Kłamstwa medialnych terrorystów


Media liberalne od lat walczą z Kościołem katolickim, w tym z Radiem Maryja, ponieważ chcą mieć w Polsce monopol na „rząd dusz”. Ewangelia płynąca przez fale Radia Maryja sprawia, że rozgłośnia ta jest dla nich szczególnie niebezpieczna, gdyż broni człowieka przed zniewoleniem. Zacietrzewienie wywołuje również fakt, że od lat nie udaje się zmusić toruńskiej stacji prowadzonej przez Ojców Redemptorystów do poddania się wpływom ideologii liberalnej zakładającej przede wszystkim relatywizm, który również ma dotyczyć prawd religijnych.

Atakującym nie podoba się zwłaszcza nieugięta postawa Radia Maryja w zakresie Katolickiej Nauki Społecznej, akcentowanie patriotyzmu jako wartości religijno-moralnej, obrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci, a także przypominanie o konieczności etyki w życiu polityczno-gospodarczym. Próby, jak to się określa w mediach liberalnych, zreformowania, a tak naprawdę zniszczenia Radia Maryja, mają więc za zadanie rozwodnienie nauki Kościoła tak, by przystosować ją do wymogów tzw. państwa świeckiego – gdzie w życiu publicznym ma nie być miejsca dla Boga i Jego przykazań. Jasno wyartykułował to tygodnik „Wprost”, pisząc, iż Kościół po 1989 r. ma za dużo władzy, a broniąc nadrzędności praw naturalnych, jawi się jako „instytucja przeciwstawiająca się zasadom demokracji” („Wprost”, nr 15/1995, s. 28).


Techniki manipulacji


W obecnych czasach walka o człowieka toczy się w dużej mierze na polu mediów. Dlatego też tak zmasowany atak na Radio Maryja, Telewizję Trwam, „Nasz Dziennik” czy Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej obserwujemy praktycznie we wszystkich liberalnych mediach, które pomimo szermowania hasłem pluralizmu nie akceptują tych, którzy są dla nich mentalnie i moralnie obcy. Jak zauważa ks. Ireneusz Skubiś, „Radio Maryja stanowi jakąś przeszkodę, bo mówi innym głosem, bo dla demokracji jest zbyt demokratyczne, gdyż każdy może znaleźć się na antenie i wypowiedzieć swoją opinię” („Niedziela”, nr 38/2002, s. 6). Radio Maryja i dzieła skupione wokół rozgłośni wyłamują się zatem z postmodernistycznego chóru śpiewającego w zasadzie tę samą pieśń. By zlikwidować ten wyłom, wykorzystuje się na szeroką skalę odpowiednie techniki propagandy, które atakują toruńską rozgłośnię oszczerczymi treściami płynącymi z mediów jak fale tsunami.

By wzmóc efekt kłamliwe publikacje powtarzane są przez różne gazety, stacje telewizyjne i radiowe. Od lat obowiązuje w nich żelazna zasada, iż Radio Maryja należy oczerniać, a jeśli nie można Radia pokazać w sposób niekorzystny, to lepiej nic nie mówić. Dzisiaj wewnątrzredakcyjne gremia wielu redakcji są na tyle z sobą spójne ideowo, że z powodzeniem zastępują centralną cenzurę, jaką zajmował się w PRL Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk.


Zarzut „mieszania się do polityki”


Wszystkie obecne ataki medialne na Radio Maryja wykorzystują zarzuty wcześniej już stosowane, które jedynie się odświeża. Ciągle powtarza się chociażby zarzut „mieszania się Kościoła do polityki”. Lecz przecież polityka rozumiana jako troska o dobro wspólne wymaga od wszystkich zaangażowania wedle własnego stanu w pracę na rzecz Ojczyzny. Liberalizm nie chce przystać na takie działanie, gdyż politykę rozumie jako walkę o zdobycie i utrzymanie władzy wszelkimi możliwymi środkami. Chce też wyeliminować religię ze sfery publicznej. Ludzie sprawujący władzę mają nie przyznawać się do wiary w Boga, atakuje się ich za publiczny udział w uroczystościach religijnych. Warto tylko przypomnieć ilość medialnych napaści na członków rządu za udział w modlitwie razem z tysiącami pielgrzymów na Jasnej Górze. Atakowani są nie tylko kapłani za wypowiedzi na temat życia społecznego, lecz nawet świeccy słuchacze telefonujący do Radia Maryja, którym wmawia się, że na antenie tej rozgłośni powinni się tylko modlić. A przecież bycie człowiekiem wierzącym nie przejawia się jedynie w odmawianiu modlitw, ale też w podejmowaniu aktywności publicznej. Nie może być tak, iż działalność w sferze publicznej jest zastrzeżona dla mediów ateistycznych i niewierzących (lub tych, którzy do wiary się nie przyznają). Również kapłanom nie można zabronić, by wskazywali wiernym właściwą drogę w życiu publicznym. Naucza na ten temat jasno Ojciec Święty Benedykt XVI. Kiedy w 2005 r. przybyli do Rzymu polscy biskupi z wizytą apostolską „ad limina Apostolorum”, przypomniał, że „Kościół ma obowiązek oceniać sferę polityczną, wytyczać pewne drogi, wskazywać kryteria, kontestować zło (…)” („Nasz Dziennik”, nr 285/2005, s. 16).

Za budzenie ludzkich sumień w sferze publicznej atakuje się nie tylko Ojców Redemptorystów z Radia Maryja, ale też innych kapłanów, począwszy od ks. Prymasa i biskupów (widoczne jest to chociażby w ostatnich paszkwilach Tomasza Terlikowskiego w „Rzeczpospolitej”). Jednakże daje się zauważyć, iż media liberalne nie są w tej materii konsekwentne, gdyż przyzwolenie wręcz na partyjniactwo (które nie jest troską o dobro wspólne) dały tym duchownym, którzy z nimi współpracują, czyli popierają liberalizm. Jednym z takich duchownych jest ks. Kazimierz Sowa tworzący kanał religijny w telewizji TVN.

Ksiądz Sowa na początku 2006 r. w tygodniku „Wprost” tuż po artykule współautorstwa Marcina Dzierżanowskiego (który obecnie jest autorem całego cyklu tekstów atakujących Radio Maryja) występował jako „ekspert” interpretujący, jak się okazuje na opak, powyżej wspomniane przesłanie Benedykta XVI, życząc sobie odwołania Ojca Dyrektora za działalność społeczną, jaką prowadzi Radio Maryja. Rok wcześniej, w lutym 2005 r., ks. Sowa wziął udział w programie „Co z tą Polską?” Tomasza Lisa w Polsacie, gdzie nie tylko siedział po stronie przeciwników Radia Maryja, ale i przytakiwał bezpodstawnym stwierdzeniom, iż Radio Maryja szkodzi Kościołowi, ilekroć dotyka polityki. Ale gdy ks. Sowę zapytano o prowadzone wówczas przez niego Radio Plus, stwierdził: „My natomiast oczywiście mamy do tego prawo, aby pewne wydarzenia i pewne zjawiska w Polsce przekazywać czy przedstawiać pewne komentarze z takiego właśnie punktu, który w naszym przekonaniu ani nie jest jątrzeniem, ani dzieleniem”.

Można więc sądzić, że gdyby Radio Maryja pozwalało na obecność na antenie poglądów lewicowo-liberalnych, nie spotykałoby się z takimi atakami, jakie obecnie obserwujemy.

Również nie pierwszy raz atakujący Radio Maryja dominikanin ojciec Wojciech Jędrzejewski na łamach gazety niemieckiego wydawnictwa Axel Springer twierdzi, że to dobrze, iż Kościół traci znaczenie w sferze publicznej. „Jeśli obserwujemy odchodzenie ludzi od Kościoła, zmniejszającą się liczbę powołań, to po prostu jesteśmy świadkami odchudzania polskiego katolicyzmu. Odchudzania z wszelkiej nadmierności: znaczenia społecznego, prestiżu, rytualnej obecności w przestrzeni publicznej, liczby osób duchownych, metryk chrzcielnych i monopolu na etykę” – pisze o. Jędrzejewski („Dziennik”, nr 166/2007, s. 19).

Niestety, tego typu poglądy tzw. Kościoła otwartego pojawiają się bardzo często. Lecz trzeba tu zauważyć, że to właśnie chwiejność w kwestiach fundamentalnych, a nie stałość nauczania Kościoła jest przyczyną zagubienia współczesnego człowieka. Wbrew temu, co twierdzą dzisiaj liberalne media, ludzi, a zwłaszcza młodzieży, nie doprowadzą do Boga ci pasterze, którzy będą siać wątpliwości w wierze, zamiast ją umacniać. Nie doprowadzą również do Boga ci, którzy będą podejmowali podobne działania jak na Przystanku Woodstock, gdzie prezentacja różnych wierzeń ma pozwolić wybrać młodym własną drogę. Pogląd, iż każda wiara zbawia, jest z gruntu fałszywy, o czym świadczy chociażby destrukcyjna działalność sekt. Przecież to właśnie Jerzy Owsiak na poprzednich Przystankach Woodstock walczył z Przystankiem Jezus, a promował sektę Hare Kriszna. Zmasowana walka z Kościołem katolickim w wielu mediach i wspieranie wichrzycieli nie mogą nas paraliżować, lecz muszą skłaniać do jeszcze aktywniejszego bronienia prawdy.


Zarzut rzekomego bogactwa


Medialni manipulatorzy starają się również budować obraz rzekomego bogactwa Radia Maryja. Widać to chociażby w ostatniej publikacji tygodnika „Wprost”, którego redakcja stara się wszelkimi sposobami oczernić toruńską rozgłośnię i jej Dyrektora. Gdy nie powiodła się prowokacja z taśmami, zmontowano artykuł o rzekomym bogactwie Ojca Dyrektora. Nie jest to pierwsze nieuprawnione porównanie w stosunku do osób duchownych na łamach „Wprost”. Już wcześniej redakcja ta, żądająca rozdziału Kościoła od państwa, umieszczała księży, w tym samego ks. Prymasa Józefa Glempa, w rankingach polityków – co miało uwiarygodnić lansowaną z uporem maniaka tezę o toczącej się w Polsce „walce politycznej pomiędzy państwem a Kościołem” („Wprost” nr 28, 1995, s. 22, nr 24/1996, s. 19). Obecna manipulacja tygodnika ma nadać pozory wiarygodności plotkom o nadzwyczajnym bogactwie duchowieństwa. Redakcja „Wprost” wiedząc, że pieniądze to temat budzący zainteresowanie, a zarazem drażliwy, ma nadzieję, iż plotka rozejdzie się w naszym przecież częstokroć zubożałym społeczeństwie i zniechęci kogoś z ofiarodawców rozgłośni.

Cel tej manipulacji jest więc wyraźny – wyciszenie Radia Maryja poprzez odcięcie możliwości opłacenia infrastruktury technicznej, koniecznej, by ten katolicki głos mógł być nadal słyszalny w naszych domach. Sugestia manipulatorów jest tutaj podobna jak w przypadku zaangażowania w działalność społeczną – pieniądze i działalność publiczna są złe, więc niech katolicy, a tym bardziej duchowni, zostawią je liberałom (którzy poprzez taki właśnie szantaż chcą pozbyć się niewygodnej konkurencji). Częściowo można by się zgodzić z tym twierdzeniem liberałów, ale tylko wówczas, jeśli to prawda, że pierwszy milion trzeba ukraść – bo po prostu inaczej pieniędzy nie da się zdobyć. Może warto więc byłoby rozliczyć tych, którzy nadal reprezentują tę mentalność, a zbudowali swoje imperia finansowe na rabunkowej gospodarce w okresie przemian po 1989 r., zakładającej m.in. sojusz z komunistami, niejednokrotnie malwersacje finansowe, a częstokroć nawet agenturalną działalność. By przesłonić własną nieciekawą przeszłość, siłą zaglądają do portfeli ofiarodawców Radia Maryja. Tymczasem to majątki tych osób i ich mediów powinny budzić zainteresowanie co najmniej dziennikarzy śledczych.

Paweł Pasionek
drukuj