Końcówka politycznego sezonu
Zamieszanie i frustracja w Sejmie RP. Nic dziwnego, gdy 80 proc. polskich ustaw zapada w Strasburgu. Starcie w sali sejmowej komisji regulaminowej było zapewne także efektem poczucia jałowego biegu, w jakim znajduje się od kilku miesięcy polski Sejm. Nie ustają echa prezydenckiego weta wobec nowelizacji ustawy o KRRiT, a na jesień zapowiadana jest głęboka rekonstrukcja rządu. Tymczasem 30 lipca Polska mogła w relacji na żywo – za sprawą imperium Waltera – oglądać, jak kapral Lech Wałęsa bronił przed sądem gen. Wojciecha Jaruzelskiego.
– Burzliwe wydarzenia w Sejmie ciekawie opisał z dalekiej południowo-wschodniej Azji publicysta Stanisław Michalkiewicz („Dziennik Polski”, 25 lipca). W jego ocenie mamy dziś w Sejmie to, co za czasów saskich, gdy polska klasa polityczna żadnej polityki uprawiać nie mogła, zanikły nawet pojedynki, a cała energia skierowała się ku pieniactwu. „Również obecnie o sytuacji Polski decyduje agentura, a polskie elity nie są już w stanie prowadzić żadnej polityki, więc wyżywają się w pieniactwie. Gorszące sceny w Sejmie, bieganie ze skargami do prokuratury i sądów – oto objawy recydywy saskiej, która – podobnie jak w wieku XVIII – musi skończyć się rozbiorami” – ostrzega publicysta.
– Nie ustają echa prezydenckiego weta wobec nowelizacji ustawy o KRRiT. Tak zwane wolne media (skupione głównie wokół kapitału niemieckiego i postkomunistycznego) jednogłośnie sprzyjały zablokowaniu prezydenckiego weta wobec nowelizacji ustawy o KRRiT. Gdyby plan się powiódł, znowelizowana ustawa o radiofonii i telewizji weszłaby w życie jeszcze w sierpniu. Wtedy – jak relacjonował „Dziennik” – na pierwszym posiedzeniu Sejmu po wakacjach zostałaby wybrana nowa KRRiT. A ta ogłosiłaby konkursy na stanowiska we władzach TVP i Polskiego Radia. Zgodnie z ustawą, nowa KRRiT już wczesną jesienią odwołałaby skutecznie obecne zarządy kierowane przez Krzysztofa Czabańskiego i Andrzeja Urbańskiego. „Zależy nam na ekspresowym odwołaniu Urbańskiego i Czabańskiego. I przynajmniej w tym jesteśmy z Grzegorzem Napieralskim zgodni” – relacjonował dziennikarzom Axel Springera jeden z ważnych polityków PO. A jednak ów plan się nie ziścił – cuda się zdarzają. To był taki mały cudzik lewicowy.
– O sprawie rekonstrukcji rządu głośno jest już od maja. Ogłaszano wtedy, że ministrowie, z których premier nie jest zadowolony, stracą swoje posady w sierpniu. Skończyło się na dymisji rzecznika prasowego Agnieszki Liszki. 30 lipca wiceszef PSL Janusz Piechociński zdradził w „Sygnałach dnia”, że rekonstrukcja może oznaczać utratę posady przez kilku ministrów, zaś rekonstrukcja gabinetu może być „stosunkowo głęboka”. Zapytany o to, czy zmiana więcej niż dwóch ministrów w rządzie jest już głęboką rekonstrukcją, Piechociński powiedział: „zdecydowanie tak”. Zapewne znów spadnie z dużej chmury mała liszka.
– Tymczasem Jacek Żakowski, publicysta „Polityki”, wylewa żale nad niewyrazistością PO („Mordercza niewyrazistość Platformy” – „GW”, 28 lipca). „Szanowny Panie Premierze – pisze – nieudana próba obalenia prezydenckiego weta w sprawie ustawy telewizyjnej, niemal pewna skuteczność weta w sprawie ustawy kominowej, awantura na posiedzeniu komisji regulaminowej i afera z amerykańską tarczą pokazują, że koalicja i rząd mają i będą miały coraz więcej kłopotów ze sprawowaniem władzy. A w sondażach widać, że wyborcy te słabości coraz surowiej oceniają”. Zdaniem publicysty, jeśli „PO i PSL będą dalej jechały po równi pochyłej, zjadą poniżej PiS-u na długo przed wyborami”. Kiedy premier Tusk obejmował rządy, „Polityka” nawoływała: „Tusku, musisz!” – dziś jest już wyraźna przestroga: „Szanowny Panie Premierze. (…) Niech Pan jednak trochę tego lata odpocznie. A potem niech się Pan zdecyduje, do czego naprawdę Pan zmierza”. Jeszcze trochę i Żakowski stanie na czele antyrządowej rewolty.
– Prezydent Lech Wałęsa występował jako świadek w sprawie tzw. masakry na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. (śmierć 44 osób, ponad 1160 rannych). Pytany o to, kto wydał wtedy rozkaz strzelania do robotników, zeznawał: „Generał miał mało do powiedzenia. Wówczas rządził sekretarz partii”. Wałęsa, wchodząc na salę sądową, podał rękę gen. Jaruzelskiemu – „Jak kapral generałowi”. Na odchodne, gdy sąd rutynowo zapytał, czy świadek spodziewa się zwrotu kosztów podróży, dawny „elektryk z Gdańska” zaprzeczył i odpowiedział, uśmiechając się pod wąsem: „Wzbogaciłem się trochę na tej rewolucji”. Zapewne, zapewne, panie prezydencie…
– „Ostatnio na antenie TVN można było się dowiedzieć, że jesteśmy 'rynsztokowymi gnidami'” – mówił Jarosław Kaczyński na spotkaniu w Poznaniu. Ale to nie PiS wytoczy proces TVN, tylko red. Grzegorz Miecugow zagroził prezesowi PiS sądem (30 lipca). Już drugi tydzień PiS bojkotuje TVN. Zwykle, gdy politycy PiS za dnia przychodzili do TVN 24, realizatorzy montowali ich wypowiedzi, by w godzinach wieczornych i nocnych ze słów i wyglądu polityków redaktorzy stacji mogli natrząsać się do woli. Teraz produkcja programów satyrycznych będzie imperium Waltera kosztować nieco więcej.
– Niemiecki „Fakt” 28 lipca wydrukował kuriozum pod tytułem: „Niemcy chcą wygrać nasze miliony”. Dalej można było czytać: „Kochani Niemcy! Wara Wam od naszych pieniędzy. Te 35 milionów złotych, które są do wygrania w totka, należą się Polakom. Nie może być tak, że taką fortunę wywiezie za Odrę któryś z naszych niemieckich sąsiadów”. Dziennikarzom „Faktu” zaszkodziły, jak widać, upały. Choć problemy z tożsamością zapewne męczą ich od dawna.
– Natomiast „Gazeta Wyborcza” ogłosiła kolejną wojnę – „Warszawską wojnę samochodowo-rowerową”: „Rowerzyści zrobią wszystko, żebyś wstrętny samochodziarzu, spalinowy wozityłku, miał wolniej od nich. Żebyś miał takie korki i tak uprzykrzone życie, aż w końcu stracisz cierpliwość i przesiądziesz się na to ich Genialne Panaceum Na Wszystkie Miejskie Bolączki, czyli rower”. „Wyborcza” na swoich łamach wciąż obwieszcza, iż w Polsce toczy się niekończąca się wojna polsko-polska. Niedługo, zapewne, usłyszymy o wzajemnej ziejącej nienawiści amatorów herbaty i kawy.
– Czas pokoju za to z pewnością 2 sierpnia zapanuje w Holandii, kiedy to: „Cały Amsterdam popłynie z gejami” – informuje w innym miejscu dziennik Agory. Dowiadujemy się, że w paradzie gejowskiej dumy („Gay Pride Festiwal”) wezmą udział minister, burmistrz i oddział policji w galowych mundurach. Ta sielska zabawa rozegra się na barkach i łodziach, kanałami stolicy Holandii. W korowodzie popłynie m.in. członek rządu, minister edukacji Roland Plasterk, oficjalną reprezentację wystawi też policja. Na policyjnej „łodzi godności” zaprezentują się funkcjonariusze z organizacji „Pink in Blue” – Różowe w Niebieskim (gra słów – wyjaśnia „Wyborcza” – różowy uchodzi za kolor homoseksualistów, a niebieski to kolor policyjnych mundurów). Na specjalnej barce popłynie lewicowy burmistrz miasta Job Cohen. To dopiero będzie głośne dziwowisko. W polskim Sejmie za to w tym czasie panować będzie błoga cisza. Przynajmniej tyle… Choć na ulicach zapowiadają się protesty.
Hanna Karp
