Konstytucyjna batalia i podział PiS

Ktokolwiek obserwował batalię o konstytucyjną ochronę życia wie, że kluczową rolę w upadku tej inicjatywy odegrali nie posłowie bezpośrednio zaangażowani w pracę komisji konstytucyjnej, lecz niektórzy liderzy partyjni. Nastąpiło jakby ciche porozumienie liderów PiS i PO, aby storpedować ten projekt.

Świadczy o tym nie tylko próba zmiany składu komisji konstytucyjnej, nie tylko wypowiedzi posłów PiS (poseł Suski) i PO, ale i inicjatywa marcowa pani prezydentowej, która w otoczeniu feministek wystosowała apel, aby Konstytucji nie zmieniać. Ów feministyczny apel był najprawdopodobniej wyrazem rzeczywistej woli prezydenta. Poprawka konstytucyjna, zaproponowana niejako w ostatniej chwili przez Pałac Prezydencki, zdaniem ekspertów, w poważnej mierze mogła osłabić ochronę życia, zamiast ją wzmocnić (dziecko przed urodzeniem nie byłoby w pełni definiowane jako człowiek). Zatem propozycja prezydencka miała spełniać raczej rolę alibi dla tych posłów PiS, którzy chcieli się utożsamiać z polityką kierownictwa w tym zakresie (mogliby w ostateczności zagłosować przeciwko wszystkim innym poprawkom, by poprzeć niemający szans, osłabiający ochronę życia projekt prezydencki), a nie stanowić realną alternatywę dla innych propozycji konstytucyjnych. Doskonale zrozumieli to ci posłowie Prawa i Sprawiedliwości, którzy zdecydowali się napisać wniosek do szefa klubu PiS w sprawie wycofania poprawek „prezydenckich”. Ponad sześćdziesięciu posłów zajęło jednoznaczne stanowisko w tej kwestii.

Realna blokada działań obrońców życia przez kierownictwo klubu PiS spowodowała sprzeciw grupy posłów związanych z marszałkiem Sejmu Markiem Jurkiem, który w efekcie podjął decyzję o opuszczeniu szeregów partii. Sytuacja ta jest o tyle zrozumiała, że Sejm tej kadencji, jak żaden inny do tej pory, miał okazję dokonać umocnienia zapisów konstytucyjnych o ochronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Waga tego zagadnienia jest niezwykle doniosła. Chodzi z jednej strony o zagwarantowanie, że ustawa o ochronie życia poczętego nie zostanie zliberalizowana nawet przy rządach SLD. Z drugiej strony, istniała realna szansa (projekt LPR) zablokowania ewentualnych przyszłych pomysłów na wprowadzenie ustawy o eutanazji. Także niezwykle wiele wnosiły zapisy konstytucyjne w kwestii blokady eksperymentów medycznych na dzieciach poczętych. Mam tutaj na myśli w szczególności manipulacje genetyczne czy ewentualne pomysły dotyczące klonowania. Być może największym oponentom zmian konstytucyjnych (SLD) zależało przede wszystkim na tym, aby nie dopuścić do ochrony człowieka w tym aspekcie.

Zmiany konstytucyjne, mimo iż uzyskały bardzo duże poparcie, przepadły w natłoku manipulacji. Jak wspomniałem, zaowocowało to kryzysem w PiS i wyjściem Marka Jurka z partii. Ujawnił się tutaj bardzo poważny problem tej formacji – podstaw ideowych tego ugrupowania. Otóż, wydaje się, że w obecnych czasach nic tak bardzo nie krystalizuje sceny politycznej na gruncie europejskim, jak stosunek do życia poczętego. Doskonale rozumiał to Jan Paweł II, tak mocno orędujący za ochroną życia. Z powyższej analizy widać wyraźnie, że PiS nie był zbudowany na jednorodnej podstawie ideowej, zakładającej wspólną wizję świata i człowieka. Bracia Kaczyńscy starali się zbudować nade wszystko formację antykomunistyczną. Tymczasem antykomunizm nie musi od razu oznaczać prawicowości w sensie najbardziej głębokim. Proste odwoływanie się przywódców PiS do idei piłsudczykowskiej wiele nam mówi o tym, na jakich podstawach miałaby się opierać jedność tego ugrupowania. Obóz piłsudczykowski, mylnie dziś określany mianem prawicowego, skupiał bardzo różnorodne, przeciwstawne niejednokrotnie środowiska na scenie politycznej. W obozie tym znajdowali się tak konserwatyści, jak i masoni i socjaliści (ci ostatni w zdecydowanej przewadze). Tak skrajnych środowisk nie łączyła wspólna idea, lecz wspólny przywódca. Kult Marszałka Piłsudskiego był kluczowym elementem jednoczącym bardzo różnorodną formację. Problem pojawił się po śmierci Marszałka, gdy obóz piłsudczykowski praktycznie rozpadł się na różne frakcje. Zniknęła bowiem wspólna baza jednocząca formację. Próba budowania dzisiejszej prawicy na podstawach wodzowskich była wielokrotnie podejmowana i wydaje się, że przede wszystkim na takiej formule stworzona została jedność PiS. Do tej pory spoistość ugrupowania była nienaruszona. Jednak w momencie podejścia do fundamentalnej kwestii ideowej, jaką jest ochrona życia, nastąpiło pęknięcie, gdyż różne grupy dążyły w przeciwstawnych kierunkach.

Podział, jaki nastąpił w PiS, raczej trudno będzie zniwelować z jednego zasadniczego powodu. Wszyscy pamiętają, co stało się z byłym premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem, niezgadzającym się w pewnych kwestiach z szefem partii. W tej chwili jest on nie tylko poza polityką, ale i poza krajem. Wydaje się, że właśnie przykład Marcinkiewicza najbardziej przekonuje grupę Marka Jurka, że jej odrębne zdanie w sprawie ochrony życia i dalsze pozostanie w szeregach PiS oznaczać będzie dającą się przewidzieć w pewnej perspektywie czasowej izolację polityczną, a później realną eliminację. Tak więc podział w formacji PiS-owskiej w dużej mierze wynika z cywilizacyjnego, chciałoby się rzec, sposobu jej funkcjonowania, a zarazem z braku jednolitości ideowej.

Mieczysław Ryba
drukuj