Koalicja przeciw referendum

PO i PSL porozumiały się wczoraj, iż postarają się nie dopuścić, aby
odbyło się referendum w sprawie wysokości wieku emerytalnego. Premier Donald
Tusk deklarował, że będzie "proponował", aby podczas dzisiejszego głosowania nad
referendum, które odbędzie się po rozpoczynającej się o godz. 9.00 sejmowej
debacie w tej sprawie, posłowie jego partii "w dyscyplinie partyjnej"
zagłosowali przeciwko referendum. Prezes PSL Waldemar Pawlak uzasadniał
natomiast, iż porozumienie zawarte między rządowymi ugrupowaniami sprawia, iż
"referendum nie jest potrzebne". Nie zagłosuje za nim także Ruch Palikota.
Janusz Palikot oświadczył wczoraj, iż jego ugrupowanie wstrzyma się od głosu w
tej sprawie. Inicjatywę referendum dotyczącego wieku emerytalnego, pod którą
NSZZ "Solidarność" zebrał blisko 2 miliony podpisów, popierały: PiS, SLD oraz
Solidarna Polska.

Premier Donald Tusk o pomyśle przeprowadzenia referendum wypowiedział się
wczoraj bardzo stanowczo. – Uważam to referendum – szanując miliony podpisów i
rozumiejąc emocje ludzi, szanując tych, którzy te podpisy zbierali – istota tego
referendum jest szkodliwa z punktu widzenia interesów Polski. Nie mam co do tego
żadnych wątpliwości – oświadczył. Premier zaznaczył, iż zdaje sobie sprawę, że
koncepcja podwyższenia wieku emerytalnego nie zyska aplauzu społecznego. –
Podwyższamy wiek emerytalny nie dlatego, że ludzie tego chcą. Przecież mamy tego
świadomość, że to jest operacja, która nigdy nie zyska aplauzu większości, i
rozumiemy to. Ale uważamy, że odpowiedzialność polityków, jeśli ją serio
traktujemy, polega na tym, że niestety tego typu decyzje my musimy wziąć na
swoje barki – dodał. Stanowisko swojej partii przeciw referendum pokrętnie
uzasadniał prezes PSL, wicepremier Waldemar Pawlak. – Rozmawiając o kompromisie,
rozmawialiśmy o tym, żeby mówiąc o zmianach, zbudować przestrzeń do takiego
podejścia, gdzie referendum nie będzie konieczne, i na tej przestrzeni, o której
tutaj rozmawiamy, z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że stworzyliśmy warunki
do tego, żeby ludzie mogli podejmować decyzje w obliczu swoich osiągnięć –
zgromadzonego kapitału emerytalnego – i podejmować decyzje o tym, kiedy
zdecydują się przejść na emeryturę, kiedy zdecydują się dłużej pracować, czy w
pełnym, czy w częściowym wymiarze pracy – mówił Pawlak. Zaznaczył, iż
porozumienie na linii PO – PSL co do podwyższenia wieku emerytalnego do 67 lat
"tworzy podstawę" do doprowadzenia do takich działań, aby "system parlamentarny
mógł funkcjonować i prowadzić do korzystnych dla ludzi i dla gospodarki
rozstrzygnięć bez potrzeby odwoływania się do rozstrzygnięć w formie
referendum".

Prezydent Bronisław Komorowski wsparł przeciwników referendum. – Postulowanie
w ogóle referendum przed debatą i przed wspólną, mam nadzieję, pracą nad
ostatecznym kształtem reformy jest aktem tylko i wyłącznie politycznej
demonstracji, jakiegoś działania trochę pod publiczkę – ocenił.

Groźne pomruki "Solidarności"
Przewodniczący NSZZ "Solidarność" Piotr Duda, który dzisiaj będzie uzasadniał w
Sejmie wniosek o przeprowadzenie referendum, zapowiedział, że związek podejmie
dalsze działania, jeśli posłowie nie pozwolą w tej sprawie wypowiedzieć się
społeczeństwu. – Widać, że boją się tego referendum i robią wszystko, żeby ono
się nie odbyło. Stąd to wspólne porozumienie – a właściwie zgniły kompromis.
(…) Jeśli jutro Platforma i PSL spoliczkują te 2 miliony Polaków, to
postanowimy, co dalej robić. Jutro dla nas, dla protestujących, nic się nie
kończy, jutro się zaczyna. Jeśli okaże się w piątek, że kolanem przepchną, że
referendum nie będzie, to będzie dopiero początek – mówił wczoraj Duda.
Zapowiedział, że dzisiaj przed Sejmem pojawi się nawet 50 tys. związkowców. –
Najbardziej jest dla mnie druzgocące to, że koalicja rządząca, posłowie, których
też wybiera Naród, tak się mobilizują, żeby zagłosować przeciwko swojemu
Narodowi. To jest dla mnie po prostu niepojęte – dodał przewodniczący
"Solidarności". Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, który wczoraj
wyszedł przed Sejm do protestujących związkowców, zadeklarował odwrócenie
reformy emerytalnej, kiedy PiS dojdzie do władzy. – Kiedy dojdziemy do władzy, a
jestem przekonany, że dojdziemy, to jedną z pierwszych decyzji, nie pierwszych
miesięcy, tylko pierwszych tygodni, będzie zmiana tego, co teraz uczyniono –
zapowiedział. Premier Donald Tusk po dogadaniu się z Waldemarem Pawlakiem w
sprawie podwyższenia wieku emerytalnego dla swojej koncepcji próbuje zyskać
szersze poparcie – innych liderów parlamentarnych ugrupowań. Tusk spotkał się
wczoraj z szefem SLD Leszkiem Millerem oraz Januszem Palikotem. Na przyszły
tydzień zaplanowano już kolejne rozmowy w sprawie ustawy emerytalnej. We wtorek
premier spotka się z klubem Ruchu Palikota, a w czwartek – z klubem SLD.

Obetną emerytury o połowę
Tusk i Pawlak ogłosili wczoraj efekty wewnątrzrządowego kompromisu w sprawie
reformy emerytalnej. Koncepcja podniesienia wieku emerytalnego do 67 lat
pozostała niezmieniona. Jednakże będzie możliwość przejścia na wcześniejszą
emeryturę. Tusk nie musi się jednak obawiać, że jego reforma zostanie w ten
sposób rozwodniona. Dla tych, którzy skuszą się na wcześniejszą emeryturę,
zaprojektowano bowiem na tyle nędzne świadczenia, iż z dużym prawdopodobieństwem
nie wystarczą one nawet na marną egzystencję.
Premier wyjaśniał, że prawo do wcześniejszej emerytury uzyskają kobiety w wieku
62 lat i mężczyźni w wieku 65 lat, przy równoczesnym spełnieniu warunku stażu
składkowego: 35 lat – w przypadku kobiet, i 40 lat – w przypadku mężczyzn. Taka
wcześniejsza emerytura miałaby wynosić 50 proc. wypracowanej emerytury i jej
wypłacanie pomniejszałoby kapitał zgromadzony na emerytalnym koncie każdego
emeryta. – Korzystanie z częściowej emerytury oznacza siłą rzeczy mniejszą
emeryturę po 67. roku życia, ponieważ ona jest finansowana z tego kapitału
uzbieranego – dodał premier Tusk.

Szef rządu zaznaczył, iż postanowiono także o wprowadzeniu możliwości
sfinansowania składki emerytalnej za czas urlopu wychowawczego dla wszystkich
kobiet rodzących dzieci lub drugiego rodzica, jeśli zdecyduje się on na urlop
wychowawczy. – Rozszerzylibyśmy to także na kobiety prowadzące działalność
gospodarczą, na samozatrudnione, pozostające w systemie KRUS-owskim, a także te,
które nie miały szansy podjąć pracy. (…) W tym ostatnim przypadku wymiar
składki byłby niższy i wynosiłby 75 proc. – mówił premier.

Donald Tusk zapowiedział, że projekt ustawy emerytalnej w ciągu trzech
tygodni powinien trafić na posiedzenie rządu. Oświadczył, iż tych nowych ustaleń
poczynionych z koalicjantem nie będzie już konsultował z parterami społecznymi.
Za "konsultacje społeczne" muszą chyba wystarczyć rozmowy, jakie o szczegółach
dopiero wczoraj ujawnionych społeczeństwu rozwiązań w zaciszu gabinetów toczyli
dwaj "partnerzy społeczni": Donald Tusk i Waldemar Pawlak. – Bardzo serio z
premierem Pawlakiem potraktowaliśmy kwestię konsultacji społecznych. Jeśli
mówimy dzisiaj o kompromisie, który stanie się podstawą do projektu ustawy
(…), to mówimy o kompromisie nie pomiędzy partiami politycznymi czy
politykami, ale o kompromisie wynikającym właśnie z bardzo poważnego trybu
konsultacji – ocenił premier.
Szef rządu uzasadniał wczoraj niepopularne społecznie podniesienie wieku
emerytalnego m.in. koniecznością reagowania na zmiany demograficzne, a w
konsekwencji na zapewnienie "bezpieczeństwa przyszłych emerytur". Nieco więcej
światła na forsowaną przez rząd reformę emerytalną rzucił minister spraw
zagranicznych Radosław Sikorski przy okazji swojego sejmowego exposé w sprawie
polityki zagranicznej. Sikorski, który nauczał wczoraj z trybuny sejmowej posłów
opozycji, co to znaczy suwerenność i patriotyzm, przekonywał, iż "patriotyzm
dzisiaj" wymaga m.in. podniesienia ręki za rządową reformą emerytalną.
Zapowiadał również, że w 2015 roku Polska będzie spełniać "wszystkie kryteria
konwergencji" i "będzie gotowa do przyjęcia euro". Bez wątpienia ograniczenie
zobowiązań (emerytalnych) państwa wobec własnych obywateli sprawi, iż Polska
jeszcze szybciej będzie mogła spełniać wszelkie kryteria, gdyż stanie się
wiarygodniejszym płatnikiem na arenie międzynarodowej – a zamiast wspierać
własnych emerytów, państwo będzie miało szansę wygospodarować większe środki na
zapłatę odsetek naszym pożyczkodawcom.

Artur Kowalski

drukuj