Lobbyści straszą gazem

Z Tomaszem Chmalem z Instytutu Sobieskiego, ekspertem ds. energetyki,
rozmawia Małgorzata Goss

Gdy okazało się, że złoża gazu łupkowego w Polsce mogą być naprawdę duże, a
jego wydobycie opłacalne, pojawiły się zastrzeżenia związane z ochroną
środowiska oraz siedzib ludzkich. Komisja Europejska zapowiada nową dyrektywę o
ochronie wód. Czy wydobycie gazu łupkowego grozi skażeniem wody?

– Są to w dużej mierze głosy lobbystów, którzy w obronie własnych interesów
uciekają się do argumentów środowiskowych, by wzbudzić w Polakach lęk przed
gazem łupkowym. Pod presją lobbingu znalazła się także Komisja Europejska. Stany
Zjednoczone, które są miejscem eksploatacji gazu łupkowego na dużą skalę,
posiadają know-how, które pozwala na wydobycie gazu z łupków bez szkody dla
środowiska. Zagrożenia pojawiające się w mediach uważam za kuriozalne. Zacznijmy
od skażenia wody. Otóż należy pamiętać, że złoża gazu łupkowego znajdują się na
głębokości poniżej 2 tys. metrów, a często jeszcze głębiej, do 4 tys. metrów.
Przeniknięcie gazu z takiej głębokości do wód gruntowych, które znajdują się dwa
kilometry wyżej, jest praktycznie niemożliwe. Argument, że gaz łupkowy
przeniknie do wód i może ulec zapaleniu czy samozapaleniu, jest bezzasadny.

Do wody zatłaczanej do górotworu, która ma spowodować wypływ gazu na
powierzchnię, dodawane są różne substancje chemiczne…

– Te substancje są znane Ministerstwu Środowiska i będą podlegały ścisłej
kontroli. Zresztą ostatnio coraz bardziej popularne jest wykorzystywanie piasku
naturalnego, w którym owe substancje występują w sposób naturalny. Nie ma
możliwości, by przeniknęły one do wód gruntowych, ze względu na wspomnianą
odległość warstwy łupków od powierzchni.

Będą przenikać do złóż głębinowych, np. zasobów wody oligoceńskiej?
– Wszystkie prace będą prowadzone z najwyższą starannością i zgodnie z polskimi
regulacjami będzie wymagane pozwolenie wodno-prawne. Woda rzeczywiście będzie
zatłaczana pod ziemię, ale następnie będzie wyciągana z powrotem, oczyszczana i
zatłaczana ponownie. Z tego punktu widzenia ilości zużywanej wody będą
stosunkowo niewielkie.

W USA prowadzone były badania na temat skutków tej technologii dla
środowiska?

– W Stanach Zjednoczonych poszczególne stany posiadają własne, odrębne
regulacje, na podstawie których wydają zgodę na działalność. Bez odpowiednich
badań takiej zgody by nie wydały. Właśnie czekam tutaj, w Houston w Teksasie, na
szczegóły dotyczące wyników tych badań. Będą one u nas dostępne. Najlepszym
źródłem tego typu informacji będzie resort środowiska.

Ludzie obawiają się, że szyby gazowe zeszpecą polski krajobraz. Jak wygląda
taka kopalnia czy też pole naftowe?

– Wiertnie, które się obecnie buduje, są stawiane tylko na pewien czas. Będą
stały tylko kilka miesięcy, potem zostanie w tym miejscu tylko niewielki zawór,
przez który będzie wydobywany gaz. To w krajobrazie niewiele zmieni. W
Wielkopolsce i na Podkarpaciu jest wiele takich małych kopalń i ludzie są do ich
widoku przyzwyczajeni. Kopalnie gazu nie mają nic wspólnego z kopalniami węgla,
są to niewielkie obiekty o powierzchni ok. 1 ha , w których prowadzi się
produkcję i wiercenia. Ostatnio technologia posunęła się tak dalece, że z
jednego miejsca można prowadzić odwierty w kilku kierunkach.

Co zrobić z plątaniną rurociągów? Gaz musi być przecież odbierany.
– Można poprowadzić rurociągi podziemne, które nie zeszpecą krajobrazu. Już
teraz mamy pod ziemią mnóstwo rur, wcale nie będąc tego świadomi. Problem
infrastruktury drogowej i rurociągowej, która doprowadziłaby gaz na rynek, jest
dopiero przed nami. Trudno w tej chwili przewidzieć, w których miejscach
gazonośnego pasa znajdują się dostateczne ilości gazu.

Czy domostwa w sąsiedztwie kopalń będą narażone na ryzyko zapalenia się gazu
nad ziemią lub pod nią?

– Nie ma takiego ryzyka. Gaz występuje bardzo głęboko, sam nie wydostanie się na
powierzchnię, nawet w razie wykonania odwiertu, a tylko w takim zakresie, w
jakim firma będzie go wydobywać. Znacznie częściej trafiają się przypadki
występowania gazu powierzchniowego na bagnach, gdzie gaz powstaje samorzutnie i
nieraz ulega samozapaleniu. To sytuacje zupełnie naturalne w przyrodzie, znane
pod nazwą "ogników św. Anzelma". Bywa też, że wiercąc studnie, właściciele
dowiercają się na głębokości 10-15 m do niewielkiego złoża gazu konwencjonalnego
i ten gaz się wydostaje. Takie sytuacje zdarzały się na Podkarpaciu. Ale to są
wypadki niezwykle rzadkie, trzeba mieć pecha, żeby tak się stało. Twierdzenie,
że takie samozagrożenie łączy się z wierceniem otworu gazowego na głębokość
poniżej 2 km, jest manipulacją. O ile w wypadku studni wypływ gazu odbywa się w
sposób niekontrolowany, o tyle odwiert gazowy przygotowuje się do odbioru gazu
przez orurowanie złożone ze specjalnych rur odpornych na wysokie ciśnienie i
zacementowanych dookoła, które nie pozwalają na przypadkowy wypływ gazu na
powierzchnię. Zresztą gaz jest zbyt cenny dla inwestora, aby pozwolił sobie na
jego straty. Nie po to firma inwestuje, by puszczać gaz w powietrze.

W Ameryce właściciele gruntów mają udział w korzyściach z wydobywania gazu. W
Polsce własność ziemska nie rozciąga się na to, co pod ziemią. Kopaliny są
własnością Skarbu Państwa. Jakie będziemy mieli korzyści z wydobywania gazu na
naszym terenie?

– W Polsce i w Europie system prawny jest inny niż w Stanach Zjednoczonych.
Właściciel nieruchomości nie może na mocy tytułu własności prowadzić
eksploatacji górniczej. Przy eksploatacji mamy do czynienia z dwoma tytułami
prawnymi. Pierwszy to umowa z właścicielem nieruchomości – rolnikiem, gminą,
Lasami Państwowymi, Agencją Własności Rolnej Skarbu Państwa (w zależności od
tego, kto jest właścicielem nieruchomości) – dotycząca korzystania z jego
gruntu. Drugą umowę – tzw. umowę użytkowania górniczego – zawiera się ze Skarbem
Państwa, a reguluje ona to, co dzieje się pod ziemią w związku z eksploatacją
złoża. Rolnik, na którego terenie realizowana będzie inwestycja, może zawrzeć
umowę, umówić się o czynsz i w ten sposób zarobić na projekcie, ale może też nie
zgodzić się na korzystanie ze swojego gruntu. To jego wolne prawo i nikt nie
będzie go wywłaszczał. W przypadku farm wiatrowych udostępnienie gruntu w ramach
długoterminowej umowy okazało się dla właścicieli dobrym interesem, można było
sobie zapewnić wysoką emeryturę.

Jak dzielony jest dochód między firmy posiadające koncesje a Skarb Państwa
jako właściciela złóż? Co państwo polskie będzie z tego miało?

– Państwo polskie będzie miało wpływy z tytułu udzielenia koncesji i opłat za
użytkowanie górnicze. Firmy poszukujące gazu łupkowego już wniosły opłaty. Na
razie są to niewielkie pieniądze, bo trzeba pamiętać, że w tej chwili ponoszą
koszty, a nie mają przychodu. Skorzystały też na tym gminy, które uzyskały 60
proc. opłat z tytułu koncesji. Opłaty eksploatacyjne będą dzielone w takiej
samej proporcji – 40 proc. dla NFOŚ, a 60 proc. dla gmin. Państwo skorzysta też
na podatkach odprowadzanych z tytułu działalności gospodarczej. Opłaty
eksploatacyjne są jednak najważniejsze. Wystarczy zobaczyć, jak bogata jest
gmina Kleszczów czy gmina Polkowice, do których wpływają opłaty eksploatacyjne.
W wypadku gazu łupkowego interwencja w środowisko jest łagodniejsza niż w
wypadku kopalń węglowych czy miedziowych, ale opłaty mogą być także całkiem
pokaźne.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj