Inteligencja bezkompromisowa
Dr hab. Jan Żaryn
Dlaczego tak łatwo po 1945 r. literatura piękna weszła „w związki miłosne” – jak pisał Wiesław P. Szymański – z komunizmem, dlaczego tak łatwo szła na kompromis? Dlaczego historycy, walczący z cenzurą o poszerzenie wolnej przestrzeni dla swoich badań – o czym pisał Zbigniew Romek – jako środowisko tak łatwo ulegali politycznym i ideologicznym naciskom. Zadziwiająco łatwo szło się na kompromis – powtórzę za Szymańskim i Stanisławem Murzańskim, autorem ważnej pracy „Między kompromisem a zdradą. Intelektualiści wobec przemocy 1945-1956”. Kompromis ten stał się fundamentem „hańby domowej” autorstwa „zniewolonych umysłów” – o czym pisali swego czasu także Jacek Trznadel i Czesław Miłosz.
Kiedy skończyła się zatem epoka bezkompromisowości polskiej inteligencji? W latach 1939-1945 na ziemiach polskich zginęła lwia część humanistów, oficerów, przedstawicieli nauk ścisłych i biologicznych. Zarówno Niemcy w ramach akcji AB, jak i Sowieci mordujący Polaków w Katyniu czy Twerze przynieśli na ziemie polskie nie tylko spustoszenie cywilizacyjne, ale także wspólny plan likwidacji najżywotniejszej dla narodu grupy społecznej – inteligencji. Ci, którzy przeżyli łapanki, powstanie i obozy koncentracyjne oraz deportacje i łagry, po wojnie znaleźli się na emigracji bądź pozostali w kraju – osaczeni przez powstającą władzę komunistyczną. Więzienia stalinowskie zapełniły się ponownie przedstawicielami polskiej inteligencji, w tym politykami wszelkich orientacji niepodległościowych (od piłsudczyków z płk. Wacławem Lipińskim na czele, poprzez socjalistów z Kazimierzem Pużakiem, chadeków z pisarzem i filozofem Jerzym Braunem, aż do narodowców, z wieloma profesorami, jak choćby członkowie Komitetu Ziem Wschodnich). Spustoszenie w elitach nie skończyło się przez fakt ich eliminacji, ale nadto pogłębiło się poprzez zastąpienie prawdziwej elity inteligencją nową – kompromisową. W okresie stalinowskim ta pseudoelita na tyle mocno się skompromitowała uprawianiem przy boku władzy kłamliwej propagandy, iż na długie dziesięciolecia utraciła rzeczywisty autorytet. Co światlejsi jej przedstawiciele, zdając sobie sprawę z negatywnych skutków upadku elit, próbowali indywidualnie ratować oblicze swej warstwy – na przykład Stefan Kisielewski czy „nawrócony” Leszek Kołakowski. Jedyną instytucją, która planowo zajęła się podtrzymywaniem ducha Narodu, w łączności z własną tradycją, systemem wartości opartym na bezkompromisowości, był Kościół katolicki i jego ludzie, z prymasem Stefanem Wyszyńskim oraz Karolem Wojtyłą, poetą i biskupem, na czele.
W latach PRL polska inteligencja en masse weszła w struktury stowarzyszeniowe narzucone jej przez komunistyczne władze, za dostęp do paszportu, papieru, czy taśmy filmowej i sali wystawienniczej. Związki twórcze pisarzy, dziennikarzy czy aktorów (ZLP, SDP, ZASP) do czasów powstania „Solidarności” nie były w stanie wytworzyć własnej szkoły, na miarę szkół ideowych i artystycznych XIX i XX wieku, zatrzymując się na dzieleniu apanaży i przywilejów korporacyjnych. Polscy „klerkowie” nie byli w stanie, składając się z zatomizowanych jednostek, podjąć się zadań ogólnonarodowych. Co więcej, uczynili ze swej niemocy cnotę, podnosząc sztandar „wolności jednostki” wyżej niż „służby ojczyźnie” czy „honoru” i „patriotyzmu”. Inteligencja polska czasu PRL po każdym przełomie politycznym powtarzała te same błędy, nie zamierzając rozliczyć się przed Narodem z kolejnego okresu „błędów i wypaczeń”, z kolejnej dekady kompromisu, a faktycznie – kłamstwa. Do czasów pierwszej wizyty Papieża Jana Pawła II i powstania „Solidarności”. Dopiero w okresie 16 miesięcy zbiorowej edukacji Narodu także polska inteligencja wyszła z narzuconych jej przez reżym ram organizacyjnych, by przypomnieć sobie o dawnych ideałach i sporach. Mimo upływu wielu lat i mimo zniszczeń nagle okazało się, że w zbiorowej pamięci – a nie tylko w opowiadaniach domowych – nadal żywy jest spór między zwolennikami Piłsudskiego i Dmowskiego, że nadal żywa jest pamięć o Katyniu, o Polakach na Wschodzie i polskiej emigracji politycznej spod znaku generała Andersa. Dzień 13 grudnia 1982 r. nie przerwał narodowej dyskusji. To w salkach katechetycznych i w kościołach doszło do spotkania polskiej inteligencji samej ze sobą i z resztą Narodu.
Jak to się stało, że mimo takich spustoszeń pozostaliśmy wspólnotą? „Kompromis jest sprawą intelektu, jest przygodą człowieka myślącego” – pisała w 1948 r. Maria Dąbrowska. „Ale tragedią jego jest, jeśli nie rozpozna, gdzie się kończy kompromis godziwy, a zaczyna zdrada”. Ten kompas odmierzający stosunek do prawdy w polskiej tradycji mierzy się stopniem religijności narodu, w tym jego elit. „Słowo bierze swoją moc od pierwotnego Słowa” – mówił bowiem mistrz Eckhart, czyli od Prawdy – a jeśli stanie się bytem od niej uwolnionym, znajdzie się w niewoli zła i fałszu.
