Łukaszenka wykorzystuje bierność Tuska

Z posłem do PE dr. Markiem Migalskim (Europejscy Konserwatyści i
Reformatorzy) rozmawia Łukasz Sianożęcki

Do przedstawicieli delegacji ds. stosunków z Białorusią docierały
sygnały, że tamtejsze władze szykują zakrojoną na szeroką skalę akcję aresztowań
Polaków?
– Oczywiście, że tak. Sytuacja była tam bardzo labilna,
ponieważ wszystko zależy od decyzji jednego człowieka – Alaksandra Łukaszenki. W
tym znaczeniu stan na chwilę obecną może się zmienić w ciągu 24 godzin, w
zależności od kalkulacji politycznych i humoru dyktatora. Sprawdziły się
najczarniejsze scenariusze. Okazało się, że dotychczasowa polityka polskiego
rządu po 2007 roku okazała się błędna. Próba ułożenia się z Łukaszenką kosztem
mieszkających na Białorusi Polaków była wielką pomyłką. Przypomnę choćby
sytuację sprzed roku, kiedy to media donosiły, iż doszło do spotkania pomiędzy
Donaldem Tuskiem i Radosławem Sikorskim a Andżeliką Borys, podczas którego
politycy Platformy mieli namawiać ją do niekandydowania na fotel szefowej ZPB.
Oczekiwali bowiem, że przy takim rozwoju sytuacji znacznie poprawią się relacje
z Białorusią. Jeśli to, co donosiły wówczas media, było prawdą, to
przypuszczenia Tuska okazałyby się fiaskiem. Nasze stosunki z Mińskiem się nie
poprawiły, a sytuacja na Białorusi się pogorszyła, czego obecne wydarzenia są
doskonałym dowodem.

Do aresztowań dochodzi dzień po wizycie w Mińsku delegacji Parlamentu
Europejskiego i zaledwie kilka dni po odwiedzinach Warszawy przez szefa
białoruskiego MSZ…

– Być może jest to jakiś element gry
dyplomatycznej z jego strony. Po pierwsze, doskonale zdajemy sobie sprawę z
tego, że ten dyktator nie akceptuje żadnej wolnej organizacji w swoim kraju.
Związek Polaków na Białorusi jest jedną z niewielu, jeśli nie ostatnią
organizacją, która się mu próbuje opierać. Po anektowaniu całego majątku ZPB –
bo dom w Iwieńcu był ostatnim z domów polskich, które przejęły władze krajowe –
teraz już chodzi o zastraszenie samych działaczy. Ponadto wydaje mi się, że
Łukaszenko zrozumiał, iż po stronie polskiej ma do czynienia z ludźmi, którzy
mogą się cofnąć przed zdecydowanymi, mocnymi działaniami. To, co możemy dziś
zrobić, to naciskać na polski rząd, aby wyraźnie opowiedział się w tej sprawie,
ustami premiera, a nie szeregowych polityków resortu spraw zagranicznych. A
także naciskać na władze w Unii Europejskiej, aby wciągnąć różne jej organa w
walkę o prawa mniejszości narodowych na Białorusi.
Sprawa jest na tyle
poważna, iż wiceminister spraw zagranicznych nie jest tutaj odpowiednią osobą.
Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że przed wyborami w 2007 roku sam
Donald Tusk spotykał się z Andżeliką Borys, aby pokazać, jak silnie jest
zaangażowany w sprawę polskiej mniejszości na Białorusi. A dziś, kiedy kwestię
represji podejmuje się na szczeblu wiceministra, to musi budzić głębokie
niezadowolenie.

Jakich kroków należy oczekiwać od rządu lub Unii
Europejskiej?
– Nie chciałbym ich ograniczać swoimi postulatami.
Obawiam się bowiem, że gdybym podpowiedział jakieś mądre kroki, to nasz rząd
tylko po to, by „nie podporządkowywać się PiS-owskim żądaniom”, gotów jest tego
nie zrobić. Zostawmy więc tutaj otwarte drzwi dla działań rządu, z tym że
zaznaczmy, iż te działania muszą być. Bo to, że sytuacja jest nie do
zaakceptowania, jest chyba oczywiste.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj