Koniec resetu?

W Honolulu na Hawajach zakończył się szczyt APEC (Współpracy Ekonomicznej
Azji i Pacyfiku) z udziałem przywódców m.in. USA, Kanady, Rosji, Chin, Japonii.
Prezydent Barack Obama spotkał się z Dmitrijem Miedwiediewem i Hu Jintao.
Podczas rozmów z rosyjskim prezydentem po raz kolejny ujawnił się konflikt w
sprawie europejskiej tarczy antyrakietowej. Nieco bardziej zgodni byli w kwestii
irańskiego programu atomowego. Spotkanie obu prezydentów nastąpiło nazajutrz po
opublikowaniu przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej raportu, według
którego Iran kontynuuje prace nad wojskowymi zastosowaniami energii nuklearnej i
jest bliski uzyskania gotowych ładunków jądrowych. Teheran odrzuca te
oskarżenia, twierdząc, że jego program atomowy ma wyłącznie cywilny charakter.
Zdaniem Miedwiediewa, mocarstwa powinny "pozostać zjednoczone" wobec problemów
stwarzanych przez Iran. Prezydent USA wyraził przekonanie, że Rosja i Chiny
rozumieją zagrożenie, jakie może stanowić uzbrojony w atom Iran. – Będziemy się
konsultować z nimi w nadchodzących tygodniach, żeby zobaczyć, jakie inne
możliwości są dla nas dostępne – powiedział. Jednak jak na razie nic nie
wskazuje na to, aby Mokwa i Pekin skłonne były przystać na nowe sankcje względem
Teheranu. Obama nie powiedział wyraźnie, czy rozważa operację militarną, jeśli
Teheran będzie uparcie dążył do zdobycia broni jądrowej. Stwierdził jednak, że
"nie usuwa żadnej opcji".

Podwójne "goodbye"
Wyraźna różnica stanowisk zaznaczyła się natomiast w sprawie elementów tarczy
antyrakietowej, czyli systemu obrony powietrznej NATO w Europie, którego budowę
Amerykanie już rozpoczęli. Rosja cały czas protestuje przeciw tym planom i
zapowiada kroki odwetowe w postaci rozbudowy własnych instalacji wojskowych w
pobliżu granic NATO. Obaj politycy nie zdecydowali się na podpisanie
jakiegokolwiek wspólnego dokumentu w tej sprawie. "Wygląda na to, że Obama
pożegnał się nie tylko z Miedwiediewem, ale także z resetem w stosunkach
rosyjsko-amerykańskich" – komentuje moskiewski dziennik "Kommiersant",
nawiązując do faktu, że rozmowa na Hawajach była ostatnim spotkaniem prezydentów
w ich obecnym charakterze. "Z powodu impasu nie do pokonania w negocjacjach na
temat obrony przeciwrakietowej regres w relacjach z USA po powrocie Władimira
Putina na Kreml staje się praktycznie nieuchronny" – ocenia gazeta.
Przyczyną zmian w stosunkach między dwoma mocarstwami jest przede wszystkim
zmiana statusu politycznego obecnego lokatora Kremla. Odkąd okazało się, że
Miedwiediew rezygnuje z walki o drugą kadencję, przestał być dla Waszyngtonu
interesującym rozmówcą. Odwołano przygotowania do wizyty Obamy w Rosji jeszcze w
2011 roku. Amerykanie traktują obecnie wszelkie relacje dyplomatyczne z
rosyjskimi partnerami jako okazję do budowy korzystnej pozycji dla przyszłych
rozmów z nowym prezydentem Putinem. Ten został już zaproszony do USA na szczyt
NATO i grupy G8 w maju 2012 roku. "Tam podejmą próbę wyprowadzenia z impasu
stosunków dwustronnych. Jednak strona rosyjska nie tylko nie liczy na
osiągnięcie kompromisu w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, ale również
zamierza zignorować szczyt w Chicago" – ocenia "Kommiersant".

Kurs na juana
Szczyt APEC miał się koncentrować na projekcie strefy wolnego handlu w basenie
Pacyfiku, ale Barack Obama wykorzystał go do zaatakowania Chin w związku z
kwestiami finansowymi. Amerykański prezydent domagał się uwolnienia kursu
chińskiej waluty, juana, twierdząc, że obecny "szkodzi gospodarce i rynkowi
pracy w Ameryce". Stwierdził, iż USA w tej kwestii "stają się niecierpliwe".
Chiny, według Obamy, "muszą grać zgodnie z zasadami" w kwestiach walutowych i
handlowych, w przeciwnym przypadku narażą się na amerykańskie posunięcia
odwetowe. Za łamanie zasad rynku światowego administracja amerykańska uważa
sztuczne zaniżanie wartości krajowej waluty przez Pekin, z korzyścią dla
chińskiego eksportu. Amerykański prezydent żąda, by Chiny przestały "ogrywać"
międzynarodowy system walutowy.
W imieniu Pekinu ripostował publicznie wysoki rangą przedstawiciel dyplomacji
Pang Sen, stwierdzając, że Chiny "odmawiają dostosowywania się do reguł, których
z nikim nie ustalały". Sam zaś chiński prezydent Hu Jintao odpowiedział Obamie,
że "nawet jeśli kurs juana wzrośnie znacząco, to nie rozwiąże to problemów USA".
Obiecał, że do uelastycznienia kursu wymiany juana dojdzie, jednak będzie się to
odbywać stopniowo. Agencja Reutera przypomina, iż twarda retoryka prezydenta USA
może w praktyce nie znaleźć posłuchu w Pekinie, gdyż Chiny są największym
kredytodawcą USA, mają też największe na świecie rezerwy amerykańskiej waluty.
Wpływ, jaki Waszyngton może mieć na Chiny, jest więc ograniczony. Zdaniem
większości ekonomistów, juan jest niedowartościowany od 20 do 25 procent.
Obaj politycy omówili także kwestię ochrony własności intelektualnej. Niedawno
rząd USA oskarżył Chiny (a także Rosję) o szpiegostwo za pośrednictwem internetu.
Chodzi przede wszystkim o wykradanie informacji handlowych, technologicznych i
wojskowych. Zdarzały się przypadki włamywania się chińskich hackerów do systemów
sterowania amerykańskimi satelitami kosmicznymi. W swoim przemówieniu Obama
stwierdził, że takiej sytuacji "nie może zaakceptować".
Natomiast Hu Jintao domagał się w Honolulu zwiększenia znaczenia Chin jako
nowego mocarstwa światowego. Dał też jasno do zrozumienia, że Pekin przedkłada
obecnie istniejącą infrastrukturę w dziedzinie handlu nad nowe inicjatywy
Waszyngtonu, w tym stworzenia strefy wolnego handlu w rejonie Azji i Pacyfiku.
Plany USA poparła natomiast zdecydowanie Kanada, której premier Stephen Harper
zgodził się na wzięcie udziału w negocjacjach w tej sprawie.

Piotr Falkowski
 

drukuj