Kandydat PO zniechęca wyborców kolejnymi gafami
Z dr. Bartłomiejem Biskupem, politologiem z Uniwersytetu
Warszawskiego, rozmawia Mariusz Bober
Czego nowego
dowiedzieliśmy się z debaty czołowych kandydatów?
– Debata była
nudnawa. Poza pewnymi uszczypliwościami kandydaci zaprezentowali się w
sposób stonowany. To, że Bronisław Komorowski wbrew zapowiedziom
przyszedł jednak na debatę, było słuszną decyzją. Dziwne byłoby, gdyby
obrażał się na telewizję, która ma dużą oglądalność. Przedstawiane
wcześniej powody, dla których nie chciał wziąć udziału w spotkaniu, były
niezrozumiałe dla opinii publicznej. Wynikało to pewnie z chęci
narzucenia warunków prowadzenia debaty. Oryginalne było to, że nagle
wszyscy chcieli wycofania polskich wojsk z Afganistanu, nawet prezes
Jarosław Kaczyński stwierdził, że trzeba rozpocząć dyskusję na ten
temat. Z kolei Grzegorz Napieralski próbował wykorzystać jeden z
głównych przekazów komunikacyjnych Bronisława Komorowskiego, deklarując,
że również jest przeciwko IV RP, a nie miał tak wielu wpadek jak
kandydat PO na prezydenta.
Jarosław Kaczyński podtrzymuje
swój nowy wizerunek. Podczas debaty jeszcze bardziej niż wcześniej
unikał stanowczych wypowiedzi, także w oczywistych dla konserwatywnego
elektoratu kwestiach światopoglądowych…
– Ta zmiana wizerunku,
widoczna już od pewnego czasu, jest zasadniczo spójna z tym, co prezes
PiS prezentuje od połowy kwietnia br. Uwagę zwraca zwłaszcza to, że nie
reagował na ataki, szczególnie marszałka Komorowskiego. Jarosław
Kaczyński chce w ten sposób przejąć od kandydata PO elektorat
„centrowy”. Stąd też jego wypowiedzi o gotowości do rozpoczęcia debaty
na temat wyjścia naszych wojsk z Afganistanu czy też odniesienie do
sprawy zapłodnienia in vitro w taki sposób, że z jednej strony –
zadeklarował, że osobiście zachowuje tutaj swoje stanowisko jako
katolik, a z drugiej strony – trzeba zrobić wszystko, by pomóc
małżeństwom mieć dzieci.
Nie boi się utraty konserwatywnego
elektoratu?
– Nie, bo zdaje sobie sprawę z tego, że druga tura
wyborów rozstrzygnie się pomiędzy dwoma kandydatami – nim i marszałkiem
Komorowskim…
…który znów nie ugryzł się na czas w język i
zapowiedział wycofanie naszych wojsk z Afganistanu, a nawet wyjście z
NATO. Kolejna gafa czy przejaw konkretnej wizji politycznej?
– Na
pewno nie jest to poważne zachowanie, tym bardziej że takie działania
muszą być uzgodnione z naszymi sojusznikami z NATO. Mam nadzieję, że w
kategorii gafy należy też ocenić zapowiedź Komorowskiego na temat
wyjścia Polski z NATO. Wypowiedź o Afganistanie sprawia wrażenie, jakby
politycy zajmowali stanowisko pod wpływem informacji o zabiciu polskiego
żołnierza. Jest to jednak reakcja mieszcząca się w nowych metodach
komunikacji społecznej, sprowadzającej się do szybkiej reakcji na
bieżące wydarzenie. Nawet gdy z zapowiedzi politycznych nic nie wyjdzie,
a zazwyczaj tak bywa, polityk sprawia wrażenie skutecznego.
Jednak
w przypadku kompromitujących uwag o wydobywaniu gazu z łupków metodą
odkrywkową marszałek pokazał, że jest przeciwny wykorzystaniu polskich
zasobów gazu.
– W tym wypadku rzeczywiście mieliśmy do czynienia z
przekazem konkretnego stanowiska Bronisława Komorowskiego, które ma
ogromne konsekwencje. Chodzi tu bowiem o bezpieczeństwo energetyczne
Polski. Obiekcje marszałka co do metod eksploatacji złóż gazu można
odczytać jako stanowisko, by nie wykorzystywać tych zasobów, co jest
zapewne wpisane w jego politykę poprawy relacji z Rosją. Jednak w ten
sposób wchodzimy na teren rozważań o polskiej racji stanu, dlatego
Bronisław Komorowski powinien bardzo uważać na słowa, bo to, co
powiedział w tej sprawie, nie leży w interesie Polski.
To z
kolei rodzi pytanie: kogo naprawdę reprezentuje Bronisław Komorowski?
–
Na pewno jest reprezentantem poglądów swej partii i zapewne uzgadnia je
z kierownictwem PO, zwłaszcza z premierem Donaldem Tuskiem.
W
ostatnich sondażach doszło do poważnego „tąpnięcia” poparcia dla
Komorowskiego, na czym skorzystali jego rywale…
– Jest to
przejaw stałego w Polsce od lat problemu niedoszacowania w sondażach
pewnych formacji.
A może to przejaw „urealniania” prognoz tuż
przed wyborami?
– Zazwyczaj w miarę zbliżania się terminu elekcji
zmieniają się słupki notowań, stają się bardziej podobne do wyników
wyborczych, bo pracownie badania opinii publicznej nie powinny sobie
pozwolić na dużą wpadkę, prezentując sondaże niemające później pokrycia w
głosowaniu. Trzeba jednak też wziąć pod uwagę, że spadek poparcia dla
Bronisława Komorowskiego może również wynikać z rzeczywistej zmiany
nastrojów społecznych. Poza tym w ostatnim czasie kandydat PO zaliczył
wiele wpadek. Warto jednak podkreślić, że ostatecznie to wyborcy
decydują o realnym poparciu, więc nie ma co tak bardzo sugerować się
sondażami, bo byłoby to zaprzeczeniem demokracji.
Seria
kompromitujących wypowiedzi Komorowskiego może mieć znaczący wpływ na
poparcie jego osoby?
– Niewątpliwie ma to wpływ na opinię
publiczną. Wcześniej wyśmiewano wpadki śp. Lecha Kaczyńskiego, których
wcale nie było dużo, tymczasem teraz mamy do czynienia z serią gaf, i to
jeszcze w trakcie kampanii wyborczej.
Rosną słupki poparcia
dla Grzegorza Napieralskiego. Czy to oznacza odpływ elektoratu Platformy
w kierunku lewicy?
– Może to tak wyglądać. Chciałbym jednak
zwrócić uwagę, że w dotychczasowych sondażach notowania lewicy były,
moim zdaniem, niedoszacowane. Zaś sam Napieralski do tej pory miał
poparcie jeszcze niższe niż lewica. Widać jednak, że jego notowania
coraz bardziej zbliżają się do tych, które ma SLD.
Może to
oznaczać początek erozji dwubiegunowego – PO kontra PiS – układu na
polskiej scenie politycznej?
– Na razie nic o tym nie świadczy.
Lewica nadal jest podzielona, a w dodatku SLD fatalnie rozgrywa toczącą
się kampanię prezydencką. Dlatego, moim zdaniem, nic nie świadczy o tym,
by znacząco wzrosło poparcie dla lewicy.
W kampanii dominują
głównie hasła, brakuje merytorycznych dyskusji. Jeżeli kandydaci
poruszają jakiś ważny temat, to zwykle taki, o którym nie mogliby
rozstrzygać jako głowa państwa.
– Owszem, ale wynika to
częściowo z charakteru wyborów prezydenckich, ponieważ w polskim
systemie politycznym uprawnienia głowy państwa nie są duże. Tymczasem
wielu wyborców nie zdaje sobie z tego sprawy. Dlatego też pojawia się
tyle obietnic bez pokrycia, bo dotyczących spraw, na które prezydent nie
ma decydującego wpływu.
Sztab Komorowskiego wypiera się
własnych poglądów i pozywa do sądu Jarosława Kaczyńskiego za wypowiedzi
wskazujące, że marszałek jest zwolennikiem prywatyzacji szpitali. Gdzie
są granice politycznej schizofrenii?
– PO zdaje sobie sprawę, że
sformułowanie „prywatyzacja szpitali” źle się kojarzy polskiemu
społeczeństwu. Tymczasem Bronisław Komorowski jako członek Platformy,
która od dawna deklarowała poparcie dla takiej czy innej formy
prywatyzacji szpitali, w pewnym sensie padł ofiarą poglądów własnego
ugrupowania. Dlatego dziś ma do wyboru: albo wycofać się z tego pomysłu,
albo próbować to jakoś wytłumaczyć. Jednak w związku z tym, że kampania
zmierza ku końcowi, grożenie PiS procesem przyniesie odwrotny skutek do
zamierzonego, bo raczej utrwali w świadomości społecznej obraz PO jako
zwolennika prywatyzacji szpitali.
Dziękuję za rozmowę.
