Lewactwo karmione narkotykami i krwią

Z księdzem biskupem Fabio Moralesem z Kolumbii rozmawia o. Dariusz Pabiś CSsR

Porozmawiajmy trochę o Kolumbii. Historia tego kraju jest chyba dość skomplikowana?
– Tak, ale nie tylko Kolumbia miała trudną historię. Generalnie dotyczy to
wszystkich krajów Ameryki Południowej. Wstrząsy i wojny towarzyszyły nam
od samego momentu uniezależnienia się od Hiszpanii w pierwszej połowie XVIII
wieku. Kolumbia była również przedmiotem pożądania wszelkiej maści międzynarodowych
ruchów lewicowych i komunistycznych. Wszystko za sprawą atrakcyjnego położenia
geograficznego, z dostępem do dwóch mórz, jak i z godnymi do pozazdroszczenia
bogactwami i pięknem natury.

W Polsce można usłyszeć o przemocy, która dotyka Kolumbię. Jaka jest geneza
tego konfliktu?

– Wszystko rozpoczęło się w kwietniu 1948 roku. Przyczyną rewolucji było zamordowanie
jednego z liderów ruchu lewicowego – Jorge Eliecera Gaitana. Trzeba wiedzieć,
że za tym zabójstwem stali sami lewacy, którzy nigdy nie mieli skrupułów, aby
dla osiągnięcia swoich politycznych celów poświęcić własnych towarzyszy. W
efekcie zamieszek, które rozprzestrzeniły się na cały kraj, pustoszono spichlerze,
z więzień wypuszczano groźnych bandytów, palono kościoły. Zaatakowano również
samą nuncjaturę apostolską i pałac arcybiskupa. W zamieszkach zginęło bardzo
wiele osób, w tym również księża. W Bogocie w czasie tych zamieszek obecny
był Fidel Castro, późniejszy przywódca kubańskiej rewolucji. Od tamtego czasu
przestępcy uwolnieni z więzień wraz z grupą nastawionych rewolucyjnie Kolumbijczyków,
przy finansowym wsparciu organizacji komunistycznych z całego świata, dali
poznać krajowi swoją brutalność. Napady, zasadzki na drogach, morderstwa zwolenników
innych opcji politycznych stały się codziennością Kolumbii. Dlatego zostali
oni nazwani "bandoleros" (bandolero = bandyta).

Z tego chaosu pełnego przemocy narodziły się obecnie działające grupy partyzanckie…
– Tak. Owi "bandoleros", zawsze popierani przez międzynarodowe ruchy
lewicowe, zaczęli się organizować w lasach i w sposób konspiracyjny w miastach.
Usta mieli zawsze pełne haseł walki z oligarchią, korupcyjnym systemem państwowym
i konieczności walki o wyzwolenie zniewolonego ludu. Od czasu tamtych krwawych
wydarzeń zrodziło się co najmniej kilka tych bandyckich grup. Między innymi
są to: FARC/EP (Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii/Armia Ludowa) – najstarsza,
najliczniejsza i najradykalniejsza, ELN (Armia Wyzwolenia Narodowego) – która
prowadzi stale rozmowy z rządem Kolumbii, oraz zdziesiątkowana już EPL (Wyzwoleńcza
Armia Ludowa).

Czy mógłby nam Ksiądz Biskup przybliżyć zarówno ideologię, jak i cele tych
grup partyzanckich?

– Pożywką tych grup jest myśl marksistowsko-leninowska, oczywiście ateistyczna
ze swej natury. Celem jest zdobycie władzy przy utrzymywaniu przekonania, że
demokracja jest farsą. Ich intencją jest uczynić z Kolumbii przyczółek komunizmu,
tak jak chcieli zrobić to w Chile albo jak stało się na Kubie i częściowo w
Nikaragui. Zresztą, Polacy dobrze rozumieją, o czym mówię. Wasz kraj, tak bardzo
katolicki, doświadczył komunizmu na własnej skórze.

Ksiądz Biskup wspomniał, że celem tych grup jest przejęcie władzy…
– Jak na razie wspomniane przeze mnie grupy wywrotowe nie mają przygotowanych
ludzi, aby przejąć władzę za pomocą siły. Dlatego właśnie, jak się zdaje,
zadowoliły się jakąś niewielką częścią kraju, gdzie mogły się czuć w miarę
swobodnie, nie były atakowane przez wojsko i miały kontrolę nad wszystkim.
Z tej właśnie pozycji chciały być partnerem do rozmów z legalnym rządem w
poszukiwaniu rozwiązań pokojowych dla konfliktu. Jednak, jak pokazuje dwuletnie
doświadczenie poprzedniej ekipy rządowej, nie dało to żadnych pozytywnych
rezultatów.

Dlaczego?
– Ponieważ szybko stało się jasne, że partyzanci nie szukają pokoju. Śmiali
się z rządu i wykorzystali ustępstwa z jego strony w celu wzmocnienia się
militarnego i finansowego. Nie zmniejszyła się też częstotliwość dokonywanych
masakr, napadów i szkód wyrządzanych infrastrukturze państwa (wysadzanie
ropociągów, słupów wysokiego napięcia, mostów). Nie oszczędzano również świątyń.
Pomimo deklaracji, że stają w obronie ludu, ich działalność najboleśniej uderzyła
w ten właśnie lud. Przede wszystkim myślę tu zarówno o wysiedlaniu pod przymusem
całych rodzin, jak i o wzrastającym ubóstwie. W wielu miejscach, gdzie dominują
partyzanci, mamy do czynienia z porwaniami i brakiem wolności w swobodnym przemieszczaniu
się.

Jak wiemy, źródłem podstawowym finansowania partyzantki jest handel narkotykami…
– Handel kokainą jest źródłem podstawowym. Wiadomo powszechnie, że grupy FARC/EP
są największymi kartelami narkotykowymi. Dlatego właśnie ich szefowie znajdują
się na listach ludzi przeznaczonych do ekstradycji przez USA. Oni są bowiem
odpowiedzialni za kontrolę stref uprawy koki i pobierają haracz od rolników
trudniących się jej uprawianiem.

Ale handel narkotykami to chyba nie jedyne źródło dochodu?
– Oczywiście, że nie! Jest to również haracz pobierany regularnie od ludzi
zamieszkujących te strefy, które nie są kontrolowane przez wojsko, są to
również porwania i wymuszenia okupu od ludzi dobrze sytuowanych oraz kradzieże
samochodów dobrych marek w celu uzyskania od właścicieli pieniędzy za ich
zwrot.

Czy obecny rząd ma jakiś pomysł na zwalczanie partyzantki?
– Trzeba pamiętać, że owi "bandoleros" nie mają woli politycznej
do zawarcia pokoju. Dlatego rządowi pozostaje likwidacja źródeł ich finansowania,
tak by w konsekwencji utracili siłę militarną. Nie można się zatem dziwić,
że rząd położył akcent na walkę z produkcją koki i z przemytem narkotyków.

Oprócz regularnych jednostek wojska istnieją również jednostki paramilitarne…
– Korzystając z braku odpowiedniego przygotowania wojska i często wysuwanych
podejrzeń o związki kolejnych rządów z "bandoleros" oraz czerpanie
z przemytu narkotyków wymiernych korzyści, grupy partyzanckie coraz bardziej
zaczęły dokuczać krajowi. Był to powód, dla którego zaczęto organizować pozarządowe
zbrojne grupy. Chodzi tu o grupę jednostek o skrócie AUC ("Samoobrony
Kolumbi") nazywanej "paramilitarną". Grupy te, choć nieoficjalnie,
pojawiły się jako pomoc dla sił regularnych (wojska i policji) rządu Kolumbii.

Czy pojawienie się tych grup pomogło w walce z partyzantką?
– Nie. A nawet pogorszyło sytuację. Członkowie tych grup nie zawsze mogli się
pochwalić nieskazitelną przeszłością i dobrymi intencjami. Wychodzili też
z błędnego założenia, że eliminując podejrzanych o kolaborację z partyzantką,
wyeliminują ją samą. Rzadko widziano ich w otwartej walce z partyzantami.

…i w konsekwencji stali się jeszcze jedną grupą zwykłych zabijaków!
– Dokładnie! Obecny rząd podejmuje działania, aby te grupy paramilitarne złożyły
broń, a ich członkowie powrócili do "cywila". Pomysł włączenia
oddziałów paramilitarnych do działań zbrojnych okazał się całkowicie chybiony.
Z tego, co wiem, około 30 tysięcy ich "żołnierzy" już złożyło broń.
Czy uda się rozbroić resztę? Nie będzie to łatwe. Oby się tak jednak stało!

Jak Ksiądz Biskup scharakteryzowałby postawę Kościoła katolickiego wobec konfliktu?
– Wobec tej trudnej sytuacji, która dotyka naszego kraju, Kościół zawsze starał
się być między ludźmi proroczym głosem nadziei, wzywającym do szacunku dla
godności ludzkiej. Na przykład w poprzednich latach zorganizowaliśmy wielką
misję na poziomie całego kraju jako nasz wkład w budowanie pokoju. Jedną
z komórek działających w Episkopacie Kolumbii jest Komisja Pojednania Narodowego,
której głównym celem jest mediacja na rzecz uwolnienia porwanych. Często
zarówno biskupi, jak i poszczególni księża współtworzyli rządowe komisje,
które zmierzały do zakończenia konfliktu powodującego tyle cierpień w naszym
kraju.

Czy są jakieś realne szanse, aby zakończyć konflikt?
– Musimy być realistami. Poszukiwanie pokoju i ustanowienie go w Kolumbii to
droga długa i trudna. Jest to proces, który wymaga stałego wysiłku i aktywnego
udziału wszystkich obywateli.

Jak się zdaje, rola Kościoła w tym procesie pokojowym jest niezastąpiona…
– Przede wszystkim Kościół musi stale odnawiać w sobie świadomość swojej misji
niesienia pokoju. Byłby niewierny, gdyby w jakimś momencie opuścił sztandar
pokoju, sprawiedliwości społecznej, szacunku dla praw ludzkich i konieczności
wzajemnego braterskiego współżycia.

Czy są obecnie jakieś konkretne propozycje ze strony Kościoła w Kolumbii?
– Kościół w Kolumbii wciela w życie program "Ku duszpasterstwu ukierunkowanemu
na pokój". Zawiera on promocję podstawowych wspólnot kościelnych, żywych
i misyjnych. Oby Bóg, poprzez te wspólnoty, zwrócił nas wszystkich ku kulturze
życia i pokoju. Pokój z Bogiem jest podstawą pokoju wewnętrznego, jak i pokoju
społecznego. Nie możemy też jako chrześcijanie zapomnieć o modlitwie.

Dziękuję Ojcu w imieniu Czytelników "Naszego Dziennika".
Niech Bóg
błogosławi Kolumbii!

drukuj