Kto to powiedziNie chciał, ale musiał?
Waldemar Pawlak nie wyrażał chęci kandydowania w wyborach
prezydenckich, ale będzie musiał wystartować, bo nie ma w PSL innej bardziej
znanej osoby. Ludowcy liczą na to, że dzięki dobremu wynikowi ich kandydata
mogliby umocnić swoją pozycję w koalicji rządowej. Ugrupowaniu ma sprzyjać
rosnący z miesiąca na miesiąc spór między PO i PiS.
Jeden z parlamentarzystów PSL przyznaje, że prezes Waldemar Pawlak nie chciał
startować w wyborach, obawiając się słabego wyniku. Pawlak tylko raz ubiegał się
o fotel prezydenta – w 1995 roku, gdy zdobył tylko 4,31 proc. głosów, co dało mu
dopiero piąte miejsce. A przecież dwa lata wcześniej ludowcy w wyborach
parlamentarnych zdobyli ponad 15 proc. głosów, zajmując drugą lokatę. To był też
najlepszy wynik PSL w wyborach po 1989 roku. – Prezes obawiał się, że znowu
mógłby osiągnąć słaby wynik, który zachwiałby jego pozycją polityczną zarówno w
naszym stronnictwie, jak i w koalicji – tłumaczy nam jeden z posłów
PSL.
Dlatego Pawlak podczas rozmów z politykami PSL optował za innymi
kandydatami. Ponieważ odpadała osoba eurodeputowanego i byłego prezesa partii
Jarosława Kalinowskiego (Pawlak, łagodnie mówiąc, za nim nie przepada, a poza
tym Kalinowski dwa razy startował w wyborach prezydenckich – bez sukcesu: w 2000
roku dostał 5,95 proc. głosów, a w 2005 roku poniósł już prawdziwą klęskę – 1,8
proc.), pojawiły się kandydatury wicemarszałek Sejmu Ewy Kierzkowskiej i szefa
klubu parlamentarnego Stanisława Żelichowskiego. Ale, jak przyznawali zgodnie
ludowcy, nikt z nich nie miał szans na dobry wynik. I dlatego pozostał tylko
Pawlak. – Bo też i prezes nie pozwolił nikomu „wyrosnąć” w partii, gdyż bał się
konkurencji. No i teraz musi wziąć na swoje barki ciężar walki o prezydenturę –
dodaje nasz rozmówca.
Wynik w wyborach prezydenckich zaważy na losach
koalicji
Sprawa nie rozbija się jednak tylko o to, że żadna poważna
partia nie może sobie pozwolić na oddanie prezydentury walkowerem. Dla PSL
będzie to wręcz „walka na śmierć i życie”, bo od niej zależy przyszłość obecnej
koalicji rządowej. Jak już niedawno relacjonowaliśmy, Platforma Obywatelska
straszy swojego partnera usunięciem z koalicji, jeśli będzie zbyt samodzielny i
będzie dążył do odcinania się od niektórych działań rządu. PO łatwo byłoby
zamienić PSL na SLD, zwłaszcza wtedy, gdyby ludowcy osiągnęli kiepski wynik w
wyborach prezydenckich. Byłby to bowiem sygnał, że PSL słabnie przed wyborami
parlamentarnymi (mogą się odbyć już wiosną 2011 roku) i można je bezkarnie
porzucić, bo wyborcom będzie to obojętne. – Musimy osiągnąć wysoki wynik, bo
wtedy PO dwa razy się zastanowi, zanim zrezygnuje ze współpracy z nami –
utrzymuje działacz PSL z Mazowsza. – Wiemy, że nie mamy szans na wygraną, ale
już wynik w granicach 8-10 proc. jest w zasięgu naszego kandydata – tłumaczy. I
dodaje, że na pewno dla jego partii byłoby idealnie, gdyby kandydat PSL wygrał z
Jerzym Szmajdzińskim z SLD, ale będzie to niezwykle trudne do osiągnięcia.
Jednak poza Pawlakiem nikt nie daje najmniejszych szans na przybliżenie się do
takiego sukcesu. Ponadto prezes nie musi się teraz obawiać wewnętrznej opozycji,
bo nawet jeśli uzyskałby słaby wynik, to i tak nie widać, aby ktoś mógł to
wykorzystać do usunięcia go ze stanowiska (jak stało się w 1997 roku, gdy po
słabych wyborach parlamentarnych Pawlaka zastąpił Jarosław Kalinowski).
Pawlak w rządzie jak strażak
Ludowcy ostro pracują nad
opracowaniem strategii na kampanię wyborczą. Muszą bowiem pogodzić ogień z wodą:
z jednej strony odcinać się od niepopularnych decyzji rządu czy też od jego
nieudolności, a z drugiej – nie przekroczyć granicy, za którą czekałby Tusk z
decyzją o zerwaniu umowy koalicyjnej i z dymisjami dla wicepremiera i ministrów
z PSL. – Waldemar Pawlak ma ułatwiony kontakt z Tuskiem i na bieżąco mógłby
reagować i uspokajać premiera i PO – twierdzi działacz partii z Mazowsza.
Premierowi też chyba odpowiada scenariusz z kandydatem Waldemarem Pawlakiem. –
Rozmawiałem z premierem Pawlakiem, kiedy pojawiły się informacje, że
prawdopodobnie zdecyduje się na kandydowanie. Wówczas jeszcze nie był pewny, ale
zadeklarowałem pełne zrozumienie dla ewentualnej decyzji o kandydowaniu
kogokolwiek z PSL, a szczególnie premiera Pawlaka – mówił Tusk dziennikarzom i
od razu zastrzegał: – Jestem przekonany, że to w niczym nie zakłóci jego pracy w
rządzie.
PO liczy na Mazowieckie
Pawlak ma zostać ogłoszony
kandydatem na prezydenta podczas majowej konwencji wyborczej partii. Ale okazuje
się, że dla ludowców o wiele ważniejsze, także w kontekście przyszłości obecnej
koalicji rządowej, są tegoroczne wybory samorządowe. PSL zawsze wypadał w nich
lepiej niż w głosowaniu ogólnokrajowym. W niektórych województwach i w wielu
samorządach niższych szczebli powielona została koalicja rządowa. I jeśli
peeselowcom udałoby się co najmniej utrzymać stan posiadania, to bardziej
prawdopodobne byłoby zachowanie także status quo w rządzie. Jedne z kluczowych w
tym kontekście będą wybory do Sejmiku Województwa Mazowieckiego, gdzie PO jest
faktycznie słabszym partnerem PSL w osobie marszałka województwa Adama Struzika.
Platforma z chęcią porzuciłaby sojusz ze Struzikiem, ale jest na to zbyt słaba,
choć ma 20 na 51 radnych w sejmiku wojewódzkim, a PSL tylko 13. – Mamy nadzieję,
że nasz klub będzie po wyborach o kilka mandatów większy. I albo będziemy
rządzić samodzielnie, albo z innym partnerem koalicyjnym – mówi nam znany
polityk PO z Warszawy. – A takim koalicjantem mógłby być choćby SLD, ale ten
wariant uznajemy za awaryjny – przyznaje nasz rozmówca. I zgadza się z opiniami,
że taka decyzja mogłaby oznaczać początek rozpadu koalicji rządowej. Działacze
PO liczą po prostu na to, że PSL nie będzie im już potrzebne do rządzenia.
Krzysztof Losz
