Hospicja zagrożone
Pomagają przy podawaniu pacjentom posiłków, wykonują drobne zabiegi
pielęgnacyjne, a przede wszystkim są przy chorych – rozmawiają z nimi i
podtrzymują ich na duchu. Jeśli w najbliższym czasie posłowie nie poprawią złego
prawa, od 1 lipca wolontariusze znikną ze szpitali, hospicjów i domów opieki.
Stanie się tak za sprawą uchwalonej 15 kwietnia 2011 r. ustawy o działalności
leczniczej, która w praktyce zakazuje wolontariuszom pracy w szpitalach i
hospicjach. Placówki świadczące usługi zdrowotne, które do tej pory korzystały z
usług wolontariuszy na podstawie ustawy o pożytku publicznym i wolontariacie,
jeżeli chcą nadal prowadzić swoją działalność, muszą do 1 lipca 2012 r.
zarejestrować się jako podmioty prowadzące działalność gospodarczą. To będzie
miało swoje konsekwencje: korzystanie ze świadczeń wolontariuszy przez hospicja
będzie sprzeczne z zasadami konkurencji i będzie "naruszać spójność systemową
regulacji dotyczącej wolontariatu". W wyniku prawnego bubla powstał konflikt
między ustawą o lecznictwie a ustawą o pożytku publicznym i wolontariacie, która
zagwarantowała organizacjom non profit prowadzenie działalności leczniczej w
hospicjach i zakładach opiekuńczych. Złe przepisy uderzą przede wszystkim w
chorych i pacjentów.
Komunikacja dusz
Ksiądz Wacław Pokrzewiński, kapelan Hospicjum Domowego prowadzonego przez Księży
Marianów na warszawskiej Pradze, ostrzega, że takie uregulowanie może
spowodować, iż cała idea wolontariatu legnie w gruzach. – Wolontariat nie będzie
już wolną, bezinteresowną i wynikającą z miłości decyzją o ofiarowaniu komuś
swojego czasu. Na wszystko będzie musiał być wystawiony rachunek – zauważa.
Doktor Paweł Michalski jest lekarzem ortopedą. W wolnym czasie pomaga ks.
Wacławowi jako wolontariusz. Służy poradą tym pacjentom hospicjum, którzy mają
jakiś ortopedyczny problem. Robi to z potrzeby serca. – Gdy się jest wśród ludzi
pozbawionych wszystkiego, człowiek sam zaczyna przemieniać się duchowo –
wyznaje. Jego zdaniem, tych, którzy będą chcieli być wolontariuszami, nie
powstrzymają żadne przepisy. – Nie wyobrażam sobie, żeby jakaś ustawa zakazywała
wejść lekarzowi na teren ośrodka, jeżeli będzie chciał zobaczyć chorego. Ten,
kto jest prawdziwym wolontariuszem, będzie nim nadal – dodaje dr Michalski.
Trudno uwierzyć, że wkrótce państwo polskie może cierpiącym i niejednokrotnie
opuszczonym przez swoich najbliższych mieszkańcom hospicjów zabrać osoby, które
pomagają im tę samotność wypełnić. Bo dla chorych nie mniej ważna od zabiegów
pielęgnacyjnych i leczniczych jest właśnie czyjaś obecność. Ksiądz Pokrzewiński,
który sam pracuje jako wolontariusz, doskonale wie, jaką wartość ma taka forma
pomocy. – Kiedy chory czuje, że nie jest sam, wyzwala się w nim wola walki i
następuje wewnętrzne uzdrowienie – opowiada. Jego zdaniem, dochodzi wówczas do
jedynej w swoim rodzaju komunikacji na płaszczyźnie dusz. – Moje zdrowe ciało z
chorym ciałem się nie skomunikuje. Możemy komunikować się tylko na poziomie
duszy. Jeśli wolontariusz nauczy się tej komunikacji dusz, to dla chorego będzie
jak anioł – zauważa.
Komu to przeszkadza?
Takiej bliskości z braku czasu i z nadmiaru obowiązków nie mogą najczęściej
zagwarantować etatowi pracownicy domów opieki i szpitali. Magdalena Nizielska,
pracownik socjalny w jednym z domów pomocy społecznej w Warszawie, a wcześniej
długoletnia wolontariuszka, twierdzi, że wolontariusze są oknem na świat dla
tych, którzy przebywają w placówkach całodobowych. – Nie zawsze wszyscy mają to
szczęście, że są odwiedzani przez rodziny – podkreśla. – Nawet nakarmienie
chorego wygląda zupełnie inaczej, gdy robi to wolontariusz, który nie ma po
opieką kilkunastu innych osób, tak jak zwykły pracownik – wskazuje. Magdalena
chciałaby stworzyć stałą formę wolontariatu w domu pomocy społecznej, w którym
pracuje. – Są osoby, które przychodzą na chwilę, niosąc doraźną pomoc. Czasem są
to studenci, którzy w ten sposób odbywają praktyki. Chciałabym, żeby
wolontariusze przychodzili do nas regularnie – wyznaje.
Barbara Wierzbicka, farmaceutka z Warszawy, nie wyobraża sobie wejścia w życie
ustawy, która może zakazać niesienia bezinteresownej pomocy potrzebującym. – Nie
rozumiem, komu to przeszkadza, skoro jest to działalność czysto charytatywna –
dziwi się. Jej funkcjonowanie w ramach wolontariatu czasem jest związane z
zawodem, który wykonuje, a czasem polega na zwykłej obecności przy chorym. –
Chciałabym, żeby mi również ktoś pomógł, jeśli znajdę się w podobnej sytuacji –
zauważa. Tłumaczy też, że niejednokrotnie osoby cierpiące nie wiedzą, co mają
zrobić, nie potrafią przełamać swoich barier i ograniczeń. – Osoba przychodząca
z zewnątrz zaczyna w tym krytycznym momencie myśleć za nich i pomaga spojrzeć z
innej perspektywy na ich problemy – dodaje Barbara Wierzbicka. Jej zdaniem,
przepisy uniemożliwiające pracę wolontariuszom świadczą o braku ludzkiego
podejścia do drugiego człowieka. – Czysto ludzka pomoc nie potrzebuje uchwał i
ustaw – podkreśla.
Hospicjum to nie przedsiębiorstwo
Od dłuższego czasu hospicja biją na alarm: od 1 lipca, gdy wejdą w życie
przepisy ustawy w zakresie rejestracji działalności leczniczej, placówki
działające na zasadzie non profit nie będą mogły korzystać z pomocy
wolontariuszy ani pozyskiwać środków w postaci darowizn i 1 proc. od organizacji
pożytku publicznego. By uniknąć sytuacji, w której hospicja zmuszone zostałyby
do zaprzestania działalności, a chorzy pozbawieni opieki wolontariuszy,
potrzebna jest pilna nowelizacja niefortunnej ustawy. Posłowie próbują naprawić
błąd rządu, w Sejmie odbyło się już pierwsze czytanie poselskiego projektu
nowelizacji ustawy o działalności leczniczej autorstwa Bolesława Piechy. Jego
przyjęcie oznaczałoby zażegnanie likwidacji wolontariatu w hospicjach poprzez
"wyciągnięcie" organizacji świadczących usługi hospicyjne spod rygorów ustawy o
działalności leczniczej. – Jest to kwestia uregulowania statusu prawnego
działalności hospicyjnej prowadzonej przez organizacje, zgromadzenia, fundacje i
stowarzyszenia, które działają na zasadach non profit – tłumaczy poseł Piecha.
Jeśli projekt ten zostanie przyjęty, hospicja nie będą traktowane jak
przedsiębiorstwa. – W związku z tym będą miały prawo do korzystania przede
wszystkim z ustawy o pożytku publicznym i wolontariacie, a co za tym idzie, będą
mogły być zasilane jednoprocentowym odpisem podatkowym – tłumaczy poseł.
Swój projekt nowelizacji ustawy o działalności leczniczej przygotował też resort
zdrowia. Przewiduje on pozostawienie furtki hospicjom tak, aby nie obejmowały
ich wszystkie rygory nastawionych na własny zysk przedsiębiorstw. Hospicja będą
mogły również korzystać z różnego rodzaju darowizn, ponieważ na chwilę obecną
ustawa zakazuje przekazywania darowizn w postaci leków, środków spożywczych
specjalnego przeznaczenia czy wreszcie wyrobów medycznych, jak chociażby
pieluchomajtki. Gdyby dziś ktoś je zakupił i podarował hospicjum, musiałby się
liczyć z karą wynikającą z ustawy o refundacji leków. Jednak problem w tym, że
konsultacje społeczne nad tym projektem mają być prowadzone dopiero w czerwcu. –
Projekt ustawy rządowej zawiera około czterdziestu zmian. Konia z rzędem temu,
kto zdąży go uchwalić przed 1 lipca – powątpiewa Bolesław Piecha. Projekt
rządowy przewiduje likwidację praktyki polegającej na odpłatnym (np. pod
pretekstem pobierania składek członkowskich) zbieraniu środków z 1 proc. podatku
na rzecz organizacji pozbawionych tej możliwości, np. z uwagi na niedopełnienie
obowiązku sprawozdawczego. W nowelizacji widnieje przepis wyraźnie zakazujący
przekazywania środków z 1 proc. podatku na rzecz innych organizacji pożytku
publicznego, które nie figurują w wykazie organizacji do tego uprawnionych. Dla
wielu hospicjów korzystanie z jednoprocentowego odpisu podatkowego jest rzeczą
zasadniczą dla ich działalności.
Wolontariat to powołanie
Hospicjum im. ks. Jerzego Popiełuszki w Bydgoszczy nikomu nie odmawia pomocy.
Wszyscy chorzy leczeni są w nim nieodpłatnie. – Większość naszych pacjentów nie
dość, że jest dotknięta nieszczęściem choroby, to jeszcze znajduje się w trudnej
sytuacji materialnej – wyjaśnia ks. prałat Józef Kubalewski, dyrektor hospicjum.
Obawia się sytuacji, że placówka utraci prawo do 1 proc. jako organizacja
pożytku publicznego i wtedy możliwość funkcjonowania hospicjum zostanie
przekreślona. – Pieniądze z kontraktu podpisanego z Narodowym Funduszem Zdrowia
nie wystarczają na pokrycie wszystkich wydatków. Brak środków na działalność
hospicjum była dotąd rekompensowana właśnie z tego 1 proc. – tłumaczy ks.
Kubalewski. I dodaje: – Z trudem, ale jakoś wiązaliśmy koniec z końcem. Jeśli to
ulegnie zmianie, będziemy bez szans. W Hospicjum im. ks. Jerzego Popiełuszki
posługuje około stu wolontariuszy. – Liczy się nie tylko ich praca, ale przede
wszystkim obecność. To dla tych chorych, których czasem nikt nie odwiedza, jest
bezcennym darem – wskazuje ks. Kubalewski. Opisuje, że między pacjentami a
wolontariuszami zawiązują się niemalże rodzinne więzi, co w terapii jest
niezmiernie ważne. Wolontariuszami w bydgoskim hospicjum są ludzie w różnym
wieku, ale łączy ich to, że – jak mówi ks. Kubalewski – są bardzo oddani swojej
misji. Dlatego nazywa ich dobrymi samarytanami, którzy po prostu towarzyszą
choremu w jego trudnej drodze. – Ewenementem jest dziewięćdziesięcioletni
wolontariusz, którego sprawność i zaangażowanie można tylko podziwiać –
opowiada. Skąd wzięła się tak duża grupa wolontariuszy? W pierwsze wtorki
miesiąca prowadzone są odpowiednie szkolenia, na które zgłaszają się zazwyczaj
dwie, trzy nowe osoby. Są one stopniowo wdrażane do pracy wolontariusza. Jednak
specyfika pracy w hospicjum sprawia, że nie wszyscy wytrzymują i odchodzą. –
Wolontariat to powołanie – zaznacza ks. Pokrzewiński. – Pan Bóg przez pracę
wolontariuszy powołuje do tej służby następnych. Jeśli ta ciągłość zostanie
przerwana, to wkrótce może się okazać, że w ogóle nie będzie wolontariuszy –
dodaje kapłan.
Bogusław Rąpała
