Kościoła nie można ograniczać

Z metropolitą szczecińsko-kamieńskim, ks. abp. Andrzejem Dzięgą, rozmawia Mariusz Kamieniecki



Księże Arcybiskupie, podsumowując mijający rok, nie sposób pominąć orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który targnął się na krzyż. Czy to próba zepchnięcia na margines religii chrześcijańskiej?

– Odnosząc się do tego wydarzenia, trzeba uwzględnić pewien klucz interpretacyjny, który stosuje Kościół katolicki, a z drugiej strony trzeba wziąć pod uwagę sposób interpretacji, jaki w ramach tzw. poprawności politycznej stosują ludzie spoza Kościoła. Osobiście nie mam żadnych wątpliwości, że w Europie czy świecie wchodzimy w kolejny etap duchowego zmagania. Na tym etapie dziejów jest ono naznaczone pewną spektakularną inicjatywą przeciwników Pana Boga, którzy usiłują ograniczać Kościół. Według mnie, orzeczenie Trybunału w Strasburgu należałoby łączyć z traktatem lizbońskim, który w pewnym sensie usatysfakcjonował wielkich tego świata i przekonał ich, że kolejny przyczółek jest do zdobycia. Mamy tu do czynienia z tworzeniem na początku pewnych pojedynczych faktów medialnych i prawnych zarazem, z których potem będzie się prawdopodobnie próbowało wyprowadzać pewną zasadę interpretacyjną dla wszystkich innych faktów. To jest znany w historii mechanizm, który już niejednokrotnie był stosowany.

Dodajmy – niebezpieczny mechanizm, którego nie wolno lekceważyć…

– Orzeczenie Trybunału było prowokacyjne, dlatego wszelkie protesty czy oświadczenia były nie tylko potrzebne, ale wręcz konieczne. Dominująca w tej sprawie będzie też dalsza postawa mieszkańców Europy. Odbiór społeczny w różnych krajach pokazuje, że zasadniczo ludzie są za krzyżem. Tym bardziej że w znaku krzyża, w całej kulturze krzyża, kulturze chrześcijańskiej, na której wyrosła Europa, jest miejsce nie tylko dla uczniów Chrystusa, ale także dla wszystkich akceptujących system wartości, w którego centrum jest człowiek oraz szacunek dla godności osoby ludzkiej przywróconej w pełni przez śmierć krzyżową i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. W tym sensie akceptując krzyż, akceptuje się pewien system wartości, niekoniecznie wyznając chrześcijaństwo.

Ważnym wydarzeniem kończącego się roku było potwierdzenie przez Benedykta XVI heroiczności cnót Jana Pawła II i męczeństwa ks. Jerzego Popiełuszki. Stąd już niedaleko do beatyfikacji tych Sług Bożych…

– Zdecydowanie tak. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że ciągle jeszcze jesteśmy w 30. roku po pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II do Polski. Lokuję to w duchu wypowiedzianej wówczas modlitwy: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi…”. Fakt, że dokonało się to jeszcze w bieżącym roku i dotyczy tych dwóch postępowań kanonizacyjnych, tych dwóch beatyfikacji, uważam za szczególny Boży znak, Boży dar dla nas. Ufam, że wszystko, co odtąd nastąpi w kontekście tych dwóch beatyfikacji, będzie nowym rozlaniem się Ducha Świętego, nową mocą Ducha, która w nas wszystkich ma teraz szansę ożyć, a my możemy ją na nowo poczuć. Również owoce nauczania papieskiego mają szansę w nas dojrzewać. Bóg zapłać Radiu Maryja, Telewizji Trwam i „Naszemu Dziennikowi” za przypominanie nauczania, które o wiele intensywniej się dzisiaj odbiera.

Wśród promulgowanych dekretów był także ten dotyczący heroiczności cnót Piusa XII, Papieża, który tak często jest poddawany, zwłaszcza w laickich mediach, ostrej krytyce…

– Trzeba przyznać, że jest to krytyka jednostronna i bardzo instrumentalnie traktowana. Wszak był to Papież wyjątkowy. Osadzając dzieło, którego jest autorem, w kontekście i realiach tamtego czasu oraz porównując je ze skutecznością działań jakichkolwiek innych środowisk w świecie, śmiem twierdzić, że był to największy, a przynajmniej jeden z największych obrońców pokoju w czasie II wojny światowej, a zarazem największy albo jeden z największych obrońców narodu żydowskiego. Natomiast to, iż w niektórych środowiskach nie znajduje to dzisiaj potwierdzenia, uważam za wynik rozmaitych gier politycznych, ale to już nie nam interpretować. My musimy tylko wiedzieć, jaka była prawda, a prawda jest taka, że był to wielki Papież.

Czego możemy oczekiwać w przyszłym, 2010 roku?

– Wielu zwyczajnych sytuacji, codziennych spraw, które będą biegły dzień po dniu, godzina po godzinie. Tylko życzmy sobie i prośmy Boga, żeby nas wspierał, abyśmy znaki czasu i szanse, jakie przed nami będzie stawiał, umiejętnie rozpoznawali i rozważnie podejmowali. Duch Święty będzie nas umacniał, a Matka Boża będzie za nami orędowała, tylko miejmy szczerą wolę, chciejmy i nie bójmy się kroczyć po tych Bożych drogach.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj