Fukushima znów dymi

Nad uszkodzoną przez zeszłotygodniowe trzęsienie ziemi i falę tsunami
elektrownią atomową Fukushima I znów unosił się wczoraj dym. Agencja
bezpieczeństwa nuklearnego podkreśla jednak, iż nie wie, co było jego przyczyną.
Tymczasem służby ratunkowe informują, że wciąż rośnie bilans ofiar kataklizmu.
Zdaniem japońskiej policji, należy mówić o łącznej liczbie 16 tys. zabitych bądź
zaginionych.

Dym zaczął się wczoraj rano unosić nad reaktorem nr 2, gdzie kilka dni wcześniej
doszło do eksplozji. Rzecznik japońskiej agencji bezpieczeństwa nuklearnego
podkreślił, iż nie są znane przyczyny jego wystąpienia. Jego zdaniem, dym mógł
być związany z uszkodzeniem, do którego doszło podczas ostatniej eksplozji.
Eksperci mówią jednak, iż nie można wykluczyć, że doszło do kolejnego wybuchu.
Agencja wyraziła również nadzieję, że do dzisiejszego dnia uda się naprawić
cztery kable elektryczne, które dostarczają prąd do dwóch reaktorów. Podłączenie
tych kabli wznowi bowiem zasilanie systemów chłodzących w elektrowni. Japońskie
Siły Samoobrony poinformowały bowiem, że nie będą już schładzać reaktorów
poprzez zrzucanie wody morskiej ze śmigłowców, oddelegowując do tego zadania
wojsko, któremu oddano do dyspozycji wozy strażackie. Agencja Kyodo podała, że
do pomocy wysłano też z Tokio 130 strażaków.
Również wczoraj Japonia przyznała, iż rzeczywiście sytuacja w uszkodzonej
elektrowni jest gorsza, niż początkowo sądziła, i podniosła z 4 do 5 jej ocenę w
7-stopniowej Międzynarodowej Skali Wydarzeń Nuklearnych i Radiologicznych (INES).
To z kolei, jak zauważa Agencja Associated Press, na którą powołuje się PAP,
stawia sytuację w japońskiej elektrowni na równi z wypadkiem z 1979 roku w
elektrowni Three Mile Island w amerykańskim stanie Pensylwania. Agencja
wyjaśnia, że w skali INES poziom 4. opisywany jest jako mający lokalne
następstwa, z kolei poziom 5. – ma już dalej idące konsekwencje. Charakteryzuje
się on m.in. poważnymi uszkodzeniami rdzeni paliwowych, przedostaniem się do
atmosfery znacznych ilości związków promieniotwórczych oraz dużym
prawdopodobieństwem "znaczącego wystawienia na nie społeczeństwa". Tymczasem
zdaniem francuskiej agencji nadzorującej bezpieczeństwo w elektrowniach
atomowych, Japonia powinna ocenić wypadek w Fukushimie na 6. Ponadto
przebywający w Japonii dyrektor generalny oenzetowskiej Międzynarodowej Agencji
Energii Atomowej (MAEA) Yukiya Amano podkreślił, że uważa sytuację w Japonii za
"skrajnie niebezpieczny wypadek wymagający międzynarodowej współpracy". –
Społeczność międzynarodowa jest tym skrajnie zaniepokojona. Ważne, by ściśle
współpracować, walcząc z tym [kryzysem] – dodał w rozmowie z dziennikarzami.
Najnowsze dane dotyczące ofiar kataklizmu, który nawiedził północno-wschodnią
Japonię, mówią o 6539 zabitych i 2409 rannych. Przy czym w dalszym ciągu około
10 tys. osób uznaje się za zaginione. Tydzień po tragicznej katastrofie tysiące
Japończyków uczciło wczoraj minutą ciszy pamięć jej ofiar dokładnie w godzinę
katastrofy, czyli o godz. 14.46 czasu miejscowego.

 

Marta Ziarnik
 

drukuj