Hipokryta Komorowski

Co Bronisław Komorowski mówił na temat odpowiedzialności rządu za
powódź w 1997 roku? I dlaczego dzisiaj mówi inaczej?

2. kadencja, 111. posiedzenie, 1. dzień, 16 czerwiec 1997 r.
2. punkt
porządku dziennego:
Informacja rządu o:
1) rozmiarach klęski
powodziowej,
2) podjętych i zamierzanych przedsięwzięciach na rzecz pomocy
państwa wszystkim poszkodowanym,
3) przeciwdziałaniu skutkom powodzi i
naprawie powstałych szkód,
4) ewentualnych wnioskach dotyczących zmian w
obowiązujących przepisach prawa dla ułatwienia szybkiego i skutecznego
udzielania pomocy poszkodowanej ludności.

Poseł Bronisław Komorowski:
Państwo polskie poniosło
klęskę, i to klęskę bardzo dotkliwą.
Powoływanie się na bohaterstwo i zasługi
uczestników biorących udział w akcji przeciwpowodziowej nie może przesłonić
ujawnionej słabości państwa. (…) Stoimy dzisiaj w obliczu wielkiego wyzwania,
jakim jest zorganizowanie akcji pomocy rejonom poszkodowanym przez powódź. Temu,
jak sądzę, powinna służyć ta debata dotycząca nowelizacji ustaw, zbudowania
prawa, które ułatwiłoby działanie pozytywne, chodzi nie o likwidowanie stanu
zagrożenia, ale o likwidowanie skutków katastrofy, jaka Polskę dotknęła. Stoimy
dzisiaj w obliczu zadania podliczenia i usuwania skutków przegranej bitwy.
Trzeba jednak zbadać przebieg tej bitwy, trzeba zbadać okoliczności, które
spowodowały, że straty są niezwykle dotkliwe. Nie może być tak, jak sugeruje
koalicja rządząca: rozmawiajmy i mówmy tylko o tym, co będziemy dzisiaj robili,
jak będziemy sprzątali ten krajobraz po bitwie. Musimy dla dobra następnych ekip
rządzących, dla dobra następnych osób, które będą dowodziły w sytuacjach
kryzysowych, dokonać dzisiaj analizy przyczyn klęski, którą poniosło państwo
polskie.

Pytajmy, dlaczego nie zadziałał system ostrzegania

Proszę Państwa! Trzeba zbadać, dlaczego nie zadziałał system ostrzegania i
system monitorowania zagrożeń – pan minister Miller mówił w maju tego roku, że
obrona cywilna dysponuje znakomitym systemem monitorowania zagrożeń, czego
przykładem miały być apele o usuwanie doniczek z parapetów okien w Polsce w
obliczu zbliżających się huraganów. Żadnego huraganu nie było i dzisiaj nasuwa
się pytanie, czy był to blef propagandowy, czy też rzeczywiście dobrze
zorganizowany system monitoringu nie zadziałał, a jeśli nie zadziałał, to
dlaczego. Do takiej wiedzy mają prawo posłowie, a także ci ludzie w Polsce,
którzy znaleźli się oko w oko ze śmiertelnym zagrożeniem, jakie przyniosła
powódź. Musimy wiedzieć, czy słusznie wybrano moment podejmowania decyzji
mobilizujących istniejące środki i siły w Polsce. Oczywiście Polska nie jest
republiką niemiecką, mamy ograniczone środki finansowe, techniczne, materialne,
a także ograniczone zdolności organizacyjne. Jednak naprawdę wielkie pytanie
dotyczy tego, czy te niewystarczające środki zostały na czas użyte, na czas
zmobilizowane. Wiem, że na tych obszarach były jednostki wojskowe, które można
było zmobilizować. 10. dywizja w Opolu, która na czas zmobilizowana potrafiła
niezwykle skutecznie zwalczyć zagrożenie pożarem w Kuźni Raciborskiej w 1992 r.,
wedle mojej wiedzy nie została na czas uruchomiona. Te skromne siły żołnierzy,
którzy w dramatycznych warunkach toczą batalię z powodzią, są niewspółmierne do
realnych możliwości państwa polskiego na samych obszarach zagrożonych powodzią.
Oczywiście ma rację pan minister Dobrzański, mówiąc, że potrzebny jest sygnał,
potrzebna jest decyzja podjęta przez odpowiednie gremia. To nie jest wina
żołnierzy, że znaleźli się w obliczu żywiołu ze skromnymi środkami, skoro nie
zostały one na czas uruchomione i zmobilizowane.

Zła koordynacja

Trzeba zbadać, czy była wystarczająca szansa na koordynację działań służb
wyspecjalizowanych w zwalczaniu zagrożeń powodziowych. Publicznie wypowiadali
się przedstawiciele tych służb, mówiąc o braku łączności, o niemożności
skoordynowania wysiłków służb wyspecjalizowanych i podejmowanych przez
społeczności lokalne. Tajemnicą poliszynela jest to, że w Gdańsku w czasie
katastrofy wieżowca okazało się, że innym systemem łączności dysponuje straż
pożarna, innym wojsko, innym policja, a innym służby miejskie. W Gdańsku
samorząd wyciągnął z tego wnioski. Dzisiaj służby te dysponują ujednoliconym
systemem łączności, sfinansowanym głównie przez samorząd. Obawiam się, że z
tamtej katastrofy nie wyciągnęły odpowiednich wniosków rząd i administracja
państwowa. Nie chodzi o to, żeby dzisiaj krzyczeć na rząd, żeby mu dokopać w
obliczu katastrofy. Chodzi o to, proszę państwa, żebyśmy w tej przedziwnej
batalii, która się odbywa na sali, nie zgubili sprawy najważniejszej –
wyciągnięcia wniosków, aby uniknąć błędów w przyszłości.

Komisja nadzwyczajna ds. powodzi

W związku z tym Koło Konserwatywno-Ludowe wnosi o powołanie komisji
nadzwyczajnej do zbadania działalności organów państwa odpowiedzialnych za akcję
antypowodziową na południu Polski. I naprawdę nie chodzi o to, żeby kogokolwiek
stawiać pod pręgierzem. Chodzi o to, aby rzetelnie, w oderwaniu od batalii
politycznej, a parlament taką szansę czasami stwarza, spróbować zbadać, gdzie
zostały popełnione błędy i co zrobić, aby tych błędów w przyszłości uniknąć. A
że można było uniknąć, są na to dowody.
Przykładem katastrofy jest Wrocław,
prawie 700-tysięczne miasto, jedno z największych miast w Polsce, zatopiony
właściwie bez walki, bez batalii, przy nieudanej próbie wysadzenia w powietrze
wałów obrzuconych paroma granatami w obliczu zdeterminowanych ludzi, przy bardzo
wstrzemięźliwym i niekonsekwentnym postępowaniu władz państwowych i
administracji wojewódzkiej. Ale są także przykłady pozytywne, np. Głogów. Miasto
potrafiło się obronić, proszę państwa. Na czas zmobilizowane siły i środki oraz
zorganizowana obrona dały pozytywny efekt. Należy więc dzisiaj postawić pytanie,
czy rzeczywiście zrobiono wszystko, aby skutki powodziowej katastrofy,
prawdopodobnie na skalę tysiąclecia, w stopniu wystarczającym ograniczyć.

Stan wyjątkowy – tak

Padało tutaj pytanie o stan wyjątkowy. Nie jestem entuzjastą żadnych stanów
wyjątkowych, ale odnoszę wrażenie, że istniał nieuzasadniony lęk przed użyciem
istniejących instrumentów prawnych ze strony koalicji rządzącej. Być może są to
kompleksy stanu wojennego. W moim przekonaniu, jeśli istnieją instrumenty
prawne, które stwarzają przynajmniej szansę na to, że ludzie będą się czuli
zabezpieczeni, że ktoś w sposób nadzwyczajny działa, a tego oczekiwano w Polsce,
to należało z takich instrumentów skorzystać. Jeśli na dodatek stwarzają one
realną szansę skuteczniejszego zarządzania niektórymi obszarami, tym bardziej
należało z tego skorzystać. Nie wolno się bać prawa stworzonego w innych
warunkach politycznych, do innych spraw powołanego – i diabeł może nosić cegłę
na budowę kościoła. W moim przekonaniu, nawet wprowadzenie godziny policyjnej
mogło uchronić obszary objęte ewakuacją przed grabieżą, przed szabrunkiem.

Uruchomić rezerwy celowe

Finanse – sprawa zasadnicza dla terenów objętych powodzią. Rząd oczekuje
wsparcia programu odbudowy poprzez uruchomienie specjalnej emisji jakby pożyczki
wewnętrznej. I słusznie, trzeba szukać takich możliwości. Ale jeśli okaże się,
że choć jedna złotówka z funduszy gromadzonych na walkę ze skutkami powodzi
zostanie wydana na inne cele, to będzie to kompromitacja nie tylko tego rządu,
nie tylko tego parlamentu, ale każdego rządu, każdej władzy w Polsce w
przyszłości. W związku z tym wydaje się nam, że w sytuacji, w której rząd dostał
co najmniej żółtą kartkę, jeśli nie czerwoną, należy do stworzenia mechanizmu
kontroli nad finansami powołać komisję nadzwyczajną zaufania publicznego, która
by na bieżąco analizowała, badała i potwierdzała zasadność wydanych sum
zgromadzonych w nadzwyczajny sposób na nadzwyczajne cele. W moim przekonaniu,
komisja zaufania publicznego mogłaby się składać z byłych ministrów finansów,
także z pana ministra Kołodki, żeby nie było wątpliwości. Sądzę, że komisja ta
powinna badać także (pana ministra Borowskiego również) rezerwy, sposób
wydawania tych rezerw celowych. (…)
Bitwę przegraliśmy. Dzisiaj możemy
tylko walczyć ze skutkami katastrofy. Obawiam się, że i tego rząd się boi –
wzięcia pełnej odpowiedzialności. Padały tutaj sugestie o podzieleniu się
odpowiedzialnością. Opozycja, jeśli chce być opozycją sensowną, konstruktywną, w
takich sytuacjach nie może uchylać się od odpowiedzialności za wspólne działania
zmierzające do poprawienia stanu rzeczy, uratowania tego, co się da uratować.
Nie może to jednak oznaczać, że opozycja nie będzie miała prawa krytykować tego,
co się wydarzyło w sposób katastrofalny w Polsce. Obawiam się, że rząd próbuje
przerzucić na barki opozycji przynajmniej część odpowiedzialności za katastrofę.
Opozycja jest gotowa wziąć część odpowiedzialności za walkę ze skutkami
katastrofy. Polityczna odpowiedzialność za nieprzygotowanie państwa spoczywa
zawsze na tych, którzy dźwigają całość odpowiedzialności za państwo, spoczywa na
rządzie, prezydencie i większości parlamentarnej (oklaski).

drukuj