Konwencja biomedyczna?

Odsłonięcie przez nowy rząd planu szerszego włączenia państwa do „robienia” jego obywateli drogą zapłodnienia in vitro zrodziło – oprócz zdecydowanych protestów polskich biskupów – także propozycje ratyfikowania konwencji biomedycznej Rady Europy. Ubolewa się bowiem nad tym, że polskie prawo nie reguluje aktualnie żadnych spraw związanych z zapłodnieniem in vitro, a więc dzięki konwencji biomedycznej (KB) otrzymamy przynajmniej jakieś minimum koniecznych tutaj ograniczeń. Jaką cenę trzeba byłoby jednak za to zapłacić?

Mówi się nieraz całkiem słusznie, że lepszy własny „maluch” niż nowe bmw w garażu sąsiada. Ale ta sentencja zakłada, że te przedmioty są upragnionymi i niewątpliwymi dobrami. Moim zdaniem, porządki odnośnie do zapłodnienia in vitro należy zrobić, byleby były one gruntowne, a zatem nie zakładały najpierw, że „fabrykowanie” w ten sposób człowieka jest czymś dobrym. Tymczasem orędownicy regulacji zapłodnienia in vitro dzięki ratyfikacji konwencji biomedycznej chyba nie zgłaszają postulatu, aby w ogóle zabronić tego nieludzkiego procederu. O to zresztą apeluje Kościół katolicki w deklaracji „Donum vitae”. Czytamy tutaj, że „władza polityczna nie może wyrazić zgody na to, aby istotę ludzką powoływano do istnienia za pomocą takich metod technicznych, które narażają ją na nieodwracalne ryzyko. Ewentualna zgoda ze strony prawa pozytywnego i władzy politycznej na stosowanie technik sztucznego przekazywania życia i związane z nimi doświadczenia powiększyłaby jeszcze bardziej rozziew, zapoczątkowany przez prawodawstwo zezwalające na przerywanie ciąży” [1]. Mowa tu również, iż „prawo cywilne nie może udzielać gwarancji takim technikom sztucznego zapłodnienia, w którym osoby trzecie (lekarze, biolodzy, władza ekonomiczna czy państwowa) przywłaszczają sobie uprawnienia małżonków”. Czyżbyśmy zapomnieli już o tym apelu i zgadzali się na legalne uprawianie w państwie sztucznego zapłodnienia? Z jaką koncepcją państwa da się uzgodnić takie prawo?


Konsekwencje nowożytnej koncepcji nauki


Czyżby Magisterium Kościoła katolickiego wypowiadające się przeciwko legalności sztucznego zapłodnienia to ostatnia szalupa po jakiejś zatopionej Ludzkości? Ludzkości przejętej nowożytną zmianą koncepcji nauki, przed którą proroczo ostrzegał angielski poeta John Done. Trafnie zauważył on, że „Nowa filozofia wszystko podaje w wątpienie (…) umysł ludzki nie zna drogi do tego, czego szuka człowiek. Wszystko w kawałkach, ginie wszelka zgoda, zostały tylko ilość i relacja (…) OJCIEC (…) to rzeczy zapomniane”. Zapomnienie o godności ludzkiego ojcostwa to zatem konsekwencja dokonanej na progu nowożytności zmiany koncepcji nauki. Za wartościową uważa się tylko taką wiedzę, która dostarcza wymiernego pożytku, a oczekiwać tego można jedynie od nauk szczegółowych. Nic dziwnego, że dzisiaj w pierwszym szeregu ekspertów od zapłodnienia in vitro spotykamy biologów czy lekarzy, specjalistów zresztą – jak się mniema – od każdej kwestii. Ale konsekwencją uznania tylko nauk szczegółowych za wartościową wiedzę było zaniechanie stawiania najważniejszych dla człowieka pytań o istotę badanej rzeczywistości. Ta bowiem istota – również istota ludzkiego ojcostwa, ludzkiej prokreacji – nie jest dostępna narzędziom poznawczym, stosowanym przez nauki szczegółowe. Nic zatem dziwnego, że polska medycyna, życzliwie ustosunkowana wobec zapłodnienia in vitro, nie widzi istotnej różnicy pomiędzy zapładnianiem krowy a ludzką prokreacją. Przy pomocy tylko medycznego „szkiełka” tej różnicy się nie zobaczy.

Stąd też dzisiejsi przedstawiciele Ludzkości zainfekowanej nowożytną koncepcją nauki z ogromnym entuzjazmem odnoszą się do „wybutlowywania” człowieka, jak Aldous Huxley nazywał ostatni etap wyłaniania się na świat obywateli nowego systemu totalitarnego, opisanego w powieści „Nowy wspaniały świat”. W świecie tym praktykuje się wyłącznie sztuczną prokreację, bo – jak to też zapowiada się w „Fauście” Goethego – człowiekowi godzi się przychodzić na świat jako produktowi ludzkiej inteligencji technicznej, a nie jakichś jakoby tylko biologicznych procesów prokreacyjnych.

Czyżbyśmy już wszyscy tak myśleli? Z jakiego bowiem powodu nie zaczyna się u nas debaty na temat uregulowań odnośnie do in vitro od postulatu zakazu tych praktyk, jako formy poniżej-ludzkiego wkraczania w istnienie? Gdyby postulowali to najpierw poważni profesorowie, osoby najbardziej kompetentne odnośnie do prawa stanowionego, to z pewnością łatwiej byłoby przekonać do tego wszystkich innych.

Czy przysłuży się nam w tym konwencja biomedyczna Rady Europy? Z pewnością nie, bo nie wyklucza ona zapłodnienia in vitro i z tego również powodu nie pomoże w uformowaniu sumień naszych obywateli, co jest wszakże jednym z głównych celów prawa stanowionego, wedle oczywiście Arystotelesa i Tomasza z Akwinu, a nie według Tomasza Hobbesa czy Johna Locke’a.


Słabości konwencji biomedycznej


Europejska Konwencja o Prawach Człowieka i Godności Istoty Ludzkiej wobec Zastosowań Biologii i Medycyny to pierwszy międzynarodowy zbiór norm prawnych, mający regulować działania w obrębie współczesnej biomedycyny [2]. Konwencja otwarta została do podpisu w Oviedo (Hiszpania) 4 kwietnia 1997 roku. W trakcie opracowywania konwencji przewidziano jej uzupełnienia w protokołach dodatkowych. Pierwszy taki przygotowany już protokół dotyczy zakazu klonowania istot ludzkich (z 12 stycznia 1998 r.), drugi – transplantacji organów i tkanki ludzkiego pochodzenia (z 24 stycznia 2002 r.). Mamy też protokół dotyczący badań biomedycznych (z 25 stycznia 2005 r.). Zapowiedziano opracowanie dodatkowych protokołów dotyczących zabezpieczenia ludzkiego embrionu i płodu.

Znamienne, że szereg państw Unii Europejskiej nie spieszy się z wcieleniem postanowień konwencji w swoje krajowe prawo. Do stycznia 2007 roku nie podpisały jeszcze tego dokumentu: Austria, Belgia, Niemcy, Irlandia, Wielka Brytania, Malta, a zatem dokładnie 1/5 państw UE. Nie ratyfikowały go: Finlandia, Francja, Włochy, Luksemburg, Holandia, Szwecja, Łotwa, Polska. Jeszcze gorzej (lepiej?) ta statystyka wygląda odnośnie do protokołu dodatkowego zakazującego klonowania. Zechciały go tylko podpisać (bez ratyfikacji): Dania, Finlandia, Francja, Grecja, Włochy, Luksemburg, Holandia, Portugalia, Hiszpania, Szwecja (czyli 2/3 państw ówczesnej UE). Już jednak podczas podpisywania tego protokołu Holandia wyraziła zastrzeżenie, iż przez „istotę ludzką” rozumie istotę już urodzoną. Skoro zatem to zastrzeżenie dotyczy zakazu klonowania „istoty ludzkiej”, to widać Holandia sprzeciwia się tylko klonowaniu ukierunkowanemu na urodzenie tego człowieka, a nie klonowaniu określonemu jako „terapeutyczne” (niekończącym się umieszczaniem zarodka w macicy).

Jakie jednak jeszcze regulacje prawne w dziedzinie biomedycyny zawiera konwencja biomedyczna? Jej zasadą normatywną wydaje się zasada personalizmu, wyrażona zarówno zapisem o nadrzędności dobra jednostki wobec interesu społeczeństwa i nauki, jak i w postulacie zabezpieczenia godności i identyczności wszystkich „istot ludzkich”. W przekładzie tej najogólniejszej zasady na konkretne normy ma miejsce w niektórych przypadkach jednak przejście na pozycję tylko utylitarystycznego sposobu normowania, dopuszczającego instrumentalne traktowanie osoby ludzkiej. Dotyczy to zwłaszcza regulacji odnoszących się zarówno do sposobu zaistnienia osoby ludzkiej, jak i do sposobu jej traktowania na pierwszych etapach jej istnienia. Sformułowano tu bowiem – chcąc uzyskać powszechną zgodę państw członkowskich Rady Europy – tylko nic właściwie nieznaczące minimum wymagań normatywnych. Konwencja nie wyraziła nade wszystko zastrzeżeń wobec uśmiercania nienarodzonych dzieci, dokonywanego także w związku z niektórymi działaniami biomedycznymi. Ponadto nie zakazuje się tworzenia zarodków in vitro (art. 18) w celach naukowych, jeżeli tylko prawo danego państwa dopuszcza takie badania. W tym wypadku formułuje się jedynie obowiązek odpowiedniej ochrony zarodka, co oczywiście ma ten sam moralny sens, co ewentualny postulat traktowania z ogromnym szacunkiem więźniów prowadzonych do komór gazowych. Konwencja uchyliła się zatem od bezwzględnego obowiązku potępienia eksperymentów na embrionach. Kwestia ta bowiem była przedmiotem sporu pomiędzy państwami. Chcąc uzyskać aprobatę Wielkiej Brytanii, odłożono bliższe zajęcie się sprawą eksperymentów na embrionach do dodatkowego protokołu.

Konwencja dopuszcza także – jak już wspomniałem – nieszanujące godności osoby sztuczne zapłodnienie, a między innymi zapłodnienie in vitro, bo zakazuje się tej praktyki tylko dla wyboru płci dziecka. Skoro ta forma sztucznego zapłodnienia zawsze połączona jest z praktyką uśmiercania „nadliczbowych” embrionów, to zezwalając na te praktyki, konwencja otwiera w ten sposób drogę do zabijania osób ludzkich. Oprócz tego sztuczne zapłodnienie jako „fabrykacja” człowieka, oderwanie jego zaistnienia od aktu małżeńskiego mającego wyrażać miłość osoby, nie okazuje szacunku powstającej osobie ludzkiej, która – jako osoba – domaga się miłości także na „starcie” swego istnienia.

Jeśli zaś idzie o klonowanie, to wprawdzie protokół dodatkowy do konwencji biomedycznej zakazuje „jakiejkolwiek interwencji, której celem jest stworzenie istoty ludzkiej genetycznie identycznej z inną istotą ludzką, żyjącą lub zmarłą”, czyli m.in. klonowania ludzi, ale możliwe są – i pojawiły się – pewne próby zawężającej interpretacji tego zapisu. Jeśli bowiem – jak to dzisiaj niejednokrotnie się czyni – za początek ludzkiego istnienia uzna się moment implantacji, to „klonowanie terapeutyczne” (a zatem niezakończone przeniesieniem zarodka do macicy) nie byłoby tworzeniem istoty ludzkiej. Stąd też po ogłoszeniu w 2001 roku udanego sklonowania człowieka wielu biologów twierdziło, że było to sklonowanie tylko grupy komórek. Wychodząc z tego chyba założenia, Holandia pozwoliła sobie na to szczególne zastrzeżenie – już sygnalizowane – podpisując protokół dodatkowy dotyczący klonowania.

KB nie zakazuje także przeszczepów z tkanki embrionu i płodu. Przed taką regulacją powstrzymała rezolucja Komitetu Ministrów Rady Europy z 11 maja 1978 r., dotycząca harmonizacji ustawodawstwa państw członkowskich związanego z pobieraniem i przeszczepianiem ludzkich tkanek i narządów. Zaproponowano tutaj (bez jakiegoś uzasadnienia) wyłączenie z regulacji prawnych pobierania oraz przeszczepiania komórek rozrodczych i gonad, tkanek embrionalnych i płodowych, narządów rozrodczych i ich części. Tą samą drogą idzie dodatkowy protokół (do konwencji bioetycznej) dotyczący transplantacji. W art. 2. zastrzega się, że nie stosuje się on między innymi do tkanek i komórek pochodzących z ludzkiego płodu lub embrionu. Podanym powodem rezygnacji z dokonania uregulowań w tej sprawie ma być zajęcie się nią w osobnym dodatkowym protokole na temat zabezpieczenia ludzkiego embrionu i płodu. Dziedzinę tę na razie pozostawiono dowolnej manipulacji. Zwróćmy przy okazji uwagę, że ta sama luka prawna ma miejsce także w polskim prawie. Krojono to prawo na użytek nieludzkich praktyk pseudomedycznych. Może warto przypomnieć jeden fakt pokazujący, jak niefrasobliwie traktujemy prawo dotyczące biomedycyny.


Ustawa transplantacyjna


Do 1995 roku nie było w Polsce odrębnej ustawy dotyczącej transplantacyjnych działań lekarskich. Dopiero 26 października 1995 roku Sejm II kadencji uchwalił ustawę „o pobieraniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów” [3]. Pozostawiono w tej ustawie – zgodnie ze wspomnianą już decyzją Rady Europy – nierozwiązaną sprawę przeszczepów odnoszących się do embrionów i płodów. W art. 2. bowiem deklaruje się, że ustawa ta „nie dotyczy pobierania i przeszczepiania komórek rozrodczych i gonad, tkanek embrionalnych i płodowych”, co znaczy, iż nie zabrania się lekarzom tego typu praktyk. Analiza stenogramu z sejmowych posiedzeń zdaje się wskazywać, że chciano w ten sposób otworzyć drogę właśnie dopuszczalności transplantacji tkanki płodu. Kiedy bowiem jedna z posłanek (Katarzyna Maria Piekarska, UW) wyraziła zdziwienie, że także tej sprawy nie poddano regulacji prawnej (jak czyni się to we Francji w ustawie z 1994 roku), poseł sprawozdawca (Roman Kurzbauer) odpowiedział, że nowa ustawa jednak pośrednio reguluje przeszczepy także tkanki płodu: skoro się ich nie zabrania, to znaczy, że się tej praktyki nie wyklucza (obiecał jednak powrót do tej sprawy w przyszłości). Inaczej wyjaśnił to milczenie ustawy poseł Władysław Medwid (PSL). Jego zdaniem, wyłączono regulację tej sprawy, ponieważ taki jest panujący w świecie obyczaj. Z pewnością dobre wzory należy kopiować, ale co do szacunku do życia nienarodzonych nie znajdujemy w świecie wielu dobrych wzorów. Przeciwnie, obyczaje i prawa dzisiejszego świata w tej akurat sprawie są zatrważające. Takiego dobrego wzoru niestety nie dostarczają także wcześniejsze od konwencji biomedycznej regulacje Rady Europy dotyczące przeszczepów. I tak wprawdzie Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy zaleca, iż „należy zabronić pobierania żywych komórek, tkanek i organów z embrionu lub płodu, z łożyska lub jego błon w celach nie mających nic wspólnego z diagnozą, profilaktyką lub terapią”, to jednak zakłada się w ten sposób, że dla tych wyróżnionych celów pobranie tych komórek, tkanek i organów jest dopuszczalne. Widać, iż ów parlament zamierza leczyć Europę przy pomocy niechlubnej metody „cel uświęca środki”. Także punkt 11. tych zaleceń, stwierdzając, iż „podlegają karze osoby, które przeprowadzają wewnątrzmaciczne pobrania organów lub tkanek z embrionu lub płodu bez prawnego lub klinicznego uzasadnienia”, tym samym uznaje, że w jakichś sytuacjach może mieć miejsce to „prawne” lub „kliniczne” uzasadnienie. Z kolei zalecenia 1046 (1986) punkt II Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy postulują tylko „ograniczenie przemysłowego wykorzystywania embrionów człowieka, a także organów i tkanek wyłącznie do celów terapeutycznych, które nie mogą być osiągnięte w inny sposób”. Wszystkie te dokumenty Rady Europy dopuszczają zatem manipulację ludzkimi embrionami dla celów leczniczych!

Całkowite pominięcie regulacji prawnych odnośnie do transplantacji komórek i tkanki płodu nie uwzględnia zatem tego, że tak imponująco rozwijająca się dzisiaj transplantologia stanęła przed pokusą ratowania ludzkiego zdrowia i życia za pomocą współuczestnictwa w zabijaniu nienarodzonych dzieci. Współczesna medycyna bowiem dokonuje transplantacji opartych na pobraniu tkanek i organów od zabijanych ludzkich płodów, a nową epokę w transplantologii otwierają możliwości macierzystych komórek zarodkowych, dostarczanych szeroko drogą z zapłodnienia in vitro.


Przekonywać prawem


Nie widać zatem zysków w przyjęciu konwencji biomedycznej, a nawet jasno widoczny jest jej negatywny charakter. Główną jej słabością jest zawarta w niej nieklarowność odnośnie do różnicy pomiędzy dobrem i złem, bo dopuszczenie rozmaitych nieludzkich praktyk pseudomedycznych. Z tego też powodu KB nie może się przysłużyć właściwej formacji naszych sumień, czyli naszego rozeznania odnośnie do tej właśnie różnicy. Niepokoi zatem dzisiaj całkowity brak u naszych polityków chęci wprowadzenia regulacji prawnych, które wykluczyłyby z naszego wspólnego świata nieprzystojącą osobie ludzkiej praktykę sztucznego zapłodnienia. Jeśli Huxley dopuszczał w opisywanym totalitarnym państwie tylko tę drogę wkraczania w istnienie obywateli tego państwa, to tym samym trafnie zauważał, że w ten sposób niszczy się podstawową dla społeczeństwa miłość pomiędzy rodzicami i dziećmi. Zdaniem Hannah Arendt, czołowego znawcy totalitaryzmu, na braku tej więzi – bo na zasianym w ten sposób poczuciu osamotnienia, a zatem i poczuciu zagrożenia przez innych – bazuje każdy system totalitarny.

Konieczne jest zatem rozejrzenie się wokół siebie i zorientowanie się, iluż to mamy sympatycznych znajomych, którzy pozytywnie oceniają sztuczne zapłodnienie. W jednym z katolickich miesięczników określono dr. Johna Rocka – pioniera zapłodnienia in vitro jeszcze z lat 40. – jako „wybitnego naukowca”. Taka opinia – poparta przez redakcję umieszczeniem tego tekstu – mówi z pewnością wiele o faktycznych poglądach tego środowiska na temat sztucznego zapłodnienia. Polscy lekarze praktykujący zapłodnienie in vitro przedstawiają się nieraz w mediach jako osoby nawet wyjątkowo religijne i niespowiadające się z tych praktyk. Za katolika uważał się zresztą też Daniel Petrucci, włoski biolog, któremu udało się w 1961 roku rozwinąć technikę zapłodnienia in vitro. Swoich eksperymentów ów biolog widać nie uznawał za sprzeczne z deklarowanym katolicyzmem, skoro miał nawet ochrzcić stworzony embrion. Dopiero pod wpływem próśb Papieża Petrucci zaprzestał swojej działalności, co może jest dobrą wieścią, bo inni nawet na takie prośby nie reagują…

Mamy zatem wielu, których należy przekonywać odnośnie do tego, czym jest zapłodnienie in vitro. W tym przekonywaniu potrzebne jest jednak wsparcie ze strony słusznego prawa. Ale przekonywać należy także niektórych naszych przeciwników finansowania przez państwo zapłodnienia in vitro. Twierdzą oni, że są przeciwni z racji swojego członkostwa we wspólnocie Kościoła katolickiego. Skoro ten Kościół jest przeciwny tym praktykom, to oni – jako konsekwentni katolicy – również. Tworzy się w ten sposób wrażenie, że to tylko dyscyplina kościelna stoi za ich sprzeciwem wobec zapłodnienia in vitro, a zatem osoby niewierzące mogą mieć stanowisko przeciwne. Tymczasem Magisterium Kościoła katolickiego dlatego apeluje o zaniechanie tych praktyk i wprowadzenie ich prawnego zakazu, że są to praktyki nieludzkie, i to nie tylko z tego powodu, iż związane są z zabijaniem. Są nieludzkie – jeszcze raz przypomnę – ponieważ człowiekowi godzi się również wkraczać w istnienie z miłości małżeńskiej, a nie na innej drodze, drodze jakiejś manipulacji technicznej.


Marek Czachorowski

[1] Instrukcja o szacunku dla rodzącego się życia i o godności jego przekazywania. Odpowiedź na niektóre zagadnienia, Kongregacja Doktryny Wiary 1987.

[2] Konwencja biomedyczna idzie drogą wytyczoną w Powszechnej Deklaracji o Genomie Ludzkim i Prawach Człowieka, przyjętej na 85. Plenarnej Sesji UNESCO, adaptowanej 12 listopada 1997. Na temat konwencji por. J. Rober, Geneza europejskiej konwencji o biomedycynie, w: Przegląd Powszechny, 1997, nr 5, s. 13; por. M. Safjan, Prawo polskie a Europejska Konwencja Bioetyczna, w: Prawo i medycyna, 2000 (II) nr 5, s. 5-18.

[3] Dziennik Ustaw nr 138 poz. 682. Projekt tej ustawy przygotowany został przez SLD.

drukuj