Lot życia załogi orlika
To usterka techniczna zadecydowała, że w Radomiu bez całkowicie wysuniętego
podwozia lądował PZL-130 TC II Orlik – dowiedział się "Nasz Dziennik". Wojskowi
piloci wykonali manewr wzorcowo
.Do zdarzenia doszło 1 lutego br. na wojskowym lotnisku w Radomiu (Sadków).
Podczas podejścia do lądowania, po wykonaniu lotu szkolnego po trasie, załoga
stwierdziła brak możliwości wypuszczenia podwozia sposobem zasadniczym oraz
awaryjnym. – Przed III zakrętem kpt. pil. Dariusz Stachurski, który wykonywał
lot z pierwszej kabiny, przestawił dźwignię sterowania podwoziem w położenie
"wypuszczone". Po wykonaniu tej czynności oraz po jej kilkukrotnym powtórzeniu
wszystkie golenie podwozia pozostawały w położeniu "schowane zablokowane". Próbę
wypuszczenia podwozia wykonał również ppłk pil. Piotr Romanowski, zajmujący
miejsce w drugiej kabinie. Jednak podwozie wciąż pozostawało schowane –
relacjonują "Nowe Wiraże", magazyn Sił Powietrznych.
W tej sytuacji załoga zameldowała o problemach i rozpoczęła realizację
procedury awaryjnej, zgodnie z Instrukcją Techniki Pilotowania samolotu Orlik.
Mimo podjętej próby sygnalizacje świetlna oraz mechaniczna nadal wskazywały, że
podwozie nie zostało wypuszczone. Piloci wykonali przelot nad wieżą, na której
instruktor pilot ocenił, że samolot ma częściowo wysuniętą goleń podwozia
przedniego oraz całkowicie schowane golenie podwozia głównego. Uzgodniono więc,
że załoga w powietrzu wypali nadmiar paliwa, a następnie wykona lądowanie na
trawiastym pasie zapasowym. Podczas zniżania, już na wysokości 4 metrów, załoga
wyłączyła silnik oraz zasilanie sieci elektrycznej. Przyziemienie nastąpiło przy
prędkości około 150 km/h. Samolot zatrzymał się po blisko 350 m od punktu
zetknięcia z ziemią. Lądowanie przebiegło wzorcowo – nikt nie ucierpiał, a
uszkodzenia samolotu okazały się niewielkie.
– Wiemy już, że przyczyną awarii była usterka techniczna spowodowana wadliwym
działaniem serworozdzielacza w układzie wypuszczania podwozia – ujawnia w
rozmowie z "Naszym Dziennikiem" płk pil. dr Adam Ziółkowski, dowódca 42. Bazy
Lotnictwa Szkolnego. Jak zaznacza, na obecnym etapie nic nie wskazuje na to, by
problem dotyczył większej liczby maszyn, ale zgodnie z przyjętą profilaktyką do
czasu zakończenia badań loty na orlikach zostały zawieszone. – Na chwilę obecną
nie ustalono, by podobny problem występował w innych egzemplarzach, jednak
kwestia ta jest wciąż weryfikowana. Jesteśmy w trakcie prób na innych
serworozdzielaczach i orliki jeszcze nie latają – dodaje płk Ziółkowski. Jak
podkreśla, niewykluczone, że powrót tych maszyn w przestrzeń powietrzną nastąpi
w ciągu tygodnia.
Dwuosobową załogę samolotu stanowili bardzo doświadczeni piloci –
instruktorzy z 42. Bazy Lotnictwa Szkolnego w Radomiu. Podpułkownik Romanowski
jest dowódcą 60. Eskadry Lotniczej w 42. BLSz w Radomiu, ma prawie 3,5 tys.
godzin nalotu, w tym ponad 1,5 tys. godzin spędził na orlikach. Jest pilotem
doświadczalnym I klasy. Kapitan Stachurski to dowódca klucza 60. Eskadry
Lotniczej w 42. BLSz. Jest pilotem prowadzącym Zespół Akrobacyjny "Orlik". W
powietrzu spędził prawie 2,2 tys. godzin, większość na orliku. Jest pilotem
doświadczalnym II klasy.
Marcin Austyn
