Misterium Krzyża w Smoleńsku

Krzyż jest archetypowy i wieczny, usytuowany ponad ludzkim rozumem i
emocjami. To nie jest archaiczny lęk przed tabu, jak interpretowali to
powierzchownie religioznawcy. To sprawa wyboru serca i ostatecznego losu
ludzkiej egzystencji.

Pasterze Kościoła z racji swojego powołania stoją na straży właściwej wykładni
teologii krzyża. Mają prawo, a nawet obowiązek podejmować w tej sprawie decyzje,
nawet polityczne, aby strzec duchowego ładu w społeczeństwie. Ale Kościół to nie
tylko księża i biskupi. Wszyscy ochrzczeni – jako Mistyczne Ciało Chrystusa –
mogą posiadać w tym obszarze pochodzące od Boga dary, doświadczenia, intuicje, a
nawet duchowe wizje, które należy szanować. Świadczy o tym choćby historia tzw.
objawień prywatnych, których doświadczają najczęściej osoby świeckie, w tym
zwykle dzieci i osoby niewykształcone (ks. René Laurentin). A więc: "Ducha nie
gaście, proroctwa nie lekceważcie! Wszystko badajcie, a co szlachetne –
zachowujcie!" (1 Tes 5, 19-21). Nie należy lekceważyć ducha Narodu, nie należy
nazywać go przedwcześnie "psychologią tłumu".
Mówiono, że w tym aktualnym sporze na Krakowskim Przedmieściu – zagłuszanym i
pomniejszanym intelektualnie przez medialny hałas manipulacji – nie chodzi o
krzyż, co jednak nie jest prawdą. Nie chodzi tylko o obronę miejsca krzyża w
przestrzeni publicznej, o czym pisał przekonująco ks. prof. Czesław Bartnik.
Pomijam tu spór o tzw. neutralność światopoglądową, która przecież nie istnieje,
czy filozoficzne dylematy problematycznego zjawiska "demokracji", które
przekonująco demaskuje prof. Jacek Bartyzel. Pomijam fakt, że teologia może
nawiązywać do polityki w tym sensie, że ukazuje sprawy polityczne w perspektywie
spraw ostatecznych; bada relacje między religią a polityką oraz między Kościołem
a państwem. Pisał o tym już św. Augustyn, domagając się przesycenia państwa
ziemskiego państwem Bożym (civitas terrena spiritualisata).
Tymczasem chodzi o coś jeszcze bardziej ważnego, a nawet fundamentalnego. Krzyż
ma stanąć na nowo i coraz głębiej w sercu – czyli w głębi duchowego wymiaru –
jednostki-osoby i całego Narodu, pojętego jako zespół jednostek-osób. "Krzyż
wbity na Golgocie tego nie wybawi, kto w sercu swoim krzyża nie wystawi" (Adam
Mickiewicz). Za tym sporem o krzyż kryje się wołanie: "wróć do krzyża,
narodzie", podejmowane wcześniej przez naszych wieszczów i narodowych proroków.

Krzyż zawsze znakiem sprzeciwu
Profaniczne hasła: "Precz z krzyżem", które widzieliśmy na transparentach przed
Pałacem Prezydenckim, to nie tylko ucieczka od krzyża i przed krzyżem. Może to
też być wyraz narastającego wśród polskiej młodzieży – wychowanej na czarach
Joanne K. Rowling i wampirach Stephenie Meyer, bluźnierstwach kultury
"rockowej", eksperymentach alkoholowych i psychodelicznych (niszczących korę
mózgową) czy coraz silniej ekspansywnym i eksponowanym panseksualizmie
(niszczącym duchowość) – "buntu metafizycznego" (Albert Camus), czyli odrzucenia
zbawienia w Chrystusie przez krzyż. To właśnie "odrzucenie zbawienia" Jan Paweł
II interpretował jako grzech przeciwko Duchowi Świętemu, który nie będzie
odpuszczony ani w tym życiu, ani w przyszłym (Jan Paweł II, "Dominum et
vivificantem", 46). Jest to więc walka duchowa na śmierć i życie – w dosłownym
znaczeniu tego słowa – i nikt nie ma prawa tego faktu pomniejszać czy
lekceważyć, banalizować czy wyśmiewać.
W tym świetle krzyż zawsze będzie znakiem sprzeciwu i choć nie powinien dzielić,
będzie jakby z konieczności dokonywać pewnej selekcji i zmuszać do
egzystencjalnego wyboru (Claude Tresmontant). Egzystencjalnego wyboru i jego
"ontogenetycznych konsekwencji" – wedle określenia wybitnego teologa
francuskiego – nauczał sam Jezus (chodzi tu o "ontogenetyczny" – czyli rodzący
szczęśliwe życie wieczne tak lub nie – charakter wyboru). "Pouczanie – jak to
robił Jezus – o niebezpieczeństwie zatraty związanym nieodłącznie z naszą
sytuacją stworzenia, które nie zostało dokończone i musi współpracować z dziełem
tworzenia samego siebie, nie jest złośliwością. Przeciwnie, jest to akt miłości.
Ukrywanie groźnych wymagań i ontologicznych warunków rodzenia się istoty mogącej
być przebóstwioną byłoby właśnie wyrazem braku miłości do tej istoty i oddaniem
jej najgorszej przysługi. Byłoby szkodzeniem jej w najwyższym stopniu. Możliwość
zatracenia jest nierozłącznie związana z wielkością ofiarowanego daru i ambicją
Stwórcy w stosunku do stworzonego przez siebie człowieka. Jest ona po prostu
odwrotnością tego przeznaczenia, które Bóg proponuje człowiekowi, a które może
być realizowane jedynie przy czynnej zgodzie ze strony istoty stworzonej,
ponieważ żadna istota nie może być przebóstwiona wbrew sobie: to nie miałoby
żadnego sensu" (C. Tresmontant, "Jezus naucza", Warszawa 1973, s. 181-182).

Ujawnić duchową polaryzację
Selekcja, podział i różnica wynika jakby z natury ludzkiej wolności. To z kolei
w sposób nieunikniony dzieli społeczność ludzką na tych, którzy wybierają
zbawienie przez Krzyż, i na tych, którzy go odrzucają. Nie głośmy więc naiwnych
i utopijnych haseł, że krzyż będzie zawsze łączył ludzi, co nie jest zgodne z
ewangelicznym orędziem i biblijnym proroctwem. Czasem lepiej i uczciwiej jest
odsłonić dramat tego duchowego napięcia i konfliktu. Jest bardziej prawdziwe i
pożyteczne poznawczo ujawnić duchową polaryzację, która i tak istnieje i być
może będzie narastać, jak pisał o tym proroczo wybitny filozof chrześcijański
Mikołaj Bierdiajew w swoim "Nowym Średniowieczu", które przyniosło mu światową
sławę. Już na początku XX wieku pisał on, że "kryzys kultury właśnie na tym
polega, że nie może ona pozostawać religijnie neutralna i humanistyczna, że musi
w nieunikniony sposób stać się albo bezbożną i antychrześcijańską cywilizacją,
albo świętą kulturą kościelną, chrześcijańskim przemienieniem świata" (M.
Bierdiajew, "Nowe Średniowiecze. Los człowieka we współczesnym świecie",
Warszawa 2003, s. 82).
Nieszczęśni profani – niech im Bóg przebaczy – uczynili z krzyża "znak
rozbawienia", depcząc go jako "znak zbawienia". Czy są oni dziećmi nowej epoki
"bezbożnej cywilizacji" – ukrywającej się za prawem do demokracji i laicyzacji,
a w istocie dziećmi kultury "czarowników" i "wampirów", apostatów zbuntowanych
przeciwko Bogu? Czy jest to dowód na klęskę naszej pedagogiki i katechezy? A
może na brak "nowej ewangelizacji" (Jan Paweł II)? Dotykali oni przecież
beztrosko i bezmyślnie tego, co sataniści i niektórzy wolnomularze czynią na
poważnie: świadomie profanują krzyż, zaś ludzie opętani wyrażają z całą powagą
demoniczną "awersję wobec sacrum", odrzucając głównie krzyż jako symbol, a nawet
jako zwykły przedmiot. Tymczasem krzyż to jedyna droga zbawienia, którego nie
dadzą im płytkie obietnice mnożących się jak grzyby po deszczu banków i
supermarketów. To wąska droga, która prowadzi do zbawienia, przeciwko szerokiej
i wygodnej – będącej imitacją szczęścia – wiodącej do zatracenia (Mt 7, 13-14).
To orędzie "nadziei", ale i możliwości "odrzucenia" (ks. kard. Leo Scheffczyk,
na temat orędzia Fatimy, przypominającego zasady Ewangelii). To sprawa życia i
śmierci, które są w rękach Boga (Rz 13, 14). Ma to bezpośredni – intuicyjny,
duchowy, a nie tylko emocjonalny – związek z tragedią smoleńską.

Smoleńsk – reaktywacja Misterium Krzyża?
Smoleńsk to pełnowartościowa mistyczna reaktywacja Misterium Krzyża, a nie tylko
grzechy, błędy czy zaniedbania ludzkie. Polskie czy rosyjskie. To jest niepojęte
i niewysłowione Misterium Ofiary, któremu należy się bezgraniczny szacunek, w
akompaniamencie wewnętrznego milczenia. Tak wielka tragedia – największa w
pewnym sensie w skali światowej – nie może nie mieć bezpośredniego i radykalnego
odniesienia do Ofiary Chrystusa. Więcej, może posiadać ukryty sens i
bezgranicznie głębokie znaczenie jedynie w tym świetle. Ten sens dotyczy
jednostek, narodu, ale może mieć też znaczenie międzynarodowe czy ponadnarodowe.
Żadne inne argumenty rekonstrukcji jej "sensu" – pragmatyczne czy polityczne,
psychologiczne czy pedagogiczne – nie przywrócą tu poczucia sprawiedliwości czy
moralnej równowagi. Nie należy więc naturalizować tej tragedii, myśleć zbyt po
ludzku. Można i trzeba prześwietlić tajemnicę smoleńskiego wypadku, ale nie
smoleńską Tajemnicę Krzyża. Tej ostatniej nie można wyjaśnić, ale tylko
rozjaśnić. W czystym sercu – rozświetlonym przez modlitwę.
Nie można więc myśleć powierzchownie ani zapomnieć. W tym kontekście walka o
"pamięć ofiar" czy też to, co nazwano "obroną krzyża", to intuicyjna – i nie
zawsze świadoma – ochrona smoleńskiego Misterium Ofiary i tajemnicy ekspiacji,
dotyczącej naszego Narodu, która za tym stoi. Być może zlekceważyliśmy nasze
religijne wybranie (w tym "łaskę" Papieża Polaka, Jego nauczanie!), tolerując
wiele strasznych grzechów (np. kompromisy w sferze aborcji i in vitro,
lekceważenie słabych, starych i chorych, rujnujący duchowo prymitywny i
powszechny kult sukcesu i bogactwa, ekspansja i instytucjonalizacja
niebezpiecznego duchowo panseksualizmu, ekspansja bałwochwalczego okultyzmu? Być
może zaczęliśmy odczuwać przyjemność tam, gdzie powinniśmy odczuwać mdłości?
Staliśmy się bezduszni i pyszni, rozwiąźli i powierzchowni. Jeżeli więc Bóg
dopuścił tę straszliwą reaktywację Misterium Krzyża w Smoleńsku, to może
dlatego, że o nim w Narodzie Polskim zapomniano? Szczególnie zaś zapomnieli o
nim decydenci i politycy? A może także intelektualiści czy nawet ludzie
Kościoła? Ten "mechanizm zapominania" zdaje się, że trwa nadal, podtrzymywany i
utrwalany poprzez polityczno-medialną manipulację.
Tragedia smoleńska to nie tylko nieszczęśliwy wypadek-przypadek, któremu
przyglądał się bezradny czy obojętny Władca Dziejów. Bóg i tak miał wszystko pod
kontrolą, tak samo jak na Golgocie, gdzie dopuścił – godzina po godzinie – każdy
rodzaj cierpienia w doświadczeniu swego Syna Jezusa Chrystusa, jedynego
Zbawiciela świata (Louis Bouyer), i jakby wykorzystał nawet zdradę Judasza. Mógł
cudownie uratować wszystkich w Smoleńsku wbrew niesamowitej kumulacji
niesprzyjających okoliczności. Nie można zapominać czy wypierać – naturalnie czy
sztucznie – tego Misterium, ale je odczytywać, kontemplować. Nie można tracić z
oczu głębi i całości. Wobec krzyża wszyscy jesteśmy winni i… solidarni.
 

Ks. dr hab. Aleksander Posacki SJ

Autor jest doktorem habilitowanym teologii, doktorem filozofii, znawcą
problematyki zagrożeń duchowych (ezoteryzm, okultyzm, sekty), publicystą i
duszpasterzem. Wykłada w Wyższej Szkole Filozoficzno-Pedagogicznej "Ignatianum"
w Krakowie oraz na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II.

drukuj