Kocham Polskę, bo to moja ojcowizna

Z Adolfem Dziewą, urodzonym w Argentynie, prezesem Towarzystwa Argentyńsko-Polskiego, rozmawia Katarzyna Cegielska

Jest Pan przykładem wielkiej mobilizacji i uporu: po sześć-dziesiątce zaczął się Pan uczyć języka polskiego i to z doskonałym skutkiem…
– To może dziwne, ale tak właśnie się stało. Gdy byłem mały, trochę rozmawiałem z rodzicami po polsku, ale potem w szkole uczyłem się w języku hiszpańskim. Kiedy zostałem wybrany na prezesa Towarzystwa Argentyńsko-Polskiego, musiałem nauczyć się mówić po polsku. Nie chciałem być gorszy od innych, a jako prezes pragnąłem wypowiadać się po polsku. Jeszcze bardziej zmobilizowałem się, kiedy miałem przyjechać po raz pierwszy na walne zebranie USOPAŁ. Zacząłem sam się uczyć, gdyż szkoły polskiej nie było. Dlatego na początku zebrania naszego Towarzystwa odbywały się w języku hiszpańskim. Swoją drugą mowę po polsku wygłosiłem dopiero na walnym zebraniu USOPAŁ. Nie jest łatwo wystąpić przed wieloma ludźmi, przemawiać, słowa nie przychodzą, jak by się chciało. Miałem 65 lat, gdy zmusiłem się do nauki.

Jak Pan radził sobie z nauką, skoro przyszło się z nią zmierzyć samodzielnie?
– Od małego znałem polską wymowę. Wyszukałem sobie książki i czytałem głośno, żeby do uszu weszła mi wymowa. Aby wiedzieć, co czytam, szukałem potem słów w słowniku. I tak po troszku się uczyłem, bo nie chciałem być gorszy od innych.

W jakim stowarzyszeniu Pan działa?
– Od 12 lat jestem prezesem Stowarzyszenia Argentyńsko-Polskiego w Missiones. My wszyscy, którzy założyliśmy to stowarzyszenie, jesteśmy urodzeni w Argentynie, ale płynie w nas polska krew, stąd nazwa argentyńsko-polskie.

W jaki sposób stowarzyszenie krzewi polską kulturę?
– Na początku było bardzo trudno, ponieważ nie posiadaliśmy żadnego pomieszczenia, gdzie moglibyśmy się spotykać i uczyć ojczystego języka. Ale miałem przyjaciela w Brazylii, którego zaprosiłem do nas z grupą taneczną, by zachęcić naszych ludzi do założenia podobnego zespołu kulturalnego. W utworzonym przez nas zespole tańczyły 64 osoby. Dawaliśmy koncerty w Missiones, potem poza krajem, byliśmy także w Brazylii, i tak krzewiliśmy kulturę polską. Nasze miasto jest polskiego pochodzenia – pierwszy osadnik był Polakiem. Mamy tu pomnik ku czci tych pierwszych osadników, Polaków. 26 sierpnia, z okazji święta ku czci Matki Bożej Częstochowskiej, organizujemy wielkie spotkanie na 400-500 osób, by pokazać polskie zwyczaje.

Czy był Pan w Polsce?
– Byłem tylko raz, w 1997 roku, razem z 35 osobami. Wycieczka trwała 10 dni. Cieszę się, że mogłem poznać ziemię, którą kocham, bo to ziemia mego ojca. Ojciec walczył w I wojnie światowej. Przez 18 miesięcy był więziony, potem wyjechał do Argentyny. Miał już wtedy 4 dzieci. Ja urodziłem się już tu, w Argentynie.

Choć tak daleko od Ojczyzny, stara się Pan żyć sprawami polskimi. W jaki sposób utrzymuje Pan kontakt z Ojczyzną?
– Od półtora roku słucham Radia Maryja. Jest to możliwe poprzez internet. Radio Maryja przybliża mi to, co dzieje się w Ojczyźnie, ale też pozwala utrzymać kontakt z językiem polskim. To bardzo ważne.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

drukuj