Miłość do ludzi Czarnego Lądu

Santo subito

Ksiądz biskup Józef Szamocki o świętości Jana Pawła II>

Jako były misjonarz muszę powiedzieć, że Ojciec Święty Jan Paweł II wielką miłością otaczał Kościół w Afryce, a miłość tę odwzajemniali także mieszkańcy Czarnego Lądu. Trzeba zaznaczyć, że jeszcze za jego życia tamtejsza ludność mówiła o Papieżu Polaku jako o wysłanniku Pana Boga, który rozumie i zna ich problemy. To zrozumienie i troskę oceniali jednak inaczej, niż bywa to w odniesieniu do polityków, których spojrzenie często cechuje powierzchowność.

Mieli świadomość, że Jan Paweł II zna ich problemy i odczytuje je w kontekście i w świetle Ewangelii, Bożej łaski. Dla mnie, jako misjonarza pracującego wówczas w dalekiej Zambii, było to nowe i muszę przyznać dość zaskakujące doświadczenie. Ludzie ci uważali Papieża za swojego Ojca, brata, za osobę bardzo bliską, która nieustannie o nich pamięta. Muszę przyznać, że także jako Polak sam korzystałem z owoców świętości, a więc czynów i działań Jana Pawła II na rzecz misji i Kościoła w Afryce. Często zdarzało się, a były to pierwsze lata pontyfikatu, że ludzie przychodzili do mnie, gratulując i ciesząc się, iż mogą pracować z kimś, kto pochodzi z narodu Papieża. Byli wśród nich misjonarze z obcych krajów, tubylcy, do których my przyjeżdżaliśmy z Dobrą Nowiną, zarówno ludzie wierzący, jak i niewierzący, u których spotkanie z Polakiem z Ojczyzny Papieża szerzej otwierało serca. Była to jednocześnie nobilitacja dla mnie jako Polaka. Rozmowy te już za życia Jana Pawła II podkreślały Jego świętość, dotyczyły Jego modlitwy i wytrwałych działań podejmowanych na rzecz poprawy bytu najuboższych narodów afrykańskich. Ojciec Święty darzył ich miłością, ale jednocześnie dawał nadzieję opartą na trwałym fundamencie wiary, ubogacał ich także swoją duchowością. Również wtedy, kiedy Papież był krytykowany przez rozmaite środowiska wrogie Kościołowi, ale także kiedy jego siły słabły nadwątlone chorobą, dało się odczuć wyrazy współczucia, serdeczności. Świadczy to o tym, że sługa Boży Jan Paweł II miał dar przyciągania do siebie ludzi różnych ras, narodów, również innych religii. Przez cały okres swojej pracy duszpasterskiej, zwłaszcza misyjnej, nigdy nie spotkałem się z objawami niechęci czy chociażby braku życzliwości wobec Ojca Świętego. Przeciwnie, był on zawsze i pozostał symbolem oraz znakiem obecności Pana Boga w świecie. Przychodzili do mnie także ludzie z Kościoła anglikańskiego, którzy chcieli zasięgnąć więcej informacji na temat osoby Papieża i przyznawali, że modlą się w Jego intencji, w duchu ekumenizmu, z którym wszyscy wiązali nadzieje, także w intencji całego Kościoła. Ta postawa otwartości, zauważanie problemów innych ludzi w trakcie działalności także tej misjonarskiej, podczas wielu podróży apostolskich, zjednywała mu ludzkie serca. Można i trzeba powiedzieć, że Ojciec Święty otworzył niejako świat na misje i sam w obliczu współczesnego świata, często owładniętego egoizmem, był pierwszym w szeregu misjonarzy, który w duchu wiary i troski o zbawienie każdego człowieka bez względu na jego kolor skóry czy poglądy realizował dziedzictwo św. Pawła. To są wszystko owoce świętości życia i pontyfikatu sługi Bożego Jana Pawła II.

not. Mariusz Kamieniecki
drukuj