Komu przeszkadza pamięć o Janie Baczewskim
Do 1939 roku Polacy w Niemczech posiadali status oficjalnej mniejszości
narodowej, mieli nawet swojego przedstawiciela w jednym z przedwojennych
krajowych parlamentów (Preussischer Landtag). Był nim wielki polski patriota,
bojownik o polskość na niemieckiej ziemi Jan Baczewski. Jego wnuczki, widząc, z
jak wyjątkową niedbałością traktowany jest dom, w którym przed wojną mieszkał
ich dziadek, zastanawiają się, dlaczego lokalne władze przez tyle lat
lekceważyły pamięć o ich przodku.
Mały drewniany dom w podberlińskiej miejscowości Rangsdorf od 1928 do 1940 roku
należał do rodziny Jana Baczewskiego, niemieckiego obywatela posiadającego
korzenie polskie, prekursora i założyciela organizacji mniejszościowych w
Niemczech. W dniu agresji Niemiec na Polskę 1 września 1939 roku, został on
podobnie jak wielu innych polskich działaczy aresztowany we własnym domu i
zesłany do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. Jego dom przejął
funkcjonariusz NSDAP. Jan Baczewski przeżył wojnę. Powrócił do Polski. Zmarł w
Gdańsku w 1958 roku.
Trudno być Polakiem w Niemczech
Mieszkające obecnie w Berlinie wnuczki Baczewskiego Gabriela i Elżbieta z dumą
opowiedziały "Naszemu Dziennikowi", jakim wielkim patriotą był ich dziadek,
który walczył o prawa mniejszości polskiej w Niemczech. Gabriela Baczewska-Pazda
często przytaczała słowa dziadka: "Być Polakiem w Polsce to łatwo, być Polakiem
w Niemczech to trudniejsze, ale być Polakiem w Niemczech i walczyć o polskość,
to już trzeba zapisać na osobnej kartce". A on był także mniejszościowym posłem
do sejmu Prus (1922-1928), zawsze dbał o interesy Polaków i o nie walczył. Jak
poinformowała wnuczka Baczewskiego, najpierw jej dziadek był reprezentantem
polskiej mniejszości w sejmie pruskim, a później oficjalnie występował w imieniu
innych mniejszości zamieszkujących w tamtym okresie na ziemiach niemieckich. Jan
Baczewski w latach 1919-1920 kierował polską akcją plebiscytową na Warmii.
Zainicjował działalność Związku Polaków w Prusach Wschodnich i Towarzystwa
Szkolnego w Olsztynie (1920). Był współtwórcą Związku Polaków w Niemczech (1922)
oraz założycielem Związku Mniejszości Narodowych w Niemczech (1924). W 1932 r.
zapoczątkował działalność Związku Polskich Towarzystw Szkolnych.
W przeszłości Polacy musieli walczyć o status mniejszości narodowej, a teraz
zabiegają o przywrócenie im tego statusu. – To nasz dziadek jako jeden z
pierwszych walczył w pruskim parlamencie o uznanie w Niemczech polskiej
mniejszości narodowej – zaznaczyła Gabriela Baczewska-Pazda.
Po wojnie dom często zmieniał właścicieli. Synowie Baczewskiego, począwszy od
1959 roku, przez dziesięciolecia próbowali odzyskać skradzioną przez nazistów
posiadłość. Przez wiele lat lokalne niemieckie władze nie wykazywały żadnego
zainteresowania jakimkolwiek uhonorowaniem polskiego działacza w Rangsdorfie. –
Wszelkie podejmowane przez naszego ojca próby rozmów z władzami i z
przedstawicielami mieszkańców Rangsdorfu zawsze kończyły się brakiem
zainteresowania – oświadczyła jedna z wnuczek.
Przez siedemdziesiąt lat władze lokalne udawały, że nie rozumieją tych próśb, i
do 2009 roku prawie całkowicie lekceważyły pamięć o parlamentarzyście, znanym w
tamtym czasie w Rangsdorfie.
Wieloletni upór pań Baczewskich złamał w końcu niechęć niemieckich władz
Brandenburgii. W 2009 roku dość nieoczekiwanie Wydział Ochrony Zabytków w
Brandenburgii i krajowe Muzeum Archeologii uznało Dom Baczewskiego (Wohnhaus
Baczewski) za pomnik kultury. Tym samym budynek stał się obiektem chronionym
przez państwo. Urzędnicy w piśmie stwierdzającym ten fakt przypominają, że ma on
dla miasta znaczenie historyczne i polityczne, mieszkał w nim znany działacz
polonijny i poseł na sejm pruski Jan Baczewski. – Ten dom jest dowodem na to, w
jaki sposób niemieccy naziści obchodzili się ze swoimi przeciwnikami – twierdzi
jedna z wnuczek polskiego działacza.
Tajemnicza tablica
Według rodziny Baczewskich, po decyzji władz z domem i jego otoczeniem zaczęły
się dziać dziwne rzeczy. – Teren od dawna był zaniedbany przez obecnego
właściciela i pomimo decyzji o ustanowieniu tego miejsca pomnikiem kultury nadal
nikt nie zajmował się obiektem – powiedziała Gabriela Baczewska-Pazda. Pewnego
dnia razem z siostrą zauważyły w ogrodzie tuż przed domem dziwną tablicę z
jeszcze dziwniejszym napisem:
"W tym domu od 1932 do 1939 roku mieszkał prusko-polski Żyd [co nie jest prawdą
– aut.] Jan Baczewski. Potomkowie Baczewskich jeszcze dzisiaj mieszkają w [tu
wymieniona jest miejscowość] i nie mogli albo nie chcieli uchronić tego domu od
zniszczenia i całkowitej ruiny. Dlatego widok tego pomnika będzie towarzyszył
mieszkańcom Rangsdorfu na zawsze".
Najpierw rodzina Baczewskich nie zareagowała na ten napis, ale po jego analizie
doszła do wniosku, że nie został on umieszczony przez przyjaciela, dlatego
postanowiła działać. Zaapelowali do władz i do policji o usunięcie tablicy,
jednak nikt nie zainteresował się sprawą, a w napisie nie dostrzegano niczego
nadzwyczajnego. Dopiero upór rodziny i dziesiątki interwencji spowodowały, że
napis zniknął, a w jego miejsce pojawiła się tablica z informacją, iż ten obiekt
stał się pomnikiem kultury i historii, który jest chroniony przez państwo.
Zagadkowy pożar
Po interwencjach władz nakazujących usunięcie jednej tablicy i pojawieniu się
innej z informacją o powstaniu w tym miejscu obiektu pamięci historycznej
nastąpiło coś jeszcze bardziej niebywałego. W niewyjaśnionych dotąd
okolicznościach dom, w którym mieszkał przed wojną Jan Baczewski, stanął w
płomieniach. – Teraz nie będzie w mieście symbolu działalności Jana
Baczewskiego, który tak dzielnie walczył o los mniejszości narodowych w
Niemczech – z żalem stwierdziła wnuczka przedwojennego polskiego działacza.
Waldemar Maszewski, Rangsdorf
