Królewieckie laboratorium
Umowa podpisana w Moskwie, nie w Królewcu czy w Warszawie. Konsultacje
przed jej wejściem w życie w Berlinie. Mowa o przyjętej 16 marca ustawą
ratyfikacyjną umowie o małym ruchu granicznym z obwodem kaliningradzkim.
Dzięki umowie mieszkańcy terenów przygranicznych z województw
warmińsko-mazurskiego oraz pomorskiego, a także wszyscy obywatele rosyjscy z
obwodu kaliningradzkiego będą mogli bez wiz wjeżdżać do Rosji i Polski. Polskie
władze chcą jak najszybszego wprowadzenia jej w życie. Prawdopodobnie w maju.
Problem nie dotyczy jednak tylko Polski i Rosji. Polska otwiera swoją granicę
jako członek Unii Europejskiej, całość przedsięwzięcia od wielu miesięcy
wspierają Niemcy pod patronatem kanclerz Angeli Merkel. Do tego na uboczu
pozostaje Litwa, która również jako członek Unii nie zdecydowała się na taki
krok. Wczoraj podczas spotkania szefów dyplomacji Polski, Niemiec i Rosji w
formule tzw. trójkąta królewieckiego Radosław Sikorski, Guido Westerwelle i
Siergiej Ławrow rozmawiali m.in. o relacjach UE z Rosją i kwestiach związanych z
wejściem w życie umowy o małym ruchu granicznym między Polską a enklawą
królewiecką. W trakcie wczorajszych rozmów z Sikorskim i Ławrowem szef
niemieckiego MSZ zaznaczył, że tzw. trójkąt królewiecki jest "odpowiednią formą
do rozmów na temat kwestii międzynarodowych", dodając, że podczas środowego
spotkania była mowa też o tym, jak lepiej zintegrować Kaliningrad z jego
sąsiedztwem. Jak mówił, ustalono, że współpraca z tym obwodem miałaby dotyczyć
pięciu dziedzin, w tym edukacji i wymiany młodzieży; komunikacji i logistyki;
energetyki; gospodarki i współpracy regionalnej.
Jaki interes mają Niemcy w otwarciu polskiej i unijnej granicy na rosyjską
enklawę?
– Oczywiste jest, że jeśli okręg otwiera się na Polskę i UE, to oznacza to,
że symbolicznie i w sensie mentalnym, ale również politycznym Niemcy wracają na
swoje dawne tereny, i to przy pomocy Polski. Takie wrażenie można odnieść –
przyznaje poseł Krzysztof Szczerski (PiS). Jak podkreśla, w niemieckiej polityce
okręg był zawsze istotny jako część byłych terytoriów należących do Niemiec. –
Od zawsze były w Niemczech różne pomysły, w jaki sposób wrócić do królewieckiego
dziedzictwa Kaliningradu.
Umowa ewenement
Już w czasie posiedzenia sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych zajmującej się
ustawą ratyfikacyjną poseł Tadeusz Iwiński z SLD otwarcie przyznał, że bez
poparcia stanowiska Polski i Rosji przez Republikę Federalną Niemiec Unia
Europejska nie wyraziłaby zgody na tę formułę. – Bo to jest ewenement – przyznał
Iwiński, który jako poseł z regionu warmińsko-mazurskiego od lat zabiegał o
otwarcie granicy z Rosją. Z ust przedstawiciela MSZ padła nieoczekiwanie jeszcze
inna argumentacja, która posłów prawicowej opozycji wprawiła w osłupienie.
Wiceminister Jan Borkowski tłumaczył, że mały ruch graniczny ma na celu
osiągnięcie podstawowych efektów, mianowicie: "bliższe kontakty osób, rodzin". –
Czasem to są także wizyty na cmentarzach i w innych miejscach pamięci –
przekonywał. Potem próbował niuansować swoje stanowisko. Jednak również na
posiedzeniu plenarnym poseł Robert Tyszkiewicz (PO) przekonywał, że umowa
"ułatwi kontakty osób i rodzin". Kto z Polski miałby odwiedzać groby bliskich w
Królewcu czy Pilawie? Które rodziny miał na myśli? O jakich miejscach pamięci
mówił minister Borkowski? No chyba, że chodzi o sentymentalną turystykę byłych
mieszkańców Koeningsberga z Niemiec. Choć na razie ruch bezwizowy ich tam nie
dotyczy, nie wiadomo, czy po jakimś czasie Niemcy nie włączą się do tego
projektu.
Witold Waszczykowski, były wiceszef BBN, zarzuca rządowym kalkulacjom brak
realizmu. – To raczej humorystyczne wyjaśnienia, że ze względów historycznych
będą mogli odwiedzać się na grobach. Kto zna historię tego obszaru, to wie, że
grobów raczej tam nie mamy – ocenia dyplomata. Zdaniem Krzysztofa Szczerskiego,
byłego wiceministra spraw zagranicznych, enklawa stanie się czymś w rodzaju
laboratorium wspólnych przedsięwzięć unijno-rosyjskich. Oczywiście za
pośrednictwem Niemiec, ale również Polski. Wczoraj potwierdzał to minister
Sikorski. W Berlinie oświadczył, że Polska popiera dążenia do liberalizacji
ruchu wizowego między UE a Rosją. Jego zdaniem, wdrożenie umowy o małym ruchu
granicznym ma być "dobrym precedensem" dla wprowadzenia w przyszłości ruchu
bezwizowego między UE a Rosją.
Zezwolenie za 20 euro
Umowa z Rosją została podpisana w grudniu ubiegłego roku przez ministra spraw
zagranicznych Radosława Sikorskiego oraz szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja
Ławrowa. Teraz czeka na podpis prezydenta. Jej celem jest bezwizowe i
wielokrotne przekraczanie granicy polsko-rosyjskiej przez mieszkańców strefy
przygranicznej obu państw na podstawie wydawanego im zezwolenia w placówkach
dyplomatycznych. Ma ono kosztować 20 euro i będzie ważne przez trzy lata. Po
stronie polskiej strefa ma objąć mieszkańców Gdyni, Gdańska, Sopotu oraz
powiaty: pucki, gdański, nowodworski i malborski, a w województwie
warmińsko-mazurskim Elbląg i powiaty: elbląski, braniewski, lidzbarski,
bartoszycki, a także Olsztyn wraz z powiatami: olsztyńskim, kętrzyńskim,
mrągowskim, węgorzewskim, giżyckim, gołdapskim i oleckim. Policja i Straż
Graniczna mają pilnować, by po dotarciu do Polski Rosjanie nie wyjeżdżali poza
wyznaczone regiony. Jeśli ktoś zostanie przyłapany na łamaniu przepisów,
dostanie pięcioletni zakaz wjazdu na teren UE.
Posłowie opozycji zarzucali rządowi, że nie przedstawił żadnych wiarygodnych
szacunków dotyczących tego, ilu Rosjan będzie przyjeżdżało do Polski, jakie
konkretnie interesy będą robili na terenie dwóch polskich województw i czy nie
będzie to grozić rozwojem przemytu, nielegalnej imigracji oraz działalności
zorganizowanych grup przestępczych. Rząd szacuje np., że wpływy do budżetu z
tytułu opłat wyniosą 10 mln euro rocznie. A zagrożenia ze strony np.
przestępczości zorganizowanej, napływu nielegalnych pracowników nie istnieją. Bo
przecież obywatele Federacji Rosyjskiej nie będą mogli podejmować legalnej
działalności zarobkowej. Zdaniem MSW, nie zwiększą się też koszty pracy np.
Straży Granicznej czy policji. Poseł Krzysztof Szczerski (PiS) tłumaczył, że
argumentacja przedstawiona przez przedstawicieli MSZ i MSW jest demagogiczna. –
W jakim okresie jesteśmy w stanie wydać 500 tys. zezwoleń i skąd ta liczba? Czy
połowa okręgu będzie chciała się ubiegać o te zezwolenia? Skąd taka gigantyczna
presja po stronie kaliningradzkiej, że 500 tys. osób będzie ubiegało się o te
zezwolenia? I ile nam potrzeba czasu, żeby wydać 500 tys. zezwoleń? – pytał
Szczerski. Ale to nie wszystko. MSZ uważa, że – szczególnie po stronie polskiej
– nastąpi ożywienie, "głównie w branży handlowej i usługowej, w tym w
hotelarstwie i w turystyce". Waszczykowski zaleca jednak wstrzemięźliwość, bo
rząd nie przedstawił żadnych kalkulacji, które wskazałyby, jakie korzyści
uzyskamy i jakie straty poniesiemy z otwarcia granicy.
