Gdyby tylko pozwolono im się urodzić
Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku mnie z
ziemi!
(Rdz 4,10).
„Sumienie, zarówno indywidualne, jak i społeczne, jest dziś narażone – między
innymi na skutek natarczywego oddziaływania środków przekazu – na bardzo poważne
i śmiertelne niebezpieczeństwo; polega ono na zatarciu granicy między dobrem a
złem w sprawach dotyczących fundamentalnego prawa do życia” – czytamy w 24.
punkcie „Evangelium vitae”. Właśnie dziś przypada kolejna rocznica tragicznej w
skutkach ustawy z 1956 roku, która doprowadziła do ogromnego wyniszczenia
fizycznego i moralnego naszego Narodu. Od momentu jej wprowadzenia do 1993 roku
zabito w łonach matek wiele milionów ludzi. Tych ludzi dzisiaj po prostu
brakuje. Jak ogromna to strata, nie sposób nawet oszacować. Nikt przecież nie
umie zmierzyć oceanu cierpień tych matek, całych rodzin, a w konsekwencji całego
społeczeństwa.
Nie jesteśmy w stanie nawet wyobrazić sobie, kim byliby
ludzie, którym nie pozwolono się urodzić. To bardzo bolesna karta w naszej
historii. Mimo że nie możemy tego odwrócić, to możemy i musimy wyciągnąć
wnioski. Życie każdego człowieka jest jednakowo cenne i ważne. Nie ma żadnych
przesłanek, aby uważać, że jest inaczej. Istota ludzka w każdej fazie swojego
życia jest człowiekiem. Od momentu poczęcia do śmierci posiada własne, jej tylko
właściwe wyposażenie genetyczne warunkujące jej odrębność i wyjątkowość wśród
innych. Warunki zewnętrzne oczywiście wpływają na rozwój potencjału osoby, nie
ulega też wątpliwości, że przerwanie życia człowieka stanowi jego ziemskie
zniszczenie. Współczesna nauka nie spiera się już o początek, który następuje w
momencie połączenia się gamet rodzicielskich. Genetyka i embriologia wyjaśniają
od strony biologicznej fakt zaistnienia nowego człowieka i etapy jego
rozwoju.
Obecnie zwolennicy zabijania dzieci w łonach matek gorączkowo
szukają innych „argumentów”. Przede wszystkim znaczenie nadaje się posiadaniu
praw do pewnych zachowań, w tym także do zabijania. Spotykamy się przy tym z
bardzo pokrętną, niespójną interpretacją zapisów prawa stanowionego, które nie
chroni w sposób wystarczający prawa każdego człowieka do życia, chociaż
międzynarodowe dokumenty, przyjęte przez wszystkie cywilizowane państwa świata,
teoretycznie tak stanowią. W opozycji stawiane są także prawa matki w stosunku
do praw dziecka, w konsekwencji czego to ona „może” zadecydować o ciągłości
życia własnego potomstwa (ale tylko w przypadku, gdy się jeszcze nie narodziło,
po urodzeniu sprawa diametralnie się zmienia). A przecież właśnie matka, często
pozostawiona samej sobie, po aborcji ponosi przez całe życie konsekwencje takiej
decyzji.
Zaistnienie nowego życia jest wydarzeniem epokowym nie tylko dla
rodziców, ale dla całego społeczeństwa. Żyjemy przecież nie tylko dla siebie,
ale przede wszystkim dla innych. Toteż zgoda lub niezgoda na ustanowienie praw i
działań służących życiu bądź w nie wymierzonych należą do kwestii zasadniczych,
a prawo do życia, bez wyjątku dla każdego człowieka, jest fundamentem ludzkiej
cywilizacji.
Ojciec Święty Jan Paweł II napisał w „Evangelium vitae”:
„Osłabienie wrażliwości na Boga i człowieka, wraz z wszystkimi tego zgubnymi
konsekwencjami dla życia, dokonuje się w głębi sumienia. Chodzi tu przede
wszystkim o sumienie każdego człowieka, który w swojej jedyności i
niepowtarzalności staje przed Bogiem. Ale w pewnym sensie chodzi tu też o
'sumienie’ społeczeństwa; jest ono w jakiś sposób odpowiedzialne nie tylko
dlatego, że toleruje albo popiera zachowania wymierzone przeciw życiu, ale także
dlatego, iż kształtuje 'kulturę śmierci’, posuwając się nawet do tworzenia i
utrwalania prawdziwych 'struktur grzechu’, wymierzonych przeciw życiu”. Możemy i
musimy stanąć po stronie życia w czynach i modlitwie przebłagalnej. Każdy, kto
rozumie, kto może – niech włączy się w ogólnoświatową krucjatę modlitewną w
intencji życia.
Hanna Wujkowska
