Giełdę czeka schłodzenie

Pogłębienie kryzysu euro spowodowane groźbą zapaści w Hiszpanii oraz
trudna sytuacja polskich spółek deweloperskich i sektora budowlanego nie wróżą
dobrze warszawskiej giełdzie, która po ubiegłorocznym tąpnięciu dotąd się nie
podniosła.


Agencja Standard & Poor´s obniżyła wczoraj rating długu Hiszpanii do
BBB+. O ponad 25 proc. spadł w ciągu ostatniego roku główny indeks warszawskiej
giełdy WIG20, a cały WIG obejmujący wszystkie spółki notowane na parkiecie – o
21 procent. Spadek indeksów to inaczej spadek łącznej wartości spółek notowanych
na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, mierzonej wielkością przyszłych
zysków, zdyskontowanych przez ryzyko inwestycyjne. Giełda wyraźnie, niczym
termometr, wskazuje na ochłodzenie koniunktury, osłabienie perspektyw
gospodarczych i nadciągające do Polski spowolnienie. Tąpnięcie na giełdzie
nastąpiło na przełomie lipca i sierpnia ubiegłego roku i zbiegło się z wybuchem
kryzysu w strefie euro, zainfekowanej kryzysem greckim. Od tej pory notowania
idą to w górę, to w dół, ale 25-procentowy dystans od ubiegłorocznego szczytu
wciąż się utrzymuje.

– Kryzys w strefie euro został zdyskontowany poprzez 25-procentowy spadek WIG20.
Fakt, iż poprzedni poziom indeksów się nie odbudował, potwierdza tylko, że
pierwotne obawy inwestorów co do perspektyw rozwoju w Polsce pozostały na
obniżonym poziomie – komentuje dr Cezary Mech, wiceminister finansów w rządzie
PiS.

Eurozamrażarka

Ostatnie spadki na warszawskiej giełdzie także bardzo wyraźnie wiążą się z
kryzysem euro. Według najnowszych doniesień, dramatycznie pogarsza się sytuacja
finansów publicznych Hiszpanii oraz jej sektora bankowego. Kraj czekają w tym
roku cięcia i podwyżki podatków na kwotę 36 mld euro, co po raz kolejny w ciągu
ostatnich 3 lat zepchnie Hiszpanię w głęboką recesję i pogłębi jej zadłużenie w
relacji do PKB. Wczoraj agencja Standard & Poor´s obniżyła rating długu
Hiszpanii do BBB+. Wpompowana niedawno w banki eurostrefy tania pożyczka z EBC w
wysokości 1 bln euro, wydana głównie na "interwencyjny" skup hiszpańskich
obligacji państwowych, wsiąkła jak w gąbkę i dziś nie zostało po niej nawet
śladu. Chociaż banki hiszpańskie wzięły aż 200 mld euro z EBC, a dodatkowo
zredukowały pożyczki na rynku hiszpańskim o 54 mld euro, to na całą aktywność,
tj. zakup obligacji rządowych oraz akcję kredytową dla przedsiębiorstw, mają w
tym roku tylko 21 mld euro, gdy na samo sfinansowanie obligacji potrzeba dwa
razy tyle (47 mld euro), nie mówiąc o kredytowaniu gospodarki. Z kraju masowo
wycofują się zagraniczni inwestorzy. Zaangażowanie inwestorów zagranicznych w
obligacje hiszpańskie spadło z 44 do ok. 33 procent. Ponadto wycofali oni 116
mld euro depozytów z hiszpańskich banków.

– Wszystko wskazuje na to, że interwencja EBC nie powstrzymała schładzania
hiszpańskiej gospodarki, która już wpadła w recesję. Jest ona schładzana
podwójnie – z jednej strony za sprawą redukcji środków publicznych i wycofywania
inwestorów prywatnych, z drugiej – przez redukcję aktywności kredytowej banków w
Hiszpanii i oczekiwanego zdelewarowania banków w całej strefie euro na poziomie
2 bln euro – zwraca uwagę dr Mech.

Budowlanka pociągnie parkiet?
 

Według sondażu przeprowadzonego w ostatnich dniach przez Agencję Reutera,
kraje peryferyjne eurostrefy takie jak Hiszpania, Grecja i Portugalia brną w
coraz głębsze kłopoty, a ich plany równoważenia finansów są nierealistyczne, co
zapowiada pogłębienie kryzysu wspólnej waluty.
To zła wiadomość dla giełdy, przed którą i bez tego kłębią się problemy. –
Charakterystyczne, że spadek indeksów na warszawskim parkiecie utrzymał się mimo
napływu do Polski kapitału w postaci euro z funduszy europejskich i olbrzymiej
podaży walutowej Fed i EBC – zwraca uwagę dr Mech. – Podaż pieniądza na giełdzie
spadła. Dzienne obroty wynoszą obecnie 300-600 mln zł, podczas gdy wcześniej
sięgały nawet 2 mld zł – zwraca uwagę Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK.
Jest to, w jego opinii, efekt drastycznego pogorszenia sytuacji finansowej firm
obecnych na giełdzie, zwłaszcza deweloperów i firm sektora budowlanego, które
mają niespłacone kredyty, a wobec podwykonawców – niezapłacone faktury. –
Wartość niezapłaconych faktur oraz roszczeń z tytułu budowy dróg i autostrad
sięga 3 mld złotych. To grozi upadłością wielu firm – ocenia Szewczak. Niedawne
ogłoszenie przez sąd upadłości likwidacyjnej spółki Dolnośląskie Surowce Skalne
(DSS), na razie nieprawomocne, może okazać się, zdaniem ekonomisty, iskrą na
proch dla warszawskiej giełdy.

Małgorzata Goss

drukuj