Mój Katyń
Kiedyś może wielki muzyk wstanie,
nieme rzędy weźmie na klawisze,
wielki pieśniarz polski krwią i łzami
balladę straszliwą napisze.
Kazimiera Iłłakowiczówna
"Kolęda katyńska"
Autorka tego powstałego w 1943 roku wiersza, nieżyjąca już polska
poetessa Kazimiera Iłłakowiczówna, lata wojny spędziła na węgierskiej
ziemi, przyjaźniąc się z poetą Lajosem çprilym i tłumacząc w Kolozsvárze
wiersze Endre Adyego (powstał z nich cały tomik). Właśnie na Węgrzech w
1943 roku dowiedziała się o mordzie dokonanym w Lesie Katyńskim przez
NKWD na tysiącach polskich oficerów. Od tego czasu niejeden pieśniarz
polski napisał swoją straszliwą balladę (m.in. Zbigniew Herbert), dzięki
czemu mógł ukazać się w Polsce wybór wierszy katyńskich "Krzyk o świcie"
(red. Alicja Patey Grabowska i Stefan Melak, Warszawa 1992), a także
międzynarodowa antologia poezji, dramatu i prozy "Katyń w literaturze"
(zebrana przez Jerzego R. Krzyżanowskiego, Lublin 1995). Dziś już wiemy
nieporównanie więcej na temat ludobójstwa katyńskiego, uzyskaliśmy
dostęp do najbardziej tajnych – choć wciąż nie wszystkich – dokumentów
sowieckich, które przedstawiając fakty, umożliwiają dokonanie analizy
historii gigantycznego kłamstwa katyńskiego.
Katyń nad Dunajem
W okresie II wojny światowej – do 19 marca 1944 roku – Węgry były krajem
niezawisłym, jakkolwiek weszły do wojny po stronie Państw Osi.
Wiadomości ze świata przekazywane były przez liczne wydawnictwa prasowe,
radio oraz za pośrednictwem kronik filmowych. Istniało szczególnie wiele
– kilkadziesiąt – tytułów prasowych, różniących się od siebie częstokroć
silnie barwą poglądów politycznych. Przede wszystkim decydujący był ich
stosunek do niemieckiego "sojusznika". Były pisma proniemieckie,
zbliżone zapatrywaniami do narodowego socjalizmu, były też czasopisma –
wręcz przeciwnie – powściągliwe w wypowiedziach na temat początkowych
sukcesów militarnych Niemiec i Włoch, stojące bliżej tych sfer władzy
państwowej, dla których sojusznicze umowy z hitlerowskimi Niemcami były
w pierwszym rzędzie kluczem umożliwiającym odzyskanie utraconych po I
wojnie terenów w Niecce Karpackiej.
Dokonując przeglądu prasy wydawanej na Węgrzech w 1943 roku, gdy odkryto
masowe groby w Katyniu, i śledząc na łamach czasopism reperkusje tej
straszliwej zbrodni, można stwierdzić, że naród węgierski był
informowany o niej na bieżąco, w sposób na tyle ciągły, na ile zmieniała
się sytuacja w stosunkach: polskie władze emigracyjne – Związek Sowiecki
– Anglia – Stany Zjednoczone. Wiadomości te – często całe artykuły z
wielkimi tytułami na pierwszych stronach, z całostonicowymi zdjęciami z
ekshumacji – publikowane były od 12 kwietnia 1943 r. i przez cały maj.
Dochodziły do tego informacje i opinie pochodzące z Niemiec i innych
krajów, jak Finlandia. Później Katyń zastąpiony został nowszymi
wieściami frontowymi.
Porównując źródła informacji pozostające do dyspozycji społeczeństwa
węgierskiego i polskiego w okresie wojny światowej, można zauważyć, iż
Węgrzy byli wyraźnie lepiej informowani o Katyniu aniżeli Polacy w
okupowanym kraju, niezależnie od tego, że zasadnicze zainteresowanie
węgierskiej prasy zbrodnią katyńską skończyło się mniej więcej w ciągu
półtora miesiąca. Z kolei po zakończeniu działań wojennych i po
uzależnieniu od ZSRS krajów i narodów całej środkowej Europy, po objęciu
tematu katyńskiego komunistycznym tabu, Węgrzy zaczęli zapominać o tym
straszliwym dramacie, w przeciwieństwie do Narodu Polskiego, który
zachował pamięć o Katyniu pomimo zakazów. Wszak dziesiątki tysięcy
polskich rodzin miały swoich bliskich tam, na Wschodzie, o których
wiedziały, że zostali zamordowani i pogrzebani w katyńskich dołach bądź
znajdowali się na listach osób zaginionych na terenie Związku
Sowieckiego, tak jak mój ojciec.
Sprawa zbrodni katyńskiej zaczęła na Węgrzech ponownie powoli przenikać
do świadomości publicznej w latach 90. Trzeba pamiętać, że jednym z
lekarzy naukowców zaproszonych w 1943 roku do Międzynarodowej Komisji
Lekarskiej, badającej okoliczności śmierci polskich oficerów w Katyniu,
był znany węgierski kryminolog dr Ferenc Orsós, zaś wśród ofiar
znajdowali się: Węgier kpt. Emánuel Korompay oraz pół-Węgrzy: kpt. Oskar
Rudolf Kuehnel (Kźhnel) i Zbigniew Marian Kowacz (Kovács). Jeszcze przed
formalną zmianą ustroju na Węgrzech urządziliśmy w Budapeszcie – w
kwietniu 1990 roku – przewiezioną z Krakowa wystawę "Katyńskie ofiary",
tego samego roku ukazał się też węgierski przekład książki Jerzego Łojka
"Katyń 1940", a w 1994 roku m.in. zaprezentowany został mój dokumentalny
film telewizyjny "Na nieludzkiej ziemi". Okolicznościowo, najczęściej w
kwietniu oraz we wrześniu ukazują się na temat zbrodni katyńskiej
artykuły prasowe. Odnotowywane są zwykle najważniejsze nowe fakty, takie
jak oświadczenie władz Kremla o sowieckiej winie (kwiecień 1990),
przekazanie najtajniejszych dokumentów sowieckich przez prezydenta Rosji
Borysa Jelcyna (październik 1992) czy też wiadomości o otwarciu polskich
cmentarzy wojennych w Charkowie, Katyniu oraz Miednoje (2000).
Wzrost zainteresowania Katyniem można zauważyć szczególnie od 2008 roku,
kiedy to, w maju, pojawił się na Węgrzech film "Katyń" Andrzeja Wajdy, a
jesienią tego samego roku w III dzielnicy Budapesztu (Óbuda-Békásmegyer)
jeden z placów otrzymał nazwę "Katyni Mártirok Parkja" (Park Katyńskich
Męczenników). Od 2009 roku krąży też po Węgrzech, poczynając od
budapeszteńskiego muzeum "Dom Terroru", przejmująca wystawa "Katyń –
zbrodnia, polityka, moralność", przygotowana w Polsce przez Radę Ochrony
Pamięci Walk i Męczeństwa, a ciesząca się nad Dunajem do dziś
niesłabnącym zainteresowaniem.
Rzeź Pragi – zapomniane ogniwo pamięci
Bywały w dziejach Polski już wcześniej masowe zbrodnie dokonywane rękoma
wschodniego sąsiada Polski, że przypomnę rzeź Pragi zarządzoną przez
generała Aleksandra Suworowa 4 listopada 1794 roku, kiedy to podczas
Powstania Kościuszkowskiego rosyjskie wojska zdobyły po szturmie
prawobrzeżną dzielnicę Warszawy. W ciągu jednego przedpołudnia, jeszcze
podczas bitwy i tuż po jej zakończeniu, Rosjanie i Kozacy wymordowali
niemal wszystkich mieszkańców Pragi i pobliskiego Skaryszewa. W
najokrutniejszych męczarniach zginęli bez różnicy płci, wieku i wyznania
wszyscy, których dopadli żołdacy rosyjscy. Jak skrupulatnie wyliczył
prof. Tadeusz Korzon, XIX-wieczny historyk polski, w dniu ataku było na
Pradze około 23500 – 25000 osób: wojska polskiego i litewskiego, prażan
oraz przebywających tam mieszczan warszawskich. Zaś sam Suworow,
przechwalając się w depeszy wysłanej do carycy Katarzynie II, donosił,
że z Pragi wymknęło się zaledwie 800 jej obrońców. Warszawski ambasador
Królestwa Wielkiej Brytanii w raportach do króla Jerzego III oraz
premiera Williama Pitta określił rosyjską zbrodnię jako "ohydne,
niepotrzebne barbarzyństwo".
Rzeź ta szczególnie głęboko utkwiła w duszach, sercach i umysłach
Polaków. Jeden z najświetniejszych rysowników i malarzy polskich
przełomu XVIII i XIX stulecia, uczestnik Powstania Kościuszkowskiego –
Aleksander Orłowski (1777-1832), wykonał ok. 1810 roku wielki, barwny
rysunek "Rzeź Pragi". Inny świetny, znany malarz – Juliusz Kossak
(1824-1899) namalował akwarelę noszącą ten sam tytuł.
Jeszcze zatem wiek XIX pełen był – już nie na tyle w całej Europie – ale
na polskich terenach pod zaborami i w kręgach emigracyjnych, pamięci o
tej masakrze. Co z niej pozostało do dziś? Kto jeszcze wie i myśli o
rzezi Pragi? W praskiej części Warszawy (u zbiegu ulic Jagiellońskiej
oraz alei Solidarności) stoi krzyż poświęcony ofiarom masakry. Jest
tablica wmurowana w 1994 roku w ścianę kościoła Matki Bożej Loretańskiej
(przy ul. Ratuszowej). Rokrocznie odbywają się w listopadzie
uroczystości patriotyczne, szczególnie na Pradze, m.in. w bazylikach
katedralnych: katolickiej – św. Michała Archanioła i św. Floriana
Męczennika (przy ul. Floriańskiej), oraz prawosławnej – św. Marii
Magdaleny (narożnik ulic Jagiellońskiej oraz alei Solidarności). Są to
już jednak tylko okruchy pamięci.
Obecnie odpowiednikiem rzezi Pragi – po której caryca Katarzyna II
ustanowiła odznaczenie "Krzyż za Zdobycie Pragi", a generał Aleksander
Suworow otrzymał od niej tytuł feldmarszałka i dobra ziemskie – jest
mord katyński, popełniony znów przez to samo mocarstwo. W ubiegłym roku
już nie tylko Europa, ale cały cywilizowany (stechnicyzowany) świat
wreszcie drgnął na wieść o Katyniu, wieść, którą dopiero wtedy przyjął
na nowo. Jak długo pozostanie ona dla niego ważna? I czy świat ten
będzie chciał wreszcie zmusić Rosję (prawnego spadkobiercę ZSRS) do
uznania zbrodni katyńskiej za przestępstwo przeciwko ludzkości? Czy
Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu – niejako w imieniu czy
też w zastępstwie tego świata – potrafi wydać wyrok, który zadowoli
moralną część rodzaju ludzkiego? Na te pytania do dziś jeszcze nie ma
odpowiedzi.
Upływający czas zwykle łagodzi ból, przynosi ukojenie, a w końcu –
najczęściej – i zapomnienie. Tak stało się w przypadku Pragi. Czy taki
sam los czeka i Katyń? Jakkolwiek i jeden, i drugi przypadek powinien
stanowić wieczne memento nie tylko dla Narodu Polskiego, ale dla całego
globu. Podobnie jak bośniacka Srebrenica 1995.
W Polsce i wszędzie tam, gdzie mieszka Polonia, od ubiegłego roku sadzi
się dęby "katyńskie". Jeden z nich, w Budapeszcie, poświęcony został
mojemu ojcu. Dęby długo potrafią pamiętać wydarzenia, które miały
miejsce w ich pobliżu. A jednak niepokojem napawa mnie myśl: czyżbyśmy
my, ludzkość, a przynajmniej my, Naród, tak bardzo nie wierzyli w
siebie, w swoją zdolność przechowywania w pamięci czynów i wydarzeń
będących szczytem ludzkiej niegodziwości, ludzkiego zła?! Dęby żyją po
kilkaset lat, są i dęby tysiącletnie. Nie zdawajmy się jednak tylko na
nie. Zbiorowa pamięć ludzka powinna trwać przynajmniej tak samo długo.
Konrad Sutarski
Autor jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Od 1965 roku
mieszka na Węgrzech. Jego ojciec, ppor. rezerwy Bogumił Sutarski,
uczestnik kampanii wrześniowej, został internowany przez Sowietów w
trakcie przedzierania się – w mundurze, z bronią w ręku – na południe,
do granicy węgierskiej bądź rumuńskiej. Przetransportowany do obozu
oficerskiego w Starobielsku, został zamordowany w 1940 roku w Charkowie.
