Lotos w rękach wyborców
Na ostatnim posiedzeniu w tej kadencji Sejm – przy niemal pustej sali
obrad – "pochylił się" wreszcie nad obywatelskim projektem ustawy o utrzymaniu
koncernu Lotos w rękach Skarbu Państwa. Inicjatywa obywatelska w sprawie Lotosu
jest faktem wstydliwym dla koalicji rządzącej, "społecznym wotum nieufności" dla
rządu Tuska, który z niejasnych powodów chce wyzbyć się kontroli nad polską
flagową firmą obsługującą trzecią część krajowego rynku paliw płynnych.
Posłowie przekazali obywatelski projekt do komisji. W praktyce więc decyzje w
sprawie Lotosu podejmie przyszły Sejm i wyłoniony przezeń przyszły rząd. Jakie
to będą decyzje – zależy od wyniku wyborów.
Platforma jest zdecydowana sprzedać Lotos. Jak poinformował Mikołaj Budzanowski,
podsekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa, oferty końcowe na zakup akcji
Grupy Lotos zostaną otwarte 16 listopada, wtedy też zapadnie ostateczna decyzja,
kto przejmie polski koncern paliwowy. Warto podkreślić, że sam minister skarbu
Aleksander Grad nie pofatygował się do Sejmu, by osobiście wysłuchać głosu
opinii publicznej w tej sprawie. A szkoda, bo dowiedziałby się, że Lotos ma
strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa państwa, że posiada najnowocześniejsze
instalacje warte ponad 5 mld zł, że znajduje się w świetnej kondycji finansowej
i bez problemu spłaca kredyty na inwestycje, że dzięki rosnącym przychodom i
miliardowym zyskom ma zapewnione miejsce w europejskiej czołówce, że wnosi do
budżetu 12 mld zł rocznie z tytułu podatków, zapewnia pracę pięciu tysiącom
pracowników, w tym wysoko kwalifikowanej kadrze, jest największym sponsorem
sportu w regionie, wspomaga finansowo kariery takich tuzów sportu jak Adam
Małysz i Justyna Kowalczyk…
Minister Grad nie chciał jednak wysłuchać argumentów. Widocznie decyzja już
zapadła, tylko rządowi wstyd się do niej przyznać. Mówi się, że nabywcą Lotosu
będzie jedna z rosyjskich spółek paliwowych, jeśli nie bezpośrednio, to pod
przykrywką firmy zachodniej. Rosyjskie media wymieniają rosyjsko-brytyjską
spółkę TNK BP, a jako kwotę zakupu Lotosu podają 508 mln euro. To blisko 2 mld
zł mniej niż wartość dwuletnich zysków… Czyżby sens całej transakcji był
podobny jak w przypadku węgierskiego koncernu MOL, który w niejasnych
okolicznościach oddano firmie związanej z rosyjskimi oligarchami, a dziś Węgrzy
zmuszeni byli znacznie drożej go odkupić?
Małgorzata Goss
