Kawa i propaganda

Warszawskie kawiarnie i kluby coraz bardziej wpływają na postawy
ideologiczne i wybory polityczne młodych ludzi. Sama polityka jest przez nich
traktowana jako element popkultury. Obecnie warszawskie kawiarnie, pretendujące
do posiadania miana ośrodków opiniotwórczych, często tworzą wspólnoty oparte na
antywartościach. Nie podejmuje się tam dyskusji o tym, jakie działania na rzecz
Ojczyzny należałoby podjąć, ale tworzy się sztuczne poczucie przynależności do
"elitarnej" grupy, która "ma odwagę" z Ojczyzny kpić. Proponowana myśl nie jest
twórcza ani odkrywcza, ale opiera się jedynie na negacji tradycyjnych wartości i
"wyzwoleniu obyczajowym", będącym – szczególnie dla młodzieży – stylem życia,
który bardzo uzależnia.

Katastrofa smoleńska, która części Polaków pozwoliła zgromadzić się wokół
wspólnych wartości, "policzyć się na nowo", według słów śp. Anny Walentynowicz,
w mainstreamie (uważającym się za awangardę) wywołała falę niespotykanego
chamstwa. Było w tym coś z lucyferycznej zazdrości o to, co dobre, piękne,
wielkie. W reakcji na przeżywanie narodowej tragedii zaczęły wyrastać inicjatywy
mające na celu jej ośmieszenie bądź zdyskredytowanie. Warszawskie kluby walnie
wzięły w tym udział. Zorganizowano szereg "anty-Jaro-parties" (imprez
organizowanych z myślą o ludziach, których łączy szyderczy stosunek do Jarosława
Kaczyńskiego). Dla części młodzieży data 10 kwietnia stała się jednak cezurą,
rzeczywistym "przebudzeniem" owocującym zmianą stylu życia, a nawet hierarchii
wartości. – Kiedyś chodziłam do klubów, po katastrofie smoleńskiej to się
zmieniło. Bywałam w klubach typu Regeneracja, Chłodna 25 czy Warszawa Powiśle,
bo spotykali się tam moi znajomi pracujący w branży filmowej – mówi Monika
Małkowska, 32-letnia copyrighterka, pisarka. – Teraz nie mam już z tymi ludźmi
kontaktu, ale specjalnie z tego powodu nie ubolewam. Znajomi nie odcięli się ode
mnie z tego powodu, że przestałam "bywać", ale dlatego, że ujawniłam swoje
poglądy. Wiedzieli już wcześniej, że głosuję na PiS, ale uważali to za moją
artystyczną fanaberię – opowiada. – 10 kwietnia miały się odbyć urodziny mojego
przyjaciela w Regeneracji w klubie Warszawa Powiśle. Tam odbyła się selekcja
znajomych. Ryczałam jak bóbr, a oni chcieli się bawić. Wtedy zrozumiałam, że
mamy bardzo różną wrażliwość – dodaje. Według Piotra Pałki, byłego redaktora
naczelnego portalu Fronda.pl, obecnie szefa portalu Rebelya.pl, istnieje
dysproporcja na rynku kawiarni warszawskich – dominuje oferta lewicowa. Wynika
ona m.in. z faktu, że kluby te tworzą rodzaje "korporacji" wzajemnie się
wspierających, propagujących pod różnymi szyldami te same treści i promujących
te same nazwiska, co przyczynia do zmonopolizowania tego sektora przez lewicę. –
Lokale te potrafią ze sobą świetnie współpracować i wzajemnie się rekomendować.
Przykładów jest wiele, nie tylko Nowy Wspaniały Świat – lokal lewackiej "Krytyki
Politycznej" – ale także Chłodna 25, Delikatesy Teatru Rozmaitości prowadzone
przez Mike´a Urbaniaka czy lokale należące do Krystiana Legierskiego, jednego z
najbardziej znanych działaczy gejowskich, od niedawna także radnego Warszawy –
zauważa Pałka. Czy w tych klubach odbywają się imprezy kulturalne? Na to pytanie
Monika Małkowska odpowiada krótko. – Tam odbywa się po prostu picie. Czasem
zdarzają się promocje wydarzeń teatralnych, wystawy plakatów, jednak wszystkie
te wydarzenia są na jedno kopyto, jest to kółko wzajemnej adoracji. Jeśli nie
podziela się ich poglądów, dostaje się etykietkę "ekstremy" i wilczy bilet. Mimo
określania tych miejsc mianem "artystycznych", panujący tam klimat nie jest
twórczy. Od strony artystycznej także trudno jest się przebić ludziom bardziej
uzdolnionym. – Towarzystwo wzajemnej adoracji wspiera miernoty, to wszystko jest
takie… średnie – podsumowuje Monika.

W oparach intelektualnego zaduchu

Kawiarnie od momentu, kiedy zaczęły powstawać, były miejscami spotkań,
wymiany poglądów, tworzenia środowisk, pełniły – i pełnią nadal – rolę
kulturotwórczą. Są także świadectwem danej epoki, odzwierciedleniem jej stylu,
dążeń i wartości. W okresie poprzedzającym rewolucję francuską kawiarnie były
rozsadnikami idei lewicowych. – W ostatnich latach Warszawa bardzo się
spluralizowała, jeżeli chodzi o ofertę kulinarną czy możliwości spędzenia
wolnego czasu, ale nadal trudno wymienić choćby jedno miejsce w stolicy, którego
właściciele inspirują się poglądami konserwatywnymi, gdzie można się spotkać nie
tylko po to, żeby coś zjeść i wypić, ale także żeby posłuchać dyskusji ideowej
czy obejrzeć ciekawe filmy i o nich podyskutować – wskazuje Pałka. Nasi rozmówcy
widzą kilka przyczyn takiego stanu rzeczy: od stylu życia – ludzie prawicy
częściej mają rodziny, co automatycznie ogranicza częstotliwość "bywania", po
słabość organizacyjną i finansową, która jest zmorą środowisk konserwatywnych.
Ideologiczne dyskusje w klubach i kawiarniach to niemal jeden ze znaków
rozpoznawczych lewicy, która nieźle sobie radzi z przedstawianiem swoich
radykalnych poglądów jako modnego mainstreamu. Ciekawym miernikiem tego, jak
znacząca jest przewaga lewicy w świecie klubokawiarnianym Warszawy, był konkurs
na zagospodarowanie lokalu, gdzie obecnie mieści się Nowy Wspaniały Świat.
Konkurs był otwarty, mógł do niego przystąpić każdy, kto udokumentuje swoje
dokonania w prowadzeniu miejsc związanych z kulturą i przedstawi strategię
działania w tym miejscu. Jedyną ofertę, którą możemy nazwać konserwatywną,
złożył Krzysztof Bosak – innych było kilkanaście. Każda z nich zawierała sieć
rekomendacji, a "Krytyka Polityczna" miała nawet poparcie znanych ludzi
kojarzonych z prawicą. Programy imprez kulturalnych organizowanych przez Nowy
Wspaniały Świat można znaleźć w kawiarniach sieciowych, np. w W Biegu Cafe. –
Działalność tego miejsca w sposób niezwykle nachalny promuje także "Gazeta
Wyborcza", zapewne nie tylko dlatego, że w inicjatywy tam organizowane
zaangażował się syn Adama Michnika – Antoni – komentuje Pałka. – Przed II wojną
światową w gronie warszawskich elit kawiarnianych w dobrym tonie było
demonstrowanie postaw antyklerykalnych. W tym sensie pojęcie kawiarni jako
pewnej niesamodzielności w myśleniu i kopiowania wzorców zarówno politycznych,
jak i kulturowych z Zachodu istnieje do dziś – wskazuje prof. Grzegorz
Kucharczyk, historyk myśli politycznej XIX i XX wieku. Według dr. Michała
Łuczewskiego, socjologa, lewicowe kluby Warszawy to kwintesencja intelektualnej
stagnacji i szeroko pojętej "prosystemowości". – Prospołeczne i "antysystemowe"
nastawienie lewicy jest w Polsce obecnie fikcją. Zazwyczaj lewica była
"antysystemowa". Obecnie zaś ten system wspiera, co owocuje tym, że bywa mało
twórcza, nudna po prostu – stwierdza. – Lewica prosystemowa szuka świeżości w
"wyzwoleniu obyczajowym". Według mnie, jest to pusty gest, rewolucja bez
rewolucji – konstatuje.

W kleszczach systemu

Ten mechanizm widać także na przykładzie warszawskich kawiarni. Ich charakter
jest skrajnie "prosystemowy". Dostęp do poczucia "elitarności" jest oferowany
bez konieczności włożenia jakiegokolwiek wysiłku, okazania charakteru, dokonania
czegoś na rzecz wspólnoty czy pokonania egoizmu w imię wartości. Poczucie
"elitarności" zapewnia samo bywanie w określonych miejscach. Biletem wstępu do
tego "elitarnego" grona jest tylko zgoda na to, żeby od tej pory słowa: "Bóg,
Honor, Ojczyzna", wypowiadać z ironią. Celem twórców np. "Krytyki Politycznej"
jest wdrożenie w Polsce radykalnego lewicowego projektu społecznego na wzór
hiszpańskiego zapateryzmu. I robią to m.in. za pomocą życia klubowego
urabiającego młodych "bywalców" na lewicową modłę. Według naszych rozmówców,
prawica organizuje obecnie imprezy głównie dla przekonanych i nie jest to
najlepszy prognostyk na przyszłość. – Nie należy rezygnować z przekonywania
młodego pokolenia, dużo łatwiej można to osiągnąć przez kulturę niż przez
polityczne licytacje, czy lepszy jest Tusk, czy Kaczyński – wskazuje Łuczewski,
dodając, że do "młodych wykształconych z wielkich miast" trudno trafić, bo oni
są w pewnym sensie "zaprogramowani": niektóre osoby, twierdzenia, środowiska
odrzucają z gruntu.

Konserwatywna kontra

 "Prawicowe" kluby o ciekawszej propozycji kulturalnej są często
niszowe, ale jednak istnieją. Jako przykład takiej inicjatywy Piotr Pałka podaje
krakowską Chimerę, gdzie wystawiane są sztuki, odbywają się koncerty Jacka
Kowalskiego czy wieczory z poezją Wojciecha Wencla. Z kolei w Warszawie przy
Nowogrodzkiej 44 mieści się siedziba fundacji "Europa i Media" należącej do
Krzysztofa Bosaka. Ma ona charakter klubu, w którym odbywają się odczyty,
spotkania czy projekcje filmowe. Nie jest to jednak miejsce, które funkcjonuje
przez cały dzień, ponieważ nie prowadzi działalności komercyjnej. Czy takie
miejsce powinno powstać w Warszawie? Według Piotra Pałki, jak najbardziej
potrzeba centrum kultury czy klubokawiarni, w której ludzie prawicy mogliby się
spotkać, posłuchać dyskusji, posmakować dobrej sztuki. – O ile prawicę
interesuje czysta polityka partyjna bądź sprawy ideowe, religijne, obyczajowe,
"Krytyka Polityczna" stara się zagarnąć – dla pozycji lewicowych – każdy wycinek
rzeczywistości. Uważają oni, że wytyczanie sobie wąskich obszarów zainteresowań
jest zgubne. Prawica powinna czynić to samo – zauważa Pałka. Mamy skąd czerpać
wzorce. Profesor Grzegorz Kucharczyk podaje tu przykłady Bazaru Poznańskiego czy
Kasyna Gostyńskiego, gdzie rozprawiano raczej o zadaniach narodowych niż
etykietowano ludzi jako "lewicę" i "prawicę". W Warszawie, w dobie Powstania
Listopadowego, kiedy miasto było przez kilka miesięcy wolne, nastąpiła erupcja
życia kawiarnianego, swobodnej wymiany myśli. Radzono na temat wojny z Rosją,
sposobu przeprowadzenia uwłaszczenia chłopów i innych problemów. Lokale
finansowane były ze składek społeczeństwa polskiego i to nie z majątków wielkich
właścicieli ziemskich, często był to tzw. wdowi grosz. W jakimś sensie dzieło to
było kontynuowane na Wielkiej Emigracji. Polskie kawiarnie nie są zatem skazane
na to, by posiadać jedynie lewicowy lub wręcz antychrześcijański czy antypolski
charakter. Historia dowiodła, że stworzenie salonu patriotycznego jest możliwe,
potrzebne i może przynieść pozytywny skutek.

Agnieszka Żurek

drukuj