Imienne tablice, dzwon, ołtarz

Za kilka tygodni będzie gotowy projekt cmentarza i pomnika w podkijowskiej
Bykowni, a we wrześniu rozpocznie się budowa, którą Rada Ochrony Pamięci Walk i
Męczeństwa chce zakończyć w kwietniu 2012 roku. Wtedy Polski Cmentarz Wojskowy
zostanie uroczyście otwarty i poświęcony. Równolegle z budową nekropolii
przygotowywana jest księga cmentarna zawierająca listę poległych. Księga
cmentarna "Bykownia" kontynuuje serię publikacji takich jak te, które już
ukazały się na temat Katynia, Miednoje i Charkowa. Ta będzie obszerniejsza,
rozszerzone zostaną noty biograficzne o ofiarach, dodane zostaną informacje o
rodzinie, zwłaszcza jeżeli są to rodziny, w których było więcej ofiar, nawet w
różnych miejscach i okolicznościach. Może być tak, że ktoś leży w Bykowni, a
jego brat w Palmirach. Rada chce pokazać w ten sposób, jak wyglądało zmasowane
uderzenie w elitę Narodu, społeczeństwa i państwa przez obu najeźdźców: Sowietów
i Niemców.

Polscy archeolodzy z pomocą specjalistycznej firmy z Krymu zajmującej się
ekshumacjami pracują tu od 2001 roku, ale za najbardziej owocne uważają
tegoroczne badania, podczas których odnaleziono najwięcej polskich śladów i
wykazano, że jedna trzecia grobów kryje szczątki ofiar zbrodni katyńskiej. NKWD
chowało w Bykowni swoje ofiary już podczas czystek w 1937 roku i nie zaprzestało
tego procederu aż do wkroczenia Niemców w 1941 roku. Tu, pod Kijowem, znajduje
się prawdopodobnie największy masowy grób ofiar stalinowskich represji na
Ukrainie. Paradoksalnie rozpoczęcie poszukiwań zawdzięczamy zastępcy szefa
ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa gen. Andriejowi Chomiczowi. W 1994 roku
przekazał on stronie polskiej listę 3435 Polaków rozstrzelanych w 1940 roku na
Ukrainie. To tzw. lista ukraińska, której istnieniu wcześniej zaprzeczali
Rosjanie. Wtedy rozpoczęto bardziej szczegółowe badania.
Czwartkowa wieczorna ceremonia pochówku zakończyła tegoroczne kilkumiesięczne
prace zespołu prof. Andrzeja Koli z Torunia oraz ekipy ukraińskich
współpracowników. Modlitwie nad dołem, w którym złożone zostały już na zawsze
kości dwóch tysięcy ofiar zbrodni katyńskiej, przewodniczył biskup pomocniczy
diecezji kijowsko-żytomierskiej Stanisław Szyrokoradiuk. Obecny był także polski
ambasador w Kijowie Henryk Litwin. Wszystko przebiegało tak jak podczas każdego
katolickiego pogrzebu. Celebrans w krótkiej homilii zwrócił uwagę na znaczenie
krzyża i cierpienia dla zrozumienia losów ludzi i społeczności. – Cierpienie ma
swój początek i swój koniec. Wieczne jest tylko Niebo i wieczny jest Pan, który
nas do wieczności powołał. Kiedy tu stoimy nad grobem męczenników polskich,
zadajemy sobie pytanie, czy nie za dużo cierpiał polski Naród, czy nie za dużo
po świecie rozrzuconych jest kości naszych rodaków. Każdy z nas i każdy naród,
który ma swój krzyż, będzie też mieć swoje zmartwychwstanie. Bo jest Pan Bóg,
który za złe karze, a za dobre wynagradza. I On zawsze ma czas – powiedział
hierarcha. Odmówiono także krótką modlitwę w położonym nieopodal miejscu, w
którym złożono szczątki ukraińskich ofiar Bykowni. Przed złożeniem wieńców i
zapaleniem zniczy głos zabrali: Andrzej Kunert, sekretarz Rady Ochrony Pamięci
Walk i Męczeństwa, i jego ukraiński odpowiednik Witalij Kazakiewicz oraz
przedstawiciele grup archeologów prowadzących badania.
Kolejny człowiek niezwykle zasłużony dla odkrycia prawdy o tym miejscu to płk.
Andrij Amons. – Byłem prokuratorem wojskowym. W 1989 roku przydzielono mnie do
oddziału zajmującego się rehabilitacjami po ustawie z 1988 roku o rehabilitacji
ofiar represji politycznych w ZSRS. Od tego czasu pracuję nad tymi sprawami. I
po przejściu na emeryturę nie przestałem, tylko przez osiem lat działałem w
naszej Komisji ds. Upamiętnienia Ofiar Wojny i Politycznych Represji. Byłem
chyba we wszystkich archiwach Ukrainy, objeżdżałem centra obwodowe,
uczestniczyłem w ekshumacjach. Bykownia to jedno z dwudziestu miejsc tego
rodzaju – opowiada w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" wojskowy, który stał się
historykiem. Bykownią zajmował się przez cały rok, w imieniu swojego kraju
podpisał w Warszawie porozumienie polsko-rosyjsko-ukraińskie o wspólnym
śledztwie w tej sprawie. Jest autorem pięciu książek. Wkrótce razem z prof. Kolą
mają ukończyć prace nad kolejną. – Będzie to ogromna naukowa monografia zbrodni
w Bykowni, zawierająca znakomity materiał źródłowy oparty na kwerendzie archiwów
ukraińskich. Pan Amons napisał już o tym książkę po ukraińsku w 2006 roku. Teraz
zostanie ona uzupełniona o wyniki badań tegorocznych. Chcemy to wydać po polsku
na wiosnę 2012 roku – mówi minister Kunert. Podobnie jak wszyscy nasi rozmówcy
podkreśla wkład w podjęcie dzieła upamiętnienia bykowniańskiej tragedii swojego
poprzednika śp. Andrzeja Przewoźnika.
Amons jako pierwszy przyprowadził do Bykowni polskich specjalistów, którzy w
1996 roku zakończyli prace w Charkowie, na trzygodzinny rekonesans. Przez cały
czas poszukiwań był optymistą i oddanym współpracownikiem. Jego rolę bardzo
docenia Mieczysław Góra, wicedyrektor Muzeum Tradycji Niepodległościowych w
Łodzi, którego spotykamy wśród uczestników środowej uroczystości. Jest zastępcą
prof. Koli, ale występuje tu także w innej roli. – Mój krewny ze strony mamy,
porucznik Józef Kornat, jest na liście ukraińskiej. Dla naszej rodziny to było
zaskoczenie. Nagle, gdy została ujawniona ta lista, wśród 3435 nazwisk znalazł
się z pełnymi danymi mój krewny. On był poszukiwany przez rodzinę Kornatów tuż
po wojnie, najpierw przez Czerwony Krzyż, później myśleliśmy, że jest wśród
niezidentyfikowanych ciał leżących w Katyniu. Tak było do 1994 roku. Ponieważ
sam jestem archeologiem i muzealnikiem, zatrudniłem się do ekipy prof. Koli,
najpierw tej, która badała Charków w latach 1991-1996, a potem tu, w Bykowni –
opowiada.
Niestety, wiemy jedynie, że z listy ukraińskiej leży w Bykowni około 2 tysięcy
ofiar. – Ale znamy tylko liczbę, w związku z tym mamy ogromny problem z
identyfikacją. Nie wiadomo, kto konkretnie leży w Bykowni, a kto w innych
miejscach i czy nie ma tu ofiar spoza listy. Mamy jeszcze kilka miesięcy, więc
jest cień szansy, że uzyskamy jakieś precyzyjne informacje. Ale musimy mieć
świadomość, że ten cmentarz w Bykowni będzie częściowo nazwiskowy, a częściowo
symboliczny – wyjaśnia Kunert. Wiadomo, że pewna liczba ofiar leży w Chersoniu,
kolejni we Włodzimierzu Wołyńskim, odnajdywane są jeszcze inne tego typu miejsca
na całej Ukrainie. – Wiemy, że to czwarty cmentarz katyński, że nie ostatni.
Cieszymy się, że będzie upamiętnienie. Dla nas ważne jest to, że zrobiliśmy to
wspólnie z Ukraińcami i że udało się pokonać antypolskie nastawienie niektórych
tutejszych polityków – cieszy się Mieczysław Góra.

Zatrzeć ślady
Już w latach 80. XX wieku KGB prowadziło tu tajne, nieprofesjonalne ekshumacje w
celu usunięcia śladów polskości na cmentarzu w Bykowni. Zresztą już w 1940 roku
NKWD kazało jeńcom usuwać z mundurów orzełki, obszywać guziki. Potem doły były
wielokrotnie plądrowane. Dlatego nie ma tu prawie całych szkieletów w ułożeniu
anatomicznym, tylko ziemia, kości i drobne przedmioty. Ale wśród nich zespół
prof. Koli odnalazł polskie monety, medaliki, różne przedmioty osobiste
produkcji polskiej albo nawet z Zachodu. Podobnych rzeczy nie ma w grobach
miejscowych ofiar. Mimo to ukraińscy nacjonaliści zaprzeczają obecności Polaków
w Bykowni, deputowany Roman Krucyk, były wiceprezes ukraińskiego Instytutu
Pamięci Narodowej, oficjalnie żądał zaprzestania prac prowadzonych przez
Polaków. Twierdzi on, że Polacy "bezprawnie i wbrew realiom historycznym wpisują
Bykownię na listę znanych miejsc pochówków obywateli II Rzeczypospolitej".
Zdaniem Krucyka, jest to spisek, za którym stoi chcąca ukryć zbrodnie NKWD
Moskwa! Zarzucano prof. Koli podrzucanie polskich przedmiotów, w tym wojskowych
nieśmiertelników, urządzano pikiety w bykowniańskim lesie jeszcze w tym roku. –
Na szczęście głosy te wobec ostatnich badań prof. Koli nie mają żadnego sensu –
mówi ambasador Henryk Litwin. Oficjalna dokumentacja zawiera opis 5 tysięcy
polskich przedmiotów w 73 grobach.
Jednak oprócz tych mniejszościowych głosów obecne nastawienie władz ukraińskich
do polskiej aktywności w dziele upamiętniania ofiar komunizmu jest pozytywne.
Podczas pogrzebu wielokrotnie dziękowano im za dobrą współpracę i mówiono o
wspólnocie naszego losu. – Towarzyszymy takim samym uczuciom, emocjom i
przedsięwzięciom wykonywanym przez samych Ukraińców. Leżą tu, w tym miejscu
ukrycia zwłok, ofiar straszliwych represji, Polacy, ale dookoła jest tysiące
ciał Ukraińców. Ukraina jest chyba w największym stopniu, jeśli wziąć pod uwagę
ofiary Wielkiego Głodu, ofiarą stalinowskich zbrodni, a ten kraj jest jedną
wielką mogiłą. Jest tu wiele naszych mogił i dobrze, że teraz możemy się nimi
zająć, żeby je otoczyć opieką – komentuje ambasador Litwin. Polski dyplomata,
który niedawno reprezentował Polskę w Mińsku, ma także nadzieję na podobne
zaangażowanie sąsiedniej Białorusi. Jak wiadomo, istnieje także lista białoruska
i także w tym państwie powinny zostać przeprowadzone odpowiednie badania
zakończone budową cmentarza, przede wszystkim w Kuropatach. – Na Białorusi takie
uroczystości jak ta mają trochę inne znaczenie. Tam nasza pamięć otwiera często
drogę do podobnych zachowań Białorusinów – wyjaśnia.

Księga cmentarna "Bykownia"
Na Ukrainie zresztą również zabiegi ministra Kazakiewicza nie zawsze przynoszą
pożądane efekty. Ma on nadzieję, że polski przykład pobudzi także kijowskich
decydentów. – Chciałbym, żeby i prezydenci, i premierzy Polski i Ukrainy bywali
tu jak najczęściej. Ale na razie jeszcze nie mogę potwierdzić niczyjej obecności
we wrześniu, ani tym bardziej w kwietniu. Nie widzę na razie zainteresowania.
Może jest jeszcze na to za wcześnie. Ale skoro będzie tu przyjeżdżał prezydent
czy premier Polski, to i jego ukraiński partner będzie razem z nim – powiedział
"Naszemu Dziennikowi".
Za kilka tygodni będzie gotowy projekt cmentarza i pomnika, a we wrześniu
rozpocznie się budowa, którą ROPWiM ma nadzieję zakończyć w kwietniu 2012 roku.
Wtedy Polski Cmentarz Wojskowy zostanie uroczyście otwarty i poświęcony. –
Będzie to czwarty cmentarz katyński, a zatem naszym obowiązkiem moralnym jest
utrzymanie na tym czwartym cmentarzu kilku podstawowych ideowych znaków, które
są na pozostałych: ściana, dzwon, ołtarz i imienne tabliczki – zapowiada Kunert.
Równolegle z budową cmentarza przygotowywana jest księga cmentarna zawierająca
listę poległych. – Księga cmentarna "Bykownia" kontynuuje serię publikacji
takich jak te, które już ukazały się na temat Katynia, Miednoje i Charkowa. Ta
ma być jeszcze obszerniejsza, gdyż chcemy nie tylko rozszerzyć noty biograficzne
o ofiarach, ale też – tam, gdzie to będzie możliwe – będziemy dodawali
informacje o rodzinie, zwłaszcza jeżeli są to rodziny, w których było więcej
ofiar, nawet w różnych miejscach i okolicznościach. Może być tak, że ktoś leży w
Bykowni, a jego brat w Palmirach, zamordowany przez Niemców. Chcemy pokazać w
ten sposób lepiej, jak wyglądało zmasowane uderzenie w elitę Narodu,
społeczeństwa i państwa przez obu najeźdźców. I jeszcze pokazać, że było to
straszliwe uderzenie w rodziny. Myślę, że to ważny element prawdy o losie Polski
i Polaków – tłumaczy sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Księga
będzie się składać z dwóch części: pierwsza to biogramy ofiar, a druga będzie
ikonograficznym uzupełnieniem pierwszej. – Chcemy w księdze pokazać w
fotografiach i dokumentach, kim byli ludzie przed wojną, ich życie, rodziny. O
ofiarach Katynia, Charkowa i Miednoje było dość dużo wiadomo wcześniej, przed
otwarciem cmentarzy, natomiast badanie tzw. listy ukraińskiej zaczynamy
właściwie od zera. Musieliśmy uruchomić działania stricte naukowe, kwerendy
archiwalne i biblioteczne. Pracuje nad tym obok naszej Rady także Ośrodek
"Karta" i Centralne Archiwum Wojskowe. Dzięki gigantycznemu wysiłkowi
pracowników CAW dostajemy absolutnie rewelacyjny materiał, niezbędny do tej
księgi – dodaje Andrzej Kunert.
Ekipa prof. Koli nie wyjeżdża z Ukrainy. Już dzisiaj udaje się do Włodzimierza
Wołyńskiego. W tamtejszym tzw. grodzisku może być pogrzebanych około tysiąca
naszych rodaków. W 1997 roku przeprowadzono tam badania, najpierw georadarem, a
potem dokonano wykopów. Znaleziono szczątki 98 osób zamordowanych strzałem w tył
głowy i polskie przedmioty. Obecnie mają tam zostać podjęte bardziej
systematyczne badania i przeprowadzona pełna ekshumacja. Najprawdopodobniej jest
to kolejne miejsce ukrycia ofiar z listy ukraińskiej.

 

Piotr Falkowski, Bykownia

 

*******************

Prof. Andrzej Kola, archeolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu,
kierownik prac ekshumacyjnych:


Podjęliśmy się tego zadania po dziesięciu latach w zasadzie jałowych. Gdy tu
przyjechaliśmy, znaleźliśmy się w orbicie różnych tutejszych politycznych
rozgrywek. To nie było przyjemne, kiedy nas oskarżali, mówili, że nie
przyjechali profesjonaliści, że to nie nasze groby, bo Polaków tu nie ma.
Przeżyliśmy to wszystko, przebrnęliśmy i jakoś szczęśliwie dotarliśmy do końca.
Sądzę, że tego sukcesu oczekiwali wszyscy, oczekiwały Rodziny Katyńskie,
oczekiwała Polska i na pewno Polacy mieszkający tutaj. Dla nas to cmentarzysko
nie ma tajemnic. Wiemy, dlaczego były ekshumacje prowadzone przez KGB w 1987, w
1989, fikcyjnie potwierdzające z góry przyjęte tezy. Chciano wyeliminować
wszelkie świadectwa polskości w tych dołach śmierci. Zbadaliśmy ponad dwieście
grobów i znaleźliśmy ponad 5 tysięcy polskich i zachodnioeuropejskich
przedmiotów, co absolutnie dowodzi, że są tu groby polskie. Mam satysfakcję, że
tamte próby fałszowania historii nie powiodły się.

 

not. PF

*******************

 

Ks. bp Stanisław Szyrokoradiuk, biskup pomocniczy diecezji
kijowsko-żytomierskiej:


Jest to smutne zdarzenie. Została wyświetlona pewna prawda. A teraz
znalezione tu szczątki zostały godnie złożone do ziemi według zwyczaju
chrześcijańskiego. To dla nas, wierzących, bardzo ważne. Chociaż zawsze, każdego
roku, wiosną i jesienią zbieraliśmy się, żeby modlić się za tych wszystkich,
którzy tutaj leżą. Teraz następuje jednak przewidziany rytuałem pogrzebowym
obrzęd złożenia szczątków zmarłych do ziemi. Pamiętajmy, że pogrzeb to nie tylko
złożenie do grobu ciała ludzkiego, błogosławieństwo dla zmarłych, ale i dla nas,
żyjących. To przypomnienie naszych chrześcijańskich obowiązków: ciało należy
pogrzebać, a za duszę się modlić. Ta modlitwa nas z nimi jednoczy. To, że oni
zginęli tak dawno, nie ma znaczenia. Ceremonie pogrzebowe także niczym się nie
różnią. Modlitwa zawsze ma swoją siłę i niesie owoce tak dla zmarłych, jak i dla
żywych. Cała ta krwawa historia mordów komunistycznych jednoczy także nasze
narody: polski i ukraiński. Mamy tu, na tym cmentarzu, męczenników. To miejsce
zroszone wspólną krwią jest też znakiem jakiegoś duchowego pokrewieństwa naszych
narodów, żeby były zjednoczone przede wszystkim przeciwko wszelkiemu złu. Ta
historia nie może być zapomniana. My, Polacy i Ukraińcy, musimy wiedzieć, czym
był bolszewizm, czym sowieckie imperium.

 

not. PF

*******************

 

Minister Witalij Kazakiewicz, sekretarz wykonawczy Państwowej
Międzyresortowej Komisji do spraw Upamiętnienia Ofiar Wojny i Represji
Politycznych przy Radzie Ministrów Ukrainy:


Dla Ukrainy i narodu ukraińskiego pamięć o ofiarach totalitaryzmu
stalinowskiego jest oczywiście bardzo ważna. Z punktu widzenia ludzi to
praktycznie obecnie co druga ukraińska rodzina jest w jakiś sposób dotknięta tą
tragedią. Niestety, przez wszystkie lata po tej tragedii, tak w czasach Związku
Sowieckiego, jak i niepodległej Ukrainy, władza państwowa nie potrafiła spełnić
w tym względzie oczekiwań narodu. Organy państwowe pod względem zainteresowania
i uwagi nie działają tak jak w Polsce. Mówi się o tym, że były ofiary, że trzeba
o nich pamiętać, ale praktycznie niewiele się robi w dziedzinie prowadzenia
badań, odtajniania dokumentów, urządzania cmentarzy, stawiania tablic pamięci,
finansowania tych projektów. Starania mojej instytucji, żeby zwrócić na to uwagę
prezydenta czy premiera, aby coś się zmieniło, na razie jakby nie dają
rezultatu. Wszystko kończy się na ogólnym entuzjazmie i deklaracjach. Tak więc
organizacja tego typu uroczystości i cały projekt bykowniański ma ogromne
znaczenie. Polski udział, ranga, jaką Polska nadaje temu przedsięwzięciu,
sprawia, że do prezydenta Janukowycza i premiera Azarowa dotrze, jak ważne są te
problemy, i podejdą do nich zgodnie z europejską tradycją humanizmu. Wszystkim
tym szczątkom, kościom i kurhanom trzeba przywrócić wreszcie imię. To będzie
wielkie zwycięstwo dla Ukrainy. Tutaj powstanie cmentarz, w którym zostaną
upamiętnione imiennie ofiary stalinowskich represji także spośród obywateli
byłego ZSRS – pierwszy taki na terytorium postsowieckim!

 

not. PF

drukuj