj I, później Lenin, Stalin, Breżniew,
Andropow, a obecnie Putin, Miedwiediew i mózg Kremla Karaganow. W ciągu trzystu
lat zmieniali się władcy, zmieniała się sytuacja polityczna w Polsce, w Rosji, w
Europie, ale agresywne geopolityczne cele Rosji wydają się imperialnie
niezmienne. Po upadku Związku Sowieckiego w 1991 r., po upadku komunizmu, po
zakończeniu zimnej wojny – liczni politycy w świecie, w tym również w Polsce,
ogłosili, że to koniec sowieckiego imperium zła, a sama Rosja jest w gruncie
rzeczy ponownie "kolosem na glinianych nogach". I oto w ciągu zaledwie jednej
dekady Władimir Putin odbudował imperialną potęgę Rosji, ubezwłasnowolnił
energetycznie państwa Unii Europejskiej, a od kilku lat skutecznie wywiera
presję na politykę Stanów Zjednoczonych. Znamienne, że to właśnie Putin –
niegdyś wysoki funkcjonariusz ludobójczego KGB, posługuje się metodami uważanymi
za skuteczne zarówno w Rosji carskiej, jak i sowieckiej. To agentura – niegdyś
Ochrana, a następnie NKWD, KGB, a teraz GRU i FSB. Raz po raz dowiadujemy się z
mediów, że rosyjskie siatki szpiegowskie działają w USA, Wielkiej Brytanii,
Niemczech. Szczególnie groźni są osławieni agenci wpływów Kremla. Tak było
zawsze, to zła rosyjska tradycja. Także w Polsce, wśród Polaków Rosjanie
potrzebowali zawsze swojej agentury. Generał Jaruzelski nie był wyjątkiem, wręcz
odwrotnie. Tacy ludzie, jak Poniński, Branicki, Rzewuski, Potocki, Poniatowski,
Wielopolski, Bierut, Gomułka, Gierek, Kania i właśnie Jaruzelski – od wieków
wyręczali Rosjan w Polsce, realizowali w Polsce rosyjskie, a nie polskie
interesy. Kogo wśród Polaków mają Rosjanie obecnie w Warszawie? No bo przecież
mają takich z pewnością. Nikt rozsądny znający realia polityczne temu faktowi
nie zaprzeczy.

Józef Szaniawski

 

drukuj