Gdy polityk zostawia wiarę za drzwiami gabinetu

Z Anne-Marie Quinn z Health Service Executive w Dublinie (Irlandia),
absolwentką Instytutu Jana Pawła II w Melbourne (Australia), uczestnikiem i
prelegentem toruńskiego kongresu, rozmawia o. dr Krzysztof Bieliński CSsR

Tematyka międzynarodowego kongresu, na który przyjęła Pani zaproszenie WSKSiM
w Toruniu, dotyczyć będzie katolików i polityki. Jaka będzie idea przewodnia
Pani wystąpienia?

– Jest wiele podobieństw pomiędzy tym, co dzieje się w życiu Kościoła i w sferze
polityki w Polsce i w Irlandii. Oba kraje od początku swego istnienia mocno
utożsamiały się z chrześcijaństwem, mają także silne kulturowe powiązania z
katolicyzmem. Ponadto nasze kraje doznały wielu cierpień, m.in. w czasie
okupacji i w wyniku prześladowań. Współcześnie nasze państwa stoją w obliczu
kryzysu dojrzałości chrześcijańskiej oraz prawdziwego życia wiarą.
Chrześcijaństwo zostało zastąpione przez nihilizm egzystencjalny, który odrzuca
życiowe cele oraz tradycyjne wartości, w zamian proponując prosty hedonizm.
W moim wystąpieniu zatytułowanym "Wzlot i upadek celtyckiego tygrysa: w
poszukiwaniu wspólnej podstawy w zsekularyzowanej kulturze" zamierzam wskazać na
kilka najważniejszych problemów, z jakimi zmaga się kultura irlandzka, Kościół,
polityka. Będę mówić o związkach między tożsamością narodową i katolicyzmem, o
nieudolnym politycznym przywództwie, a także o wzmagającej się tendencji do
czerpania z polityki jedynie własnych korzyści, przy jednoczesnym zepchnięciu na
margines troski o dobro wspólne. Chcę pokazać kilka płaszczyzn, na których
chrześcijanie mogliby znaleźć wspólny język w obliczu coraz wyraźniej
zsekularyzowanej kultury. Opowiem także o kilku projektach, w które zaangażowani
są irlandzcy katolicy.

Zarówno obecnie, jak i w czasach reżimu komunistycznego wmawiano nam,
Polakom, że Kościół nie ma prawa wtrącać się do polityki. Jak to wygląda w
Irlandii?

– Dawniej irlandzki Kościół i państwo były od siebie zależne. Krytykowano to
jako nieefektywny sposób rządzenia państwem i drogę uniemożliwiającą Kościołowi
otwarte działanie. Obecnie sytuacja zupełnie się odwróciła, ponieważ głos
Kościoła w Irlandii rzadko brany jest pod uwagę w dyskusjach na temat
wprowadzanych przez rząd nowych ustaw dotyczących np. zdrowia czy edukacji – a
zatem kwestii ważnych także z punktu widzenia Kościoła.
Ostatnio w irlandzkim parlamencie omawiane były dwie ustawy. Pierwsza związana z
wprowadzeniem jedynie cywilnego uprawomocniania związków, druga dotycząca
relacji pomiędzy wolnością religijną i głosem sumienia a irlandzkim
prawodawstwem. Podczas debaty dwaj irlandzcy politycy poczynili uderzające
komentarze. Pierwszy stwierdził, że wartości religijne powinny być zostawiane za
drzwiami gabinetów politycznych. Podkreślił przy tym, iż żaden polityk nie
powinien pozwolić, aby owe wartości utrudniały podejmowanie decyzji
politycznych. Drugi polityk odnosił się wprost do Kościoła w Irlandii i
powiedział, że Kościół nie ma prawa "zakłócać interesów państwa", a biskupi
powinni zajmować się "duchowymi potrzebami swoich parafii". Ten drugi komentarz
odnosił się do skandalów, które wstrząsnęły Kościołem, zarówno w Irlandii, jak i
na całym świecie, i miały istotny wpływ na moralny autorytet Kościoła.

W Polsce politycy często deklarują, że są katolikami, a jednak nie postępują
według moralnego i społecznego nauczania Kościoła, np. nie sprzeciwiają się
metodzie in vitro. Dostrzega Pani podobny rozdźwięk między wiarą a życiem w
Irlandii?

– Większość Irlandczyków to ochrzczeni katolicy, jednak tylko niewielki procent
z nich to katolicy praktykujący. Nawet wśród tych praktykujących jest wielu
takich, którzy nie zgadzają się z nauczaniem Kościoła w kwestiach moralnych i
społecznych.
Właściwie w Irlandii rozwinął się nowy moralny absolutyzm, który zawładnął
sercami zarówno katolików, jak i ludzi niebędących katolikami. Ponad wszelkie
wartości wynosi on równość. Niesie wielkie zagrożenie dla wolności religijnej,
nie tylko jeśli chodzi o polityków, którzy powinni mieć prawo dokonywania wyboru
zgodnego ze swoim sumieniem, ale także społeczeństwu jako całości, ponieważ
równość – rozumiana jako legalizacja związków osób tej samej płci – jest uważana
za bardziej fundamentalną niż te wartości, które tradycyjnie uznawane były za
ważniejsze, jak np. małżeństwo.
Co więcej, zauważamy, że ten nowy moralny absolutyzm utrudnia właściwą
współpracę pomiędzy Kościołem a państwem, uznając równość za nową najwyższą
normę, która nie bierze pod uwagę innych wartości, jak np. prawo do życia.

Czy będzie to Pani pierwsza wizyta w Polsce? Co sądzi Pani o kraju, z którego
wywodzi się Jan Paweł II i społeczny ruch "Solidarność"?

– To będzie moja druga podróż do Polski. Pierwsza odbyła się w 2007 roku. W
Warszawie odbywał się wówczas Światowy Kongres Rodzin. Byłam niezwykle
podekscytowana wizytą w kraju, w którym urodził się Papież Jan Paweł II. To
jedyny Papież, jakiego znałam, aż do czasu, kiedy wybrany został Benedykt XVI, w
2005 roku. Zawsze będę czuła szczególną sympatię do Jana Pawła II, gdyż miałam
okazję zagłębić się w jego dzieła dotyczące bioetyki, małżeństwa i rodziny,
podczas moich studiów doktoranckich w Melbourne, w Australii, w jednym z 11
instytutów noszących imię Jana Pawła II.

Dziękuję za rozmowę.
Tłumaczenie dr Imelda Chłodna

drukuj