J&S na razie nie zapłaci

Prezes Agencji Rezerw Materiałowych: J&S Energy stosuje różne kruczki prawne, żeby tylko uniknąć płacenia kary

Spółka J&S Energy stale nie wywiązywała się z obowiązku wymaganego prawem gromadzenia odpowiednich rezerw paliw i teraz chce uniknąć kary, stosując różnego rodzaju kruczki prawne – uważa prezes Agencji Rezerw Materiałowych Józef Aleszczyk.

Minister gospodarki, wicepremier Waldemar Pawlak, wyjaśniając powody uchylenia decyzji o prawie pół miliarda złotych kary dla J&S Energy, tłumaczył, że została ona nałożona w sposób wadliwy.

Informacji ministra gospodarki o przyczynach uchylenia decyzji prezesa Agencji Rezerw Materiałowych i umorzenia kary nałożonej na J&S Energy wysłuchała wczoraj sejmowa Komisja Gospodarki. – Przy nakładaniu kary na J&S Energy doszło do wielu błędów proceduralnych. W wyniku zmienionych w połowie 2007 roku przepisów o stanie zapasów paliw karę nakłada Agencja Rezerw Materiałowych, która posiada osobowość prawną, a nie jej prezes – tłumaczył posłom minister gospodarki, wicepremier Waldemar Pawlak.

Według Pawlaka, ARM nie wzięła też pod uwagę argumentów spółki. J&S Energy kilkakrotnie zwracało się do ministra gospodarki o rozłożenie w czasie dochodzenia do odpowiedniej wysokości rezerw. Decyzja resortu była jednak za każdym razem odmowna. Pawlak, który stanął w obronie J&S, stwierdził, że resort gospodarki zgodził się z podobnym wnioskiem innej firmy, a dotyczącym rezerw pięciokrotnie większych niż te, które powinna gromadzić J&S.

Dopytujący się o dalsze losy kary dla tej spółki posłowie usłyszeli – od najwyraźniej niechętnego karaniu J&S wicepremiera – że decyzja o nałożeniu kary powinna uwzględniać stan faktyczny na dzień nałożenia kary. – Od stwierdzenia braku odpowiednich zapasów paliw do decyzji o nałożeniu kary zawsze mija jakiś czas. Taka decyzja o karze nigdy mogłaby nie zostać wykonana, bo spółka mogłaby zdążyć uzupełnić w międzyczasie zapasy – zauważył Wojciech Jasiński, przewodniczący sejmowej Komisji Gospodarki.

Może właśnie do takiej interpretacji prawa zastosowała się również J&S. Według prezesa Agencji Rezerw Materiałowych Józefa Aleszczyka, spółka permanentnie nie dotrzymywała wymaganych prawem odpowiednich zapasów paliw i dopiero na koniec grudnia zeszłego roku, czyli już po nałożeniu kary, zgromadziła tyle paliw, ile powinna. Aleszczyk podtrzymywał zasadność swojej decyzji o wymierzeniu kary. Jak wyjaśniał, niejasności, co do tego, czy decyzje o karze powinien wydać „prezes ARM” czy „Agencja Rezerw Materiałowych”, wynikły z niejasności przepisów ustawy o rezerwach państwowych oraz ustawy o ropie i gazie, gdzie występuje zarówno pojęcie „prezesa ARM”, jak i „ARM”. – Jakbym decyzję o nałożeniu kary podjął nie jako prezes ARM, a Agencja Rezerw Materiałowych, to pytano by, dlaczego nie jako prezes – uważa Aleszczyk, którego zdaniem spółka używa różnych kruczków prawnych, żeby tylko nie płacić 461 mln kary. Prezes ARM przypomniał, że 5 lutego Agencja ponownie wszczęła postępowanie w sprawie kary dla J&S. Aleszczyk zauważył jednak, że kara za niewystarczające zapasy, mimo iż nie została zapłacona, to patrząc jednak na sprawę z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego, spełniła swoją rolę „porządkową”, gdyż J&S posiada już tyle zapasów paliw, ile powinna.

Jak poinformował, J&S Energy jest na tyle dużą firmą, że ma obowiązek gromadzić zapasy benzyny na 4 dni zużycia tego paliwa w całej Polsce. W przypadku oleju napędowego jest to 9 dni zużycia krajowego.


Wątpliwości pozostały


Po wyjaśnieniach ministra gospodarki i szefa ARM wątpliwości jednak pozostały. – Pan wicepremier Pawlak nie rozwiał wątpliwości członków komisji, a prezes Agencji Rezerw materiałowych podtrzymał swoje stanowisko. Poznaliśmy dwa stanowiska zupełnie ze sobą niekorespondujące – oceniał Maks Kraczkowski (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Gospodarki. Zdaniem Kraczkowskiego, w sytuacji, gdy są tak poważne wątpliwości, a w grę wchodzi wysoka kara i bezpieczeństwo energetyczne kraju, sprawy nie powinien rozstrzygać minister gospodarki, a powinna zostać skierowana do sądu. Sprawę zbadać ma również Najwyższa Izba Kontroli.

Wicepremier Waldemar Pawlak zapewniał też, że nie spotykał się z przedstawicielami J&S. Odrzucał także prasowe zarzuty o powiązaniach pracowników J&S Energy. Jak podała „Rzeczpospolita”, w spółce pracują byli politycy PSL: Józef Pawlak i Zdzisław Zambrzycki. Syn Zambrzyckiego jest prezesem J&S. Pawlak poinformował, że od 2005 r., kiedy odeszli z PSL, nie utrzymywał z nimi kontaktu.

O nałożeniu przez ARM kary na J&S Energy poinformował w październiku zeszłego roku ówczesny wiceminister gospodarki Piotr Naimski, twierdząc, że Agencja ustaliła, iż spółka nie posiadała wymaganych zapasów paliw na dzień 31 lipca 2007 roku.

Decyzję o uchyleniu 461 mln 696 tys. zł kary minister gospodarki podjął w grudniu ubiegłego roku.


Artur Kowalski
drukuj