Ludzie wtedy sobie pomagali

Z Januszem Kieszczyńskim (ps. „Kajtek”), łącznikiem ze zgrupowania „Żywiciel”, obecnie zamieszkałym w Paryżu, rozmawia Anna Ambroziak

Podczas Powstania walczył Pan na Mokotowie…

– W czasie okupacji mieszkałem na Żoliborzu. Z Mokotowem nie miałem właściwie nic wspólnego, bo to była druga strona Warszawy. Dopiero w czasie walk powstańczych doszedłem aż tutaj, na Mokotów. Walka była straszna, trwała 57 dni, zginęło ponad 1700 żołnierzy AK. Pamiętam masakrę swoich towarzyszy broni, którzy przez pomyłkę wyszli z kanału akurat w pobliżu komendy niemieckiej żandarmerii.

Czym było dla Pana Powstanie?
– Dla mnie Powstanie, wyzwolenie, wolność to było coś wspaniałego. Nikt z nas, którzy brali udział w Powstaniu, nie powie na ten temat ani jednego złego słowa! Natomiast wszyscy ci, którzy poszli na lewo, besztają nasze dowództwo – są śmieszni! Wiem, że dziś niektórzy dywagują, czy Powstanie było słuszne, czy nie. Na ten temat napisano kilkaset książek, wydano mnóstwo opinii. Ale ja powiem wprost – Powstanie po prostu było. I na tym należy poprzestać. A gdyby go nie było, to co? Czy Warszawa nie byłaby zburzona, a ludzie zmasakrowani? Przecież Hitler już w 1942 roku wydał decyzję o tym, że Warszawa ma być zniszczona, a na tym miejscu ma być zbudowane 100-tysięczne miasteczko. Co w takim razie zrobiłby z pozostałą ludnością stolicy? No i gdyby nie Powstanie, nie zginęłoby prawie 15 tys. Niemców. A że nas zginęło dużo – takie są niestety prawa wojny. Przez wiele lat powstańcy byli poddawani represjom. Ja sam przeszedłem przez wiele obozów. W końcu po wieloletniej tułaczce znalazłem się wspólnie z siostrą we Francji. Bardzo często uczestniczę w spotkaniach z młodzieżą licealną. Myślę, że jest to bardzo potrzebne, gdyż Francuzi i w ogóle Zachód bardzo mało wiedzą na temat Powstania i okupacji w Polsce. Na co dzień noszę na piersiach Krzyż Kombatancki. Proszę sobie wyobrazić, że pytają mnie tamtejsi ludzie, co to jest? Kiedy tłumaczę, że brałem udział w Powstaniu Warszawskim, od razu pojawia się sugestia, że jestem Żydem, że walczyłem w getcie. Muszę wtedy tłumaczyć, że były to dwa oddzielne zrywy.

Jak ludzie radzili sobie w czasie Powstania?

– Ludność cywilna chroniła się przede wszystkim w piwnicach. Były tam również dzieci, nad którymi matki starały się sprawować swą opiekę, ale nie zawsze można było je opanować. Sam widziałem, jak te dzieci bawiły się, jak kąpały się w basenie przeciwpożarowym. Ludzie bardzo się ze sobą solidaryzowali, nawzajem sobie pomagali, były przecież braki żywności, wody, środków opatrunkowych. To chyba cecha charakterystyczna dla Polaków – zawsze jeden drugiemu wtedy pomagał. Każdy w potrzebie dostawał pomoc, nikt się nie pytał, po co.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj