Komorowski wybrał ludzi z dawnego układu
Nowelizacja ustawy o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych, która
przedłuża do 63. roku życia możliwość pełnienia służby wszystkim oficerom w
stopniu generalskim, oznacza zablokowanie awansów oficerów, którzy nie mają za
sobą bagażu sowieckich uczelni
Z posłem Antonim Macierewiczem, byłym wiceministrem obrony narodowej
i szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego, rozmawia Marta Ziarnik
Jak ocenia Pan nominację gen. Mieczysława Cieniucha na szefa Sztabu
Generalnego Wojska Polskiego?
– Przyznam szczerze, że niezbyt
chętnie wypowiadam się w tej sprawie. A to dlatego, że wydaje mi się, iż jest to
nominacja, którą marszałek Bronisław Komorowski zdecydował się przeforsować bez
względu na wszystko. Wojsko płaci za to dużą cenę. Jak bowiem wiadomo, decyzja
ta wiąże się z nowelizacją ustawy, która przedłuża do 63. roku życia możliwość
pełnienia służby wszystkim oficerom w stopniu generalskim. To z kolei oznacza
zablokowanie de facto awansów ludzi w pełni sił, którzy naprawdę przez te 20 lat
niepodległości ukształtowali się już jako oficerowie służący armii niepodległego
państwa. Jest to także zablokowanie awansów oficerów, którzy nie mają za sobą
bagażu sowieckich uczelni, czyli tych wszystkich osób, które powinny tę nową
kadrę tworzyć. Ta ustawa zablokuje więc możliwości ich awansu i co za tym idzie
– zablokuje także realną, prawdziwą, a nie tę propagandową, modernizację
polskiej armii. Dlatego też przyjmuję to rozstrzygnięcie sceptycznie.
Generał Cieniuch miał zostać powołany na zastępcę dowódcy Dowództwa
Transformacji w Norfolk w USA, czyli natowskich struktur
dowodzenia.
– To jest druga cena, którą zapłacimy, czyli właśnie
utrata stanowiska w NATO. Faktycznie możliwość objęcia tego stanowiska była
związana bezpośrednio z gen. Mieczysławem Cieniuchem. W momencie kiedy obejmie
on stanowisko szefa Sztabu Generalnego, Polska będzie musiała pożegnać się z tą
funkcją. Moim zdaniem, rozstrzygająca jest jednak ta pierwsza cena, o której
mówiłem na początku. Ona bowiem będzie się kładła cieniem na polskiej armii na
wiele, wiele lat.
Pana zdaniem gen. Cieniuch mógłby bardziej przysłużyć się Polsce,
obejmując stanowisko w NATO?
– Odpowiem pani na to pytanie troszkę z
innej strony. Polska mogłaby dzięki zajmowaniu przez gen. Cieniucha tego
drugiego stanowiska uzyskać różnorodne korzyści w ramach NATO. Raczej tak
powinniśmy na to spojrzeć. Gdybyśmy tego przedstawiciela mieli, zostałoby
wprowadzonych wiele pozytywnych rozwiązań dla naszego kraju i armii. Nie chodzi
tutaj nawet osobiście o gen. Cieniucha, tylko w ogóle o zajmowanie przez
przedstawiciela Polski tego stanowiska. A z chwilą, kiedy go nie będzie, to
zabraknie także tych korzyści.
Jakie inne przesłanki mogą kłaść się cieniem na kandydaturze gen.
Cieniucha?
– Uważam, że wybór gen. Cieniucha jest rozwiązaniem,
które petryfikuje pewien układ personalny w polskiej armii i blokuje jej
zasadnicze odmłodzenie. To z kolei w momencie przekształcania jej na armię
zawodową ma zupełnie zasadnicze znaczenie. Oznacza to bowiem, że ta zmiana, z
którą łączono nadzieje na unowocześnienie tej armii, a co siłą rzeczy związane
jest z wejściem do niej „młodej, świeżej krwi”, się nie dokona. I o ile armia z
poboru miała względnie naturalne mechanizmy, które ograniczały wpływy takiej
sytuacji – tej struktury hierarchicznej ludzi z dawnego układu, to armia
zawodowa takich mechanizmów nie ma. Dlatego decyzja o przedłużeniu wieku, czyli
o zachowaniu tej starszej kadry jako decydującej, to olbrzymia cena, jaką
zapłacimy za stanowisko i pozycję gen. Cieniucha. Nie jest to jednak
odpowiedzialność generała, ale marszałka Komorowskiego, bo to on wybrał tę drogę
kształtowania armii, posługując się niejako gen. Cieniuchem. Marszałek
wykorzystał tę okazję do zablokowania możliwości awansu młodszych oficerów i
przekształcenia armii.
Romuald Szeremietiew mówił niedawno „Naszemu Dziennikowi”, że
marszałek powinien pozostawić decyzję odnośnie do mianowania szefa Sztabu
Generalnego nowemu prezydentowi. Do uprawnień głowy państwa należy obsadzanie
tego stanowiska.
– Ja się w pełni z panią zgadzam. Moim zdaniem, nie
ma żadnych przesłanek, żeby przez najbliższe półtora miesiąca sztab nie mógł być
kierowany przez zastępcę. To jest zupełnie oczywiste, że mogłoby tak się stać i
nie miałoby to żadnych negatywnych skutków dla armii. Dlatego też podkreślam, że
mamy tutaj do czynienia ze świadomą decyzją marszałka Komorowskiego, aby
korzystając z sytuacji, tak właśnie ukształtować armię z dominantą oficerów
starszych wiekiem.
Decyzja o wydłurżeniu wieku jest strategiczna i wykracza
dalece poza konieczności wynikające z zastępczego charakteru sprawowania funkcji
głowy państwa przez marszałka. Ona będzie miała na wiele lat negatywne
konsekwencje dla polskiej armii i dlatego wystąpienie z taką inicjatywą ma
charakter – że tak powiem – interwencji strukturalnej, a nie doraźnej.
Późniejszy prezydent nie będzie mógł już tego zmienić.
Dziękuję za rozmowę.
