Górale wykluczeni cyfrowo

Po zamknięciu nadajników analogowych mieszkańcy terenów górskich
nawet na dziesięć miesięcy mogą zostać pozbawieni możliwości odbioru TVP.
Jeszcze poważniejszy problem dotyczy półtora miliona ubogich rodzin, które mogą
w ogóle stracić dostęp do telewizji.

Takie wnioski płyną wprost z informacji przewodniczącego Krajowej Rady
Radiofonii i Telewizji Jana Dworaka przygotowanej dla posłów z sejmowej Komisji
Kultury i Środków Przekazu. Dworak zapewnił, że nie ma zagrożenia dla procesu
wyłączania naziemnych analogowych nadajników telewizyjnych i przechodzenia na
sygnał cyfrowy. Nadawanie analogowe ma zostać definitywnie zakończone 31 lipca
2013 roku. Ten proces ma jednak przebiegać stopniowo, bo najwcześniej mają
zostać wyłączone tradycyjne nadajniki zlokalizowane w Zielonej Górze i Żaganiu –
stanie się to 7 listopada br. Jeszcze w tym roku to samo spotka nadajniki w
Gdańsku, Poznaniu i Iławie, a np. obie analogowe stacje nadawcze w Warszawie (na
Pałacu Kultury i Nauki oraz w Raszynie) zamilkną 19 marca 2013 roku. Ostatnie
nadajniki mają być wyłączane w lipcu przyszłego roku.

Trzeci multipleks z poślizgiem
Ta sprawa nie budzi w zasadzie żadnych emocji. Problemy dotyczą za to
uruchamiania naziemnej telewizji cyfrowej. Bo oto Jan Dworak poinformował
posłów, że opóźni się włączanie trzeciego cyfrowego multipleksu, który będzie
emitował programy telewizji publicznej. Pierwotnie trzeci multipleks miał zostać
uruchomiony w tym samym momencie, gdy zniknie telewizja analogowa, czyli pod
koniec lipca przyszłego roku, ale nastąpi to dopiero w kwietniu 2014 roku.
Dlaczego? Otóż w pierwszej wersji programu cyfryzacji przyjęto, że kanały TVP
oraz ogólnopolskich stacji komercyjnych (Polsat, TVN, TV4 i Puls) będą
rozpowszechniane na pierwszym multipleksie (MUX-1). Ale z powodów technicznych
stało się to nierealne. – W związku z brakiem możliwości wyboru przez nadawców
koncesjonowanych i Telewizję Polską wspólnego operatora technicznego dla
pierwszego multipleksu zdecydowano przenieść rozpowszechnianie programów Polsat,
TVN, TV4 i Puls na drugi multipleks – wyjaśnił Jan Dworak. TVP trafiła na trzeci
multipleks (MUX-3), a miejsca na pierwszym KRRiT rozdysponowała w odrębnym
postępowaniu koncesyjnym. To właśnie o jedno z tych miejsc starała się
bezskutecznie Fundacja Lux Veritatis dla Telewizji Trwam. Czasowo TVP zajmuje
trzy miejsca na MUX-1 i ma je zwolnić do 27 kwietnia 2014 r., gdy ruszy właśnie
MUX-3. Z kolei do końca tego roku KRRiT ma ogłosić konkurs na trzy kanały na
multipleksie pierwszym, które zwolni telewizja publiczna.
Ale oto pojawił się bardzo poważny problem, bo między lipcem 2013 roku a
kwietniem 2014 roku dostępu do programów telewizji publicznej mogą być
pozbawieni mieszkańcy części Polski, głównie terenów górskich. Dlaczego? Otóż
teraz telewizyjny sygnał analogowy na te tereny także dociera z problemami z
powodu ukształtowania terenu, ale dzięki tzw. przemiennikom jest wzmacniany i
nie ma większych kłopotów z odbiorem TVP. MUX-3 miał telewizji publicznej
zapewnić wystarczający zasięg w górach. Skoro jednak nie ruszy on latem 2013
roku, mieszkańcy południa Polski mogą zostać pozbawieni dostępu do TVP. –
Program cyfryzacji jest zagrożony – ostrzega poseł Elżbieta Kruk (PiS), była
przewodnicząca KRRiT. – W górach przez pół roku nie będzie telewizji, bo nie
przewidziano, co się stanie po wyłączeniu nadajników analogowych, a przed
włączeniem cyfrowego – podkreśla poseł Kruk.

Czarna plama na ekranie
– Problem polega na tym, że sygnał analogowy, nawet jeśli dociera do nas do domu
z zakłóceniami, to w lepszej lub gorszej jakości można jeszcze obejrzeć dany
program. A sygnał cyfrowy musi trafić do odbiornika "czysty", bez zakłóceń.
Inaczej na ekranie będzie tylko czarna plama. Dlatego tak ważne jest bardzo
dokładne pokrycie kraju cyfrowymi stacjami nadawczymi – tłumaczy w rozmowie z
"Naszym Dziennikiem" Karol Kołakowski, pracownik firmy montującej systemy do
odbioru naziemnej telewizji cyfrowej. – Może być więc tak, że w górach będzie
odbierany sygnał z multipleksu drugiego, gdzie nadają kanały komercyjne, a TVP
rzeczywiście zniknie z telewizorów, a w niektórych miejscach w ogóle nie będzie
można odbierać polskich stacji, jeśli ktoś nie będzie miał anteny satelitarnej –
dodaje.
Co więc proponuje Jan Dworak? Zdaniem przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii
i Telewizji, "niezbędne jest przeprowadzenie analizy konieczności uruchomienia
stacji doświetlających w oparciu o pomiary zasięgów już pracujących stacji
nadawczych pierwszego i drugiego multipleksu". – Te informacje pozwolą określić
luki w pokryciu zasięgiem obszarów górskich i przesądzić o konieczności
uruchomienia stacji doświetlających – wyjaśnia Dworak. Poseł Barbara Bubula
(PiS), były członek KRRiT, uważa, że takie analizy powinny już być gotowe, skoro
Jan Dworak od dawna wiedział o tym, że opóźni się uruchomienie trzeciego
multipleksu. Co więc do tej pory robiła Krajowa Rada? Według Barbary Bubuli,
władze powinny skorzystać z rozwiązań stosowanych w innych krajach, gdzie też
przechodzono na cyfrowe nadawanie naziemne. Tam rządy dopłacały np. do zakupu
anteny satelitarnej mieszkańcom terenów, gdzie nie docierał sygnał telewizyjny.
Ale wątpliwe, aby u nas minister finansów zgodził się na taką "ekstrawagancję" i
dodatkowe wydatki z budżetu (samo zainstalowanie anteny satelitarnej z dekoderem
to wydatek nawet kilkuset złotych).

Podręczniki albo telewizja
Ale problem cyfryzacji to nie tylko kwestia uruchomienia MUX-3. Okazuje się
bowiem, że wiele rodzin może wkrótce definitywnie stracić możliwość odbierania
zarówno programów TVP, jak i innych nadawców. Gdy wyłączone będą nadajniki
analogowe, a włączone zostaną cyfrowe, z ich starych telewizorów zniknie
jakikolwiek obraz, bo nie są one przystosowane do odbioru programów w nowym
formacie. – Żeby bez przeszkód oglądać telewizję cyfrową, trzeba mieć albo
specjalny dekoder, albo telewizor w systemie MPEG-4 – przypomina Karol
Kołakowski. – Telewizor to wydatek co najmniej 1,5 tys. złotych. Tańszy jest
dekoder, bo z montażem kosztuje ponad 100 złotych. Ale nawet taki wydatek dla
wielu ludzi jest za duży. Wiem to z własnego doświadczenia, bo mamy klientów,
którzy pytają o dekodery, a gdy słyszą ich ceny, rezygnują z zakupu. Oni muszą
nawet 100 zł zaoszczędzić przez kilka miesięcy, żeby było ich stać na taki zakup
– relacjonuje nam Kołakowski. Podobne sygnały otrzymaliśmy także z wielu innych
firm instalujących urządzenia telewizyjne. Dla ubogich rodzin nie jest też
żadnym wyjściem zakup zestawu do odbioru cyfrowej telewizji satelitarnej, bo
jest droższy niż dekoder naziemny, a do tego trzeba jeszcze co miesiąc opłacać
dodatkowy abonament. Takimi informacjami nie są wcale zdziwieni choćby
pracownicy socjalni, na co dzień stykający się z biedą polskich rodzin. Według
ekspertów, z powodu braku pieniędzy wykluczenie cyfrowe może dotyczyć nawet 1,5
mln polskich rodzin. To wynika po prostu ze skali ubóstwa, które zresztą z
powodu choćby rosnących cen większości produktów i usług jest u nas coraz
większe. Niewykluczone więc, że już niedługo tacy ludzie będą występować do
ośrodków pomocy społecznej o dodatkowe zasiłki na zakup dekoderów. Jeśli nawet
będą na to pieniądze, to raczej z kasy samorządu niż budżetu państwa. Choć i to
jest wątpliwe, bo gminom brakuje funduszy na zasiłki na zakup żywności czy ubrań
dla ubogich, więc trudno będzie im wygospodarować fundusze na dekodery. Zresztą
rząd tego problemu nie dostrzega, bo do tej pory nie przedstawił żadnego
programu pomocy dla ubogich rodzin, korzystających z pomocy społecznej, w
zakupie dekoderów czy wymianie telewizorów.

Boni nie przychodzi
O problemach związanych z cyfryzacją miała dyskutować na czwartkowym posiedzeniu
sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu. Miała, ale po kilku minutach
posiedzenie komisji przerwano i przełożono co najmniej o kilka tygodni. Powód:
posłowie nie otrzymali od rządu informacji na piśmie i nie mieli nad czym
dyskutować. Posłów od razu zdziwiła nieobecność na tak ważnym posiedzeniu
ministra administracji i cyfryzacji Michała Boniego (PO), który – jak
poinformowała przewodnicząca komisji Iwona Śledzińska-Katarasińska (PO) –
przysłał do Sejmu w zastępstwie prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej
Magdalenę Gaj. Tylko że to Michał Boni odpowiada za cyfryzację w Polsce, a nie
szefowa UKE. Jeszcze gorzej, że poza informacją przewodniczącego KRRiT posłowie
nie mieli żadnych materiałów do dyskusji. – Nie ma nic z Urzędu Komunikacji
Elektronicznej ani z ministerstwa cyfryzacji. Powinniśmy dostać jakiś materiał –
protestowała poseł Elżbieta Kruk. – To jest przejaw lekceważenia przez rząd
komisji sejmowej – podkreśliła. Iwona Śledzińska-Katarasińska odpowiedziała, że
zgadza się z opinią poseł Kruk. – Rozumiem pani zastrzeżenia, ale bez ostatniego
słowa – powiedziała przewodnicząca komisji kultury i zarządziła przerwę w
obradach do czasu przedstawienia przez ministra Boniego i prezes Gaj pisemnej
informacji o stanie cyfryzacji kraju. Gdy zapoznają się z nim posłowie, będzie
możliwa jakakolwiek dyskusja.

Krzysztof Losz
 

drukuj