IV Niedziela Wielkiego Postu

Przed ośrodkiem in vitro na ul. Złotej w Warszawie wolnym krokiem
przechadzają się dwie młode dziewczyny. Modlą się na różańcu, rozdają ulotki,
czasem rozmawiają z przechodniami. Po jakimś czasie przychodzi kolejna osoba.
Bierze od dziewczyn trzymany przez nie banner i rozpoczyna kolejną godzinę
modlitewnego dyżuru. I tak do późnych godzin wieczornych, kiedy placówka zostaje
zamknięta.

Ci młodzi ludzie to uczestnicy akcji "40 dni dla Życia", która rozpoczęła się
w Środę Popielcową i potrwa do Niedzieli Palmowej. Pomysł zaczerpnięty został z
amerykańskiej kampanii "40 Days for Life" i jest częścią ogólnoświatowej
kampanii w obronie życia. Głównym założeniem jest nieustanna modlitwa wyrażająca
sprzeciw wobec wykonywania procedury in vitro. Biorą w niej udział członkowie
Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży (KSM), które jest organizatorem, oraz
szereg innych ruchów i wspólnot katolickich, jak również osoby niezrzeszone.
Modlą się w intencji poczętych dzieci, których śmierć jest wpisana w metodę
pozaustrojowego zapłodnienia, za rodziców decydujących się na tę procedurę, a
także w intencji osób stanowiących prawo i lekarzy pracujących w ośrodkach in
vitro.

Solidarność z najsłabszymi

Krucjata modlitewna "40 dni dla Życia w Warszawie" to jedna z kilku inicjatyw
pro-life, w jakie angażuje się KSM, wzorowana na akcjach modlitewnych
prowadzonych przed klinikami aborcyjnymi na terenie Stanów Zjednoczonych. – Tam
widać już wspaniałe efekty: tysiące osób zrezygnowało z zamiaru zabicia swojego
dziecka, dziesiątki osób odeszło z pracy w przemyśle aborcyjnym, a ponad 20
ośrodków zostało zamkniętych – mówi Michał Baran z warszawskiego KSM, główny
organizator akcji. – U nas w Polsce nie ma takiej swobody w dokonywaniu aborcji,
ale nie mniejszą tragedią jest procedura in vitro. Dlatego trzeba głośno i
zdecydowanie sprzeciwiać się jej – podkreśla.
Jak pokazują badania, do 95 proc. dzieci poczętych tą metodą ginie przed
narodzeniem. Dlatego Joanna Rau ze wspólnoty akademickiej Woda Życia nie ma
wątpliwości, że metoda in vitro niszczy życie ludzkie na samym początku jego
rozwoju. – To możliwość wystąpienia w obronie najsłabszych i najmniejszych. Ja
się z nimi solidaryzuję – mówi o swoim udziale w akcji.

– Jestem pewna, że modlitwa w obronie życia może przynieść obfite owoce –
wyznaje z przekonaniem Magdalena Wysmołek, która modli się razem ze swoją
siostrą bliźniaczką Pauliną. Siostry uważają, że są tutaj również po to, aby
innym mówić o tym, że wbrew rozpowszechnianym opiniom in vitro nie jest metodą
leczenia niepłodności. – Nie pokazuje się tego, że istnieje rzeczywista droga do
uleczenia niepłodności, czyli naprotechnologia.

Spośród pięciu miejsc w Warszawie, gdzie przeprowadza się zabiegi in vitro,
wybrano ośrodek znajdujący się w centrum stolicy, który otwarty jest najdłużej w
ciągu dnia. – Wchodzimy na nowy front, na którym trzeba przezwyciężyć ludzkie
emocje. Różne media i środowiska zarzucają nam, że nie chcemy, aby kobieta w
końcu doczekała się upragnionego dziecka. A przecież in vitro jest nie tylko
nieetyczne, ale również mało skuteczne, bo przecież tylko co piąta para, która
decyduje się na tę metodę, faktycznie może cieszyć się z potomstwa – podkreśla
Michał Baran.

Przypudrowany wizerunek in vitro

– Nie podoba mi się to, że wszędzie w mediach o in vitro mówi się w samych
superlatywach. Nie podaje się natomiast żadnej alternatywy, bo nie wspomina się
o naprotechnologii – wskazuje Agnieszka Chomicz. Sama spodziewa się narodzin
dziecka i za swój chrześcijański obowiązek uważa świadczenie, że to, co się
dzieje w tym ośrodku, jest złe i ona się z tym nie zgadza.

Średnio dwa razy w tygodniu na ul. Złotej czuwa również Michał Stelmach. – In
vitro służy unicestwieniu człowieka, a nie jego dobru – tak tłumaczy powody
zaangażowania się w akcję "40 dni dla Życia". Także on wskazuje, że ze względów
komercyjnych procedurze in vitro stwarza się "życiodajny wizerunek". – A prawda
jest zupełnie inna. Dlatego ważne jest, aby ludzie zobaczyli, że ktoś się
sprzeciwia tej metodzie, aby pomyśleli przez chwilę i nie przyjmowali w ciemno
tego, co dziś mówi świat – podkreśla.

Łukasz Rosiak czuwanie w obronie życia przed ośrodkiem traktuje również jako
swego rodzaju wielkopostne umartwienie. – Dla mnie metoda in vitro to morderstwo
wielu istnień ludzkich – podkreśla. Opowiada, że oprócz objawów niechęci ze
strony mijających go osób zdarzają się również dowody sympatii i solidarności. –
Niektórzy podchodzą, uśmiechają się i klepią mnie po ramieniu, mówiąc:
"Popieram". Jeszcze inni nie dowierzają, że w wyniku in vitro dochodzi do
zabicia niewinnych dzieci.

Uczestnicy krucjaty modlitewnej wskazują jeszcze na inne niebezpieczne
konsekwencje procedury in vitro: wielokrotnie zwiększone ryzyko wystąpienia wad
rozwojowych u narodzonych dzieci, dwa razy częstsze przedwczesne porody i niską
masę urodzeniową dziecka, ryzyko uszczerbku na zdrowiu kobiety oraz
uprzedmiotowienie pacjentów i narażenie na szwank ich zdrowia psychicznego.

Warszawskie Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży organizuje otwarte spotkania,
w czasie których poruszane są tematy bioetyczne, takie jak naprotechnologia,
naturalne metody planowania rodziny, a także in vitro, antykoncepcja czy
eutanazja. Odbywają się one średnio raz w miesiącu w młodzieżowym klubie Aromat,
a ich gośćmi są między innymi lekarze i działacze pro-life. Natalia Suszczewicz,
lekarz i nauczyciel metod rozpoznawania płodności, prowadzi spotkania na tematy
związane właśnie z in vitro. – Trafiają do mnie pary po nieudanych zabiegach.
Pary, które leczą się z powodu problemu z płodnością. Ich podstawowym problemem
jest to, że nie mają dobrze postawionej diagnozy. W ośrodkach zajmujących się
metodą in vitro często są one diagnozowane niedokładnie. Według europejskich
statystyk około połowy par wychodzi z takich placówek z diagnozą "przyczyna
nieznana", a tak naprawdę można ją zdiagnozować oraz leczyć – zaznacza lekarz. A
to z kolei może być bardzo niebezpieczne dla samych rodziców. – Stan ich zdrowia
prokreacyjnego wpływa na stan zdrowia całego organizmu. Sama niepłodność, choć
definiowana jako choroba, jest naprawdę objawem różnych chorób – najczęściej
przewlekłych schorzeń. A one wymagają diagnostyki i dobrego leczenia – podkreśla
Natalia Suszczewicz.

Modlitewny namiot w Legnicy

Akcja "40 dni dla Życia" prowadzona jest również w Legnicy. Inicjatywy w
obronie życia dzieci poczętych mają tam już swoją tradycję. Od czterech lat w
Niedzielę Palmową organizowane są w tym mieście Marsze dla Życia. W tym roku
tamtejszy oddział Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży na rynku w samym centrum
miasta, obok archikatedry, ustawił wielki namiot, w którym znajduje się obraz
Matki Bożej z Guadalupe, Patronki dzieci nienarodzonych.

Tak jak przed ośrodkami aborcyjnymi w Stanach Zjednoczonych osoby pod
legnickim namiotem przez całą dobę modlą się w intencji życia poczętego. – Jest
zachowana ciągłość w modlitwie. Odmawiany jest Różaniec, Koronka do Miłosierdzia
Bożego, czytane jest Pismo Święte i śpiewane są pieśni maryjne. Mamy nadzieję,
że wytrwamy te czterdzieści dni. Akcja zakończy się Marszem dla Życia w
Niedzielę Palmową – tłumaczy Katarzyna Łasek, przewodnicząca Komitetu
Organizacyjnego Legnickiego Marszu dla Życia, a zarazem prezes Zarządu
Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Diecezji Legnickiej. Oprócz aspektu
modlitewnego kilka osób w ciągu dnia pełni kilkugodzinne dyżury, w czasie
których prowadzona jest akcja uświadamiająca. Do rozdania mają prawie 20 tys.
różnego rodzaju materiałów pro-life. – Można uzyskać informację, jakie są skutki
aborcji, gdzie można się zgłosić po pomoc i poradę, a także gdzie znajdują się
"okna życia" – wyjaśnia Katarzyna Łasek.

– Chodzi nam o zmianę sposobu myślenia. Ludzie muszą mieć świadomość, że
dziecko poczęte to człowiek, a nie zlepek komórek – podkreśla ks. Janusz Wilk,
duszpasterz młodzieży i koordynator akcji. Podkreśla, że inicjatywy związane z
obroną życia wymagają męstwa i zdecydowanych działań. Zachęca legniczan i
mieszkańców okolicznych miejscowości do przychodzenia pod namiot. – Jest nas
wielu, ale mogłoby być jeszcze więcej. Tu chodzi o ludzkie życie. Chcielibyśmy,
żeby ludzie nie wstępowali tylko na chwilę, ale odnaleźli w sobie misję, zostali
dłużej i wierzyli w moc modlitwy – podkreśla.

Wielkopostna krucjata modlitewna "40 dni dla Życia" w intencji dzieci
poczętych trwa również w diecezji kieleckiej. Prowadzona jest w internecie i
może się do niej włączyć każdy, wchodząc na stronę

www.duchowaadopcjadziecka.wordpress.com
.

Siła modlitwy

Kampania "40 dni dla Życia" przynosi niezwykłe efekty. Można do nich zaliczyć
chociażby bardzo dużą liczbę duchowych adopcji dziecka poczętego. Ale tak
naprawdę nikt pewnie do końca nie wie, ile istnień ludzkich dzięki modlitewnej
krucjacie zostało i jeszcze zostanie uratowanych. Pojawiają się także pierwsze
owoce akcji przed warszawskim ośrodkiem in vitro. Świadczy o tym chociażby
wydarzenie sprzed kilku dni, którego świadkami były Agnieszka Chomicz i jej
koleżanka. – Podszedł do nas mężczyzna i powiedział, że widząc naszą akcję,
zrezygnował ze zlecenia, jakie miał do wykonania w tym ośrodku. Dziękował nam za
obecność tutaj, bo to uświadomiło mu, że w tej klinice wykonywane są zabiegi in
vitro – opowiada Agnieszka.

Magdalena i Paulina Wysmołek zapytane, skąd biorą odwagę i siłę, aby brać
udział w takiej jak ta akcji – modlić się publicznie w centrum miasta i mówić o
rzeczach trudnych – odpowiadają, że ze swojej relacji z Panem Bogiem. – Pan
Jezus narażał się dużo bardziej – dodają.

Bogusław Rąpała

drukuj