Likwidacja bez względu na kondycję

Pół tysiąca osób może stracić pracę wskutek likwidacji Wojskowego Zakładu
Remontowo-Budowlanego w Jarosławiu. Taki scenariusz umożliwia zmiana przepisów o
finansach publicznych. Pracownicy firmy, która przynosi pokaźne zyski do budżetu
państwa, rozpoczęli akcję protestacyjną. Nie wykluczają strajku głodowego i
zablokowania kancelarii premiera.

Do końca br. zlikwidowane mają być zakłady pomocnicze w strukturach wojska. Taki
właśnie status posiada zakład w Jarosławiu, który jest tzw. gospodarstwem
pomocniczym Rejonowego Zarządu Infrastruktury w Lublinie, jednego z czterech
tego typu w Polsce. Zgodnie z ustawą o finansach publicznych 19 lipca br. rozkaz
o likwidacji wydał szef Rejonowego Zarządu Infrastruktury w Lublinie. Proces
likwidacyjny jarosławskiego zakładu potrwa do 30 listopada.
Pierwsze wypowiedzenia z pracy będą wręczane już 27 i 28 sierpnia. Załoga jest
tym faktem zdumiona, tym bardziej że do wykonania zadań przyjęto dodatkowo 58
nowych pracowników. Jak powiedział "Naszemu Dziennikowi" Marian Zając,
przewodniczący Zarządu Zakładowego NSZZ Pracowników Wojska, mimo procesu
likwidacyjnego przedsiębiorstwo pracuje normalnie i wykonuje powierzone zadania.
Firma realizuje zamówienia dla wojska. Ich roczna wartość przekracza 60 mln zł,
a zakład nie nadąża z realizacją wszystkich zleceń.
– Dla mnie jako obywatela i pracownika likwidacja tak dobrze prosperującego
zakładu jest niezrozumiała. Takie są założenia ustawy, ale nie wiem, czy
ustawodawca wziął pod uwagę względy ekonomiczne firmy, do której budżet państwa
nie dołożył ani złotówki. Przeciwnie – to my do budżetu państwa, w postaci
zysku, podatków itp., tylko w ubiegłym roku wpłaciliśmy 8 mln zł – irytuje się
Marian Zając. Wojskowy Zakład Remontowo-Budowlany w Jarosławiu nie chce żadnej
pomocy, bo jak twierdzi, załoga jest w stanie sama na siebie zarobić, byleby
nikt jej w tym nie przeszkadzał. Decyzja o likwidacji jest także niezrozumiała
dla lokalnych władz. – Zmiana w ustawodawstwie, która nie pozwala funkcjonować
dobrze prosperującej firmie w dotychczasowej formie prawnej jako gospodarstwo
pomocnicze, wcale nie musi oznaczać jej likwidacji. Jako samorząd powiatowy
będziemy usiłowali pomóc załodze. Zwrócimy się w tej sprawie do premiera Tuska i
ministra Klicha – zapowiada starosta jarosławski Tadeusz Chrzan.

Bezrobocie wzrośnie o 5 procent

Zakład mógłby zostać włączony do Wojskowej Agencji Mieszkaniowej z zachowaniem
dotychczasowych funkcji i zadań, a być może nawet z rozszerzeniem o nowe obszary
działalności. W innym przypadku dla powiatu jarosławskiego, gdzie bezrobocie
wynosi 17,8 proc. (przy średniej podkarpackiej 15 proc. i 11,9 proc. w Polsce),
kolejnych pięćset osób bez zatrudnienia będzie prawdziwym problemem. – Rynek
pracy jest bardzo ograniczony i na pewno trudno byłoby znaleźć zatrudnienie dla
zwolnionych osób, które w 90 procentach zasilą szeregi bezrobotnych – uważa
starosta Chrzan.
W przypadku likwidacji zakładu bezrobocie w powiecie wzrośnie do 23 procent. Dla
załogi, której zakład umożliwia utrzymanie rodzin, zamknięcie działalności firmy
to prawdziwy dramat. Pracownicy nie mają zamiaru biernie przyglądać się
wykańczaniu przedsiębiorstwa. – Zwracaliśmy się o pomoc do premiera, prezydenta,
ministra obrony, ale nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi – informuje Marian
Zając.

Pracownicy: Zablokujemy kancelarię premiera

Zawiązał się Komitet Obrony Zakładu, w skład którego weszli m.in.
przedstawiciele lokalnych władz i parlamentarzyści, którzy będą zabiegać nie o
likwidację, ale o przekształcenie przedsiębiorstwa w instytucję gospodarki
budżetowej. Na razie na znak protestu pracownicy oflagowali budynek. Zapowiadają
jednak zaostrzenie protestu łącznie z zablokowaniem międzynarodowej drogi E4 w
kierunku przejścia granicznego w Korczowej. – Jeżeli nikt nam nie pomoże,
rozpoczniemy protest głodowy, a jeśli będzie trzeba, zablokujemy też kancelarię
premiera. Nie mamy nic do stracenia. Likwidacja naszego zakładu oznacza tragedię
naszych rodzin, a na to nie pozwolimy! – zapowiada przewodniczący Zarządu
Zakładowego NSZZ Pracowników Wojska. – Szuka się oszczędności, podnosząc
podatki. Tymczasem likwiduje się zakład, który w dobie kryzysu przynosi zyski do
budżetu. Nie bierze się też pod uwagę, że zamknięcie jarosławskiego zakładu
będzie kosztować państwo co najmniej 15 mln złotych – zauważa Marian Zając.
W przypadku likwidacji zakładu 1 grudnia br. do Urzędu Pracy czy do MOPS w
Jarosławiu trafi załoga, która zwróci się o środki budżetowe.

Mariusz Kamieniecki

drukuj