Kto z najeźdźcy robi ofiary
Rosyjski historyk stwierdził, że warunki, w jakich przetrzymywano jeńców,
były w istocie "zawoalowanym unicestwieniem tych ludzi". To już kolejna w
ostatnim czasie próba fałszowania historii w celach politycznych. W ubiegłym
tygodniu dziennik "Izwiestija", powołując się również na Matwiejewa, podnosił
rzekomo "bestialski" stosunek do jeńców bolszewickich. Według prof. Włodzimierza
Marciniaka, może być to z jednej strony próba usprawiedliwienia nieuznania przez
Federację Rosyjską na płaszczyźnie prawnej zbrodni katyńskiej, a z drugiej –
może stanowić to formę nacisku na polski rząd.
Giennadij Matwiejew wypomniał Polsce, że nie przekazała do tej pory Rosji list
zmarłych w polskiej niewoli jeńców bolszewickich z wojny polsko-bolszewickiej,
pomimo że zobowiązała się do tego w traktacie ryskim z 1921 roku. Jego zdaniem,
Polska podaje nieprawdziwe dane na temat liczby czerwonoarmistów zmarłych na
terenie polskich obozów. Jak twierdzi – rosyjscy specjaliści utrzymują, że
zmarło ich o 10 tysięcy więcej, niż podaje wersja polska. – Faktycznie, nie ma
pełnych wykazów. Ale proszę zauważyć, że ze strony Matwiejewa ten wyrzut brzmi
jak usprawiedliwienie, dlaczego Rosja nie przekazała Polsce do tej pory pełnych
informacji na temat listy osób wymienionych w liście Berii do Stalina, który
później stał się podstawą do decyzji biura politycznego – zaznacza prof.
Włodzimierz Marciniak, politolog, pracownik naukowy Instytutu Studiów
Politycznych PAN oraz Wyższej Szkoły Biznesu – National Louis University w Nowym
Sączu. Giennadij Matwiejew jest kierownikiem Katedry Historii Południowych i
Zachodnich Słowian Wydziału Historycznego Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego
im. Michaiła Łomonosowa. Jego wypowiedź znalazła się w wyemitowanym we wtorkowy
wieczór w Kanale 1 materiale dotyczącym losu jeńców sowieckich na terenie Polski
w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Materiał sugerował, że warunki, w jakich
przetrzymywano jeńców sowieckich, oznaczały "zawoalowane unicestwienie tych
ludzi". – Jeśli porównamy los polskich jeńców w niewoli sowieckiej i los
sowieckich jeńców na terenie Polski, to po pierwsze – liczba zmarłych w obozach
sowieckich była znacznie większa, po drugie, bestialstwo dokonywało się po
stronie bolszewickiej. Komisarz konnej armii Izaak Babel opisywał w swoim
dzienniku przypadki rozstrzeliwania polskich jeńców. Jak można w ogóle zestawiać
ze sobą te dwie kwestie, zupełnie nieporównywalne? Moim zdaniem, jest to czysto
polityczne zagranie – podkreśla prof. Marciniak. Według niego, jest to z jednej
strony próba usprawiedliwienia tego, że Federacja Rosyjska nie chce uznać na
płaszczyźnie prawnej zbrodni katyńskiej, a z drugiej strony może stanowić to
formę nacisku na polski rząd. – Może to być wyraz pewnego niezadowolenia strony
rosyjskiej z faktu, że "ocieplenie" w stosunkach polsko-rosyjskich przyniosło za
mało korzyści. Nie rozumiem, dlaczego Polska nie podejmuje w ogóle kwestii losu
polskich jeńców w niewoli sowieckiej z wojny 1918-1920. Straty były wówczas
ogromne, bardzo wielu jeńców zostało rozstrzelanych od razu na polu walki, a
niektóre oddziały bolszewickie posuwały się do wyjątkowego bestialstwa –
zdarzały się przypadki odrąbywania głów szablami – tłumaczy prof. Włodzimierz
Marciniak. Gennadij Matwiejew stwierdził w ubiegłym tygodniu w "Izwiestiji", że
chociaż nie ma dokumentu potwierdzającego, jakoby w Polsce w tamtym czasie był
rozkaz rozstrzeliwania jeńców sowieckich, są jednak rozkazy dotyczące
konkretnych przypadków. Niedopowiedzenie i manipulacja, jakiej dopuścił się
rosyjski historyk, sugerują, że w Polsce również zdarzały się wypadki
"brutalnych egzekucji" na jeńcach.
Plastikowe pojednanie
Czy jednak w sytuacji, kiedy polska strona nie otrzymała jeszcze wszystkich akt
katyńskich, gdy Federacja Rosyjska nie kwapi się do uznania zbrodni katyńskiej
(w czołowych mediach rosyjskich zdarza się, że fakt ludobójstwa z 1940 roku na
polskich oficerach jest podważany), wysuwanie kwestii losu jeńców sowieckich
jest zasadne? Wydźwięk takich wypowiedzi jak ta Mietwiejewa jest następujący:
bolszewiccy żołnierze byli masowo zamęczani w polskich obozach o wyjątkowo
zaostrzonym rygorze. Zdaniem prof. Tadeusza Marczaka, kierownika Zakładu Studiów
nad Geopolityką na Uniwersytecie Wrocławskim, cała sprawa jest dalszym ciągiem
konsekwentnej linii postępowania strony rosyjskiej mającej na celu
zdyskredytowanie Polski na arenie międzynarodowej i napisanie niejako historii
na nowo. Jest to jednak przede wszystkim przeciwstawienie zbrodni katyńskiej
losu jeńców, rzekomo zamęczanych masowo w polskich obozach jenieckich. – Polski
rząd powinien w pierwszej kolejności opuścić postawę uległości i politykę
fałszywie pojętego pojednania czy porozumienia z Federacją Rosyjską. Przynosi
ona, jak widać, negatywne skutki, nie tylko na płaszczyźnie wizerunkowej, ale
przede wszystkim w ramach bieżącej polityki – tak historycznej, jak i
gospodarczej – zaznacza prof. Marczak. Jak dodaje, próba wmówienia, że
bolszewiccy jeńcy umierali nie w wyniku chorób, ale w efekcie zamęczenia, dalece
odbiegaja od prawdy. – Jak wiemy, wówczas w Europie szalała epidemia hiszpanki.
Poza tym, jak wskazują relacje z tamtego okresu, okazuje się, że niektórzy
czerwonoarmiści nie chcieli wracać do Związku Sowieckiego. Albo zostawali w
Polsce, albo wyjeżdżali na Zachód. Jest to fakt godny odnotowania – uważa
politolog. Sprawa będzie – jak ocenia z kolei prof. Włodzimierz Marciniak –
powielana teraz wielokrotnie przez stronę rosyjską. W postawie Rosji stanowi ona
próbę usprawiedliwienia Katynia albo wykazania konsekwencji tych wydarzeń.
Mieczysław Ryba, kierownik Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, podkreśla, że w obecnej
polityce historycznej rosyjskiej mamy do czynienia z propagowaniem tezy, że
zbrodnia katyńska była odwetem za los jeńców sowieckich na ziemiach polskich w
latach 1919-1920. – Tego typu materiały okraszone "odpowiednim" komentarzem
historyka mogą stanowić próbę swoistego zrównania – przez które sprawy
obiektywnie nieporównywalne są porównywane, a fakty się zacierają. Reakcja jak
najbardziej powinna się pojawić, ponieważ takie propagandowe akcje nie są
skutkiem merytorycznych badań naukowych w Rosji – wyjaśnia prof. Ryba. W jego
ocenie, możemy spodziewać się dalszego ciągu tej sprawy. – Widzimy prostą
kontynuację – najpierw sprawa tablicy w Słupcy, potem tekst na portalu, wreszcie
materiał dokumentalny w państwowej telewizji. Zjawisko się intensyfikuje i
możemy się spodziewać, że będzie kontynuowane. Może niedługo będziemy mieli
stanowisko władz rosyjskich w tym duchu. Jest to element pewnej strategii.
Pytanie, czy umiemy na to zareagować. Inną sprawą jest to, czy w ogóle można
zestawiać los jeńców sowieckich z losem polskich oficerów w Katyniu. Czy można w
ten sposób usprawiedliwiać zbrodnię ludobójstwa? Czy można porównać los polskich
jeńców z sowieckimi? W sensie merytorycznym nie da się tego zestawić i nie o
sens merytoryczny tu chodzi – wskazuje prof. Ryba. W gruncie rzeczy chodzi o
pewien efekt propagandowy i jemu są poświęcone wypowiedzi oraz "badania"
historyków rosyjskich. – To nie jest tak, że doszli oni do swoich konstatacji na
podstawie rzetelnych badań. Otóż, najpierw pojawiła się teza polityczna i
dopiero na jej użytek "reżimowi" historycy komentują w odpowiedni sposób całą
sprawę. Jeśli Rosjanie zobaczą, że nie ma żadnej reakcji ze strony Polski, będą
kontynuować swój przekaz, co poskutkuje tym, że trafi on na wyższy szczebel. Sam
prezydent Miedwiediew wspomniał, wizytując Polskę w grudniu, że tę sprawę – los
jeńców sowieckich – należy zbadać. Potrzebna jest nam prawdziwościowa polityka
historyczna, której obecnie, niestety, w Polsce nie widać – konkluduje historyk.
Paulina Jarosińska
