Mądrość a spryt

Niedawna uroczystość upamiętniająca przybycie do Betlejem Trzech Mędrców
obliguje w sposób szczególny do refleksji nad ludzką mądrością. Z nią chyba mamy
dzisiaj największe problemy, skoro nawet nie potrafimy przezwyciężyć globalnego
kryzysu ekonomicznego, nie wspominając o jeszcze trudniejszych problemach naszej
teraźniejszości.

Wprawdzie bogactwo zależy także od przypadku – twierdził Arystoteles – to
jednak z pewnością mądrość ze swojej istoty co najmniej nie może przeszkadzać w
dobrym gospodarowaniu dobrami ekonomicznymi. Mądrość to bowiem – według Tomasza
z Akwinu – także "dobre rządzenie rzeczami". W normalnych państwach zatrudniono
by w czasach kryzysu ekonomicznego nowych ministrów finansów i "doradców
finansowych", umieszczając starych w miejscach odosobnienia zarówno za wpędzenie
innych w ekonomiczne tarapaty, jak i dla dania dobrego przykładu swoim
następcom. Jakże mogą uzdrowić światową ekonomię ci, którzy dopiero co
doprowadzili do jej załamania? Dokładanie im kolejnych hojnych wynagrodzeń – jak
to z entuzjazmem czyni także polski rząd – świadczy nie o mądrości, ale o czyimś
sprycie, czy też raczej "przebiegłości".

Brakiem mądrości jest bowiem najpierw nieuporządkowanie różnych spraw
względem ostatecznego ich celu, bo mądrość polega najpierw na "porządkowaniu",
jak twierdził Tomasz z Akwinu za Arystotelesem (Contra Gentiles, I, r. I).
Zamiast tego "porządkowania" nowożytna koncepcja mądrości – sformułowana przez
Kartezjusza – proponuje tylko poszerzanie granic użytecznej ludzkiej wiedzy,
czyli wrzucanie jej do jednego worka, bez ładu i składu oraz wedle kryterium
tylko wymiernego pożytku, czyli bez zachowania obiektywnej hierarchii ważności,
w relacji zwłaszcza do ostatecznego celu wszystkiego. Nowożytny ideał mądrości
najwłaściwiej określimy zatem mianem sprytu, będącego sprawnością określania i
wybierania środków wobec założonego celu. Skoro jednak ów "spryt" ma być poddany
tylko wymiernej korzyści – zgodnie z nowożytnym ideałem wiedzy – to za
Arystotelesem należy go określić jako "chytrość" ("przebiegłość").

Na fali tego sposobu myślenia niektórzy praktykują swoją aktywność
polityczną. Ostatnio poseł Janusz Palikot zamiast pokazać – dla wspólnego
pożytku – jak robi własne ekonomiczne interesy, na czym zdaje się znać, zabiera
głos w sprawie… moralnych aspektów aborcji. Nie byłoby nic zdrożnego w takiej
wypowiedzi, a nawet byłaby ona chwalebna, gdyby tylko najpierw była poprawna pod
względem argumentacyjnym. Ale tak nie jest. Domyślamy się, że pomimo tego na
multipleksie nie zabraknie miejsca dla wypowiadania takich błędów. Nie brakuje
na nie miejsca także w "GW", gdzie niegdyś przekonywano, że także Prymas jest za
legalizacją aborcji. Od takiego umysłowego zamętu kręci się tylko w głowach, ale
pewnie chodzi o taki efekt w umysłach obywateli tracących rozeznanie
najprostszych spraw po lekturze "GW". Tym razem poseł Palikot hipnotyzuje jej
czytelników swoją argumentacją w sprawie aborcji. Jego zdaniem, żywiona przez
niego – "za Platonem i hinduizmem" – wiara w reinkarnację, wędrówkę dusz, jakoby
usprawiedliwia aborcję: "Sądzę, że dusza wielokrotnie wraca na ziemię w postaci
różnych ciał i że w tym sensie jest nieśmiertelna i nie ginie razem z ciałem, a
to oznacza, że problem aborcji jest problemem ciała, a nie duszy". Jeśliby rację
miał tutaj poseł Palikot, to nie tylko nie należałoby przejmować się aborcją,
ale także każdym innym ludobójstwem. Z punktu widzenia wiary w reinkarnację
także byłby to tylko jakoby "problem ciała, a nie duszy"! Szkoda zatem, że
zamiast tej proaborcyjnej agitacji – na zerowym poziomie argumentacyjnym – poseł
Palikot nie służy wszystkim w poprawieniu stanu ich finansów. A może tworzenie
zamieszania umysłowego w społeczeństwie to skuteczny środek do realizacji
własnych interesów?

Marek Czachorowski

drukuj