Krach teorii naciskowej

Nie ma dowodów na jakiekolwiek naciski na załogę tupolewa, który uległ
katastrofie pod Smoleńskiem – oświadczyła wczoraj Naczelna Prokuratura Wojskowa.
Adwokaci reprezentujący rodziny ofiar tragedii wyrażają zadowolenie, że
"wreszcie prokuratura ukręciła łeb nierzetelnym informacjom", które się
pojawiały głównie w obiegu medialnym.

– Dotychczas zebrany materiał dowodowy nie wskazuje na to, aby katastrofa
smoleńska była efektem czyichkolwiek nacisków na załogę samolotu Tu-154M –
oświadczył płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy Naczelnego Prokuratura
Wojskowego. – Wypowiedź prokuratora Rzepy traktuję jako efekt uczciwej analizy
materiału dowodowego i publiczne oświadczenie, że prokuratura nigdy się nie
zetknęła z informacjami mogącymi świadczyć o naciskach – powiedział "Naszemu
Dziennikowi" mecenas Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego.
– Nigdy nie było, poza faktami medialnymi płynącymi z jakiejś nierzetelności
dziennikarskiej, informacji dotyczących jakichkolwiek nacisków na mjr.
Arkadiusza Protasiuka ani ze strony gen. Andrzeja Błasika, ani ze strony tym
bardziej prezydenta Lecha Kaczyńskiego – podkreślił adwokat. – Już wcześniej
prokuratorzy wnikliwie rozpoznali materiał dotyczący incydentu na lotnisku i
publicznie powiedzieli, że nie tylko nie było kłótni, ale nawet nie było rozmowy
pomiędzy mjr. Protasiukiem a gen. Błasikiem – przypomniał Pszczółkowski.
– Druga historia związana jest z twierdzeniami, jakoby gen. Błasik miał wydawać
w kabinie pilotów jakieś komendy, zasiadać na miejscu mjr. Protasiuka czy żądać
od ppłk. Grzywny, żeby mu zrobił miejsce drugiego pilota, wszystko to to są
karczemne pomówienia – ocenił prawnik. – Cieszę się, że wreszcie prokuratura
ukręciła głowę tym nierzetelnym informacjom – dodał.
Prokurator Rzepa, dopytywany przez dziennikarzy, zastrzega, iż śledztwo trwa i
dopóki się nie skończy, trudno formułować ostateczne tezy. – Śledztwo trwa
nadal, to trudno wykluczyć, że pewne rzeczy mogą się ujawnić, głównym słowem w
tym komunikacie jest słowo "dotychczas" – mówi rzecznik.
– Rozumiem, że jest to zaznaczenie, że nie wiadomo, co będzie, skoro śledztwo
jeszcze trwa – komentuje Pszczółkowski. Rzepa wskazał, że prokuratura nie
dysponuje m.in. opinią fonoskopijną dotyczącą zapisów rozmów w kokpicie samolotu
zarejestrowanych na tzw. czarnych skrzynkach. – Czarne skrzynki nie są ocenione
pod tym kątem – zaznaczył. Dopytywany przez "Nasz Dziennik", czy prokuratorzy
nie mają jakichś cząstkowych opinii od ekspertów, stwierdził, że dla prokuratury
ważna jest finalna wersja. – Dla prokuratury najważniejszy jest dowód, opinia
biegłych sporządzona zgodnie z kodeksem postępowania karnego, natomiast jakieś
cząstkowe ustalenia nie są dla nas dowodami – stwierdził Rzepa.
Jednak prokuratura informowała już kilkakrotnie, że śledczy posiadają stały
kontakt z ekspertami z krakowskiego instytutu ekspertyz sądowych pracującymi nad
ekspertyzą fonoskopijną.
Próbowaliśmy się również dowiedzieć, jakie stanowisko zajmuje prokuratura w
kontekście oświadczenia o niestwierdzeniu nacisków w zebranych dowodach wobec
hipotezy o ewentualnej obecności gen. Błasika w kokpicie. – Informacja
prokuratury jest jednozdaniowa i to jest wszystko, co w tej chwili może
przekazać – uciął rzecznik.
O tym, że z poczynionych w Moskwie ustaleń polskich prokuratorów wynika, iż gen.
Błasika nie było w chwili katastrofy w kabinie pilotów, "Nasz Dziennik" pisał
już w lutym. Prokuratura wówczas wymijająco odniosła się do tych informacji. –
Polscy prokuratorzy nie zapoznawali się z dokumentami dotyczącymi gen. Błasika
ani tymi, które potwierdzają, że gen. Błasik był w kokpicie samolotu Tu-154M,
ani też takimi, które by tej wersji zaprzeczały – powiedział wówczas wiceszef
Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ryszard Filipowicz.

Jednak już w styczniu komisja Jerzego Millera po opublikowaniu raportu MAK
informowała, że słowa z czarnych skrzynek przypisane przez Rosjan gen. Błasikowi
zostały faktycznie wypowiedziane przez nawigatora kpt. Artura Ziętka.
– Na żadnym etapie postępowania nigdy nie było żadnej informacji mogącej
świadczyć o jakichkolwiek naciskach, tego rodzaju informacje to były tylko i
wyłącznie pomówienia i fakty medialne – podkreśla mecenas Pszczółkowski.
Prokuratura wojskowa prowadzi przesłuchanie ponad dwudziestu świadków na
potrzeby dochodzenia rosyjskiego. Przesłuchanie pierwszego z nich trwało aż do
późnych godzin wieczornych, ze względu na jego specjalistyczną wiedzę i
konieczność szczegółowego tłumaczenia odpowiedzi na język rosyjski. Dlatego
prokuratura przewiduje usprawnienie tych czynności.
– Ze względu na czasochłonność tych czynności polscy prokuratorzy ustalili z
rosyjskimi, że w wyjątkowych sytuacjach możliwe będzie przesłuchanie części
świadków tylko przez polskich prokuratorów, bez udziału śledczych rosyjskich w
oparciu o zagadnienia i pytania przesłane w rosyjskim wniosku o pomoc prawną –
wyjaśnił płk Rzepa. Scenariusz przesłuchań jest taki sam – najpierw polscy
prokuratorzy zadają pytania sformułowane na piśmie przez stronę rosyjską, a na
końcu rosyjscy śledczy mają możliwość zadania dodatkowych pytań.
Prokuratura nie ujawnia personaliów przesłuchiwanych osób, ale z nieoficjalnych
informacji wiadomo, że wśród trzech pierwszych świadków była osoba związana ze
służbami meteorologicznymi.
Dzisiaj z premierem Donaldem Tuskiem ma się spotkać prokurator generalny Andrzej
Seremet. Zamierza on przedstawić szefowi rządu "pewne oczekiwania, które
prokuratura przedstawia w związku z pewnymi opóźnieniami w realizacji wniosków,
które kierowano do strony rosyjskiej".
– Zwracałem się i zamierzam zwrócić się ponownie o pewne wsparcie polskiego
rządu. Takie wsparcie w przeszłości otrzymywałem, ponieważ wielokrotnie moje
kontakty z Ministerstwem Spraw Zagranicznych umożliwiały otwarcie się pewnych
kanałów dyplomatycznych – powiedział Seremet.

 

Zenon Baranowski

drukuj