Kto przeprosi Ewę Błasik
Według specjalistów Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie, głos
zarejestrowany przez czarne skrzynki Tu-154M 10 kwietnia 2010 r. nie należy do
gen. Andrzeja Błasika. A zatem nie ma już żadnych dowodów, że dowódca Sił
Powietrznych w ogóle był w kabinie pilotów. "Nasz Dziennik" pisał o tym 18
lutego ubiegłego roku, ale jeszcze w czerwcu "Rzeczpospolita", która teraz
zachłystuje się własnym "newsem", pisała o obecności generała w kokpicie jako
"niebudzącej wątpliwości". Nie zamierzam się jakoś specjalnie upajać satysfakcją
z tego powodu.
Pozwolę sobie jedynie na skromną prognozę. Ci, którzy swój autorytet
"ekspertów" od lotnictwa wojskowego budowali na idei "nacisków" i "presji", nie
odpuszczą. Zaraz dowiemy się, że generał może nic nie mówił, ale był (o tym
zapewniają też tajemnicze rosyjskie ekspertyzy traseologiczne). Kiedy zaś i to
zostanie wykluczone, okaże się, że jeszcze silniejsza była zdalna presja
moralna. Przecież nie ma większej potęgi niż siła ducha, a w końcu nie chodzi
tylko o charyzmatycznego dowódcę, ale w tle jest "główny pasażer" i jego niecny
plan wylądowania w Smoleńsku.
Mniejsza o wiarygodność tych wszystkich lotniczych marzycieli. Bardziej
interesuje mnie to, czy polskie państwo naprawi krzywdę wyrządzoną zasłużonemu
człowiekowi. Generał pilot Andrzej Błasik został znieważony i sponiewierany. W
świat poszły obraźliwe oskarżenia o pijaństwo, nieprzestrzeganie przepisów,
nadużywanie pozycji służbowej. Czy samotna walka wdowy i kilku kolegów lotników
o utraconą cześć śp. gen. Andrzeja Błasika otrzyma teraz wsparcie ze strony jego
następcy i innych czynników oficjalnych? Jest to, niestety, bardzo wątpliwe.
Jeśli prawdą jest, że głos podający wysokość barometryczną należy do ppłk.
Roberta Grzywny, to oznacza, że załoga znała swoją prawdziwą wysokość i padają
też argumenty o zagubieniu się we mgle. Jeżeli nie błąd nawigacyjny był
przyczyną znalezienia się pod ścieżką, to co? Wydaje się, że w świetle tych
nowych faktów konieczne będzie wznowienie badania katastrofy przez odpowiednią
polską komisję. Miejmy nadzieję, że także jej skład zostanie odnowiony, bo ten
pod kierunkiem byłego ministra Millera już chyba i wyczerpał możliwości
efektywnej pracy, i stracił wiarygodność…
Jest jeszcze jedno pytanie. Dlaczego identyfikacja głosu dotychczas
przypisywanego gen. Błasikowi trwała tak długo? Komisja Millera oparła się na
ekspertyzach akustycznych Centralnego Laboratorium Kryminalistyki Komendy
Głównej Policji. Ta instytucja także ma swoją renomę, posiada odpowiednich
specjalistów i aparaturę, żeby prawidłowo rozpoznać głos człowieka dobrze
znanego, którego próbki są łatwo dostępne. Ale okazało się, że jest inaczej.
Sądzę, że ten błąd to efekt kierowania się ustaleniami Rosjan. Wprawdzie głosy w
kabinie rozpoznawali Polacy, ale – jak to ustalił "Nasz Dziennik" – odbywało się
to w zupełnie nieprofesjonalnych warunkach, nie można też wykluczyć jakichś
sugestii pracowników MAK.
To nie pierwszy przypadek, gdy Polska daje się wodzić za nos potężnemu
sąsiadowi. Instynkt biernego posłuszeństwa i przyjmowania obcej narracji to
dziedzictwo komunizmu. Niewolnicza mentalność zapuściła głęboko korzenie w
mentalności urzędników naszego państwa. Najwyższy czas na zmianę.
Piotr Falkowski
