Fatalna akcja Policji
Prokuratura Okręgowa w Katowicach wszczęła śledztwo dotyczące wtorkowej
akcji policyjnych antyterrorystów w tym mieście. Oddział wtargnął do mieszkania
postronnych osób. Zdemolował je i pobił dwoje niewinnych ludzi.
Jak zauważyła prokurator Marta Zawada-Dybek, rzecznik prasowy katowickiej
prokuratury, śledztwo wszczęto "z uwagi na wagę sprawy". – Wyjaśniamy, czy w
związku z tym zdarzeniem doszło do przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy
policji. Prokuratorzy podejmują intensywne działania zmierzające do wyjaśnienia
tego zdarzenia – mówiła prokurator na wczorajszej konferencji prasowej.
Zawada-Dybek dodała, że policjanci użyli siły fizycznej wobec obu przebywających
w mieszkaniu osób. Doszło też do zniszczenia mienia wartości 15 tys. złotych.
Pokrzywdzeni: kobieta i mężczyzna, mieli zostać przesłuchani wczoraj ale – jak
zaznacza rzecznik katowickiej prokuratury – z uwagi na doznane przez nich
obrażenia i ich stan emocjonalny nie było to możliwe. Przesłuchanie zostało
przesunięte na "najbliższy możliwy czas". Do fatalnej pomyłki policji doszło w
miniony wtorek. Antyterroryści weszli do jednego z mieszkań na katowickim
osiedlu, gdzie brutalnie pobili dwie osoby: kobietę i mężczyznę. Według relacji
policji funkcjonariusze dostali we wtorek informację, że w mieszkaniu przy ul.
Orkana w Katowicach przebywa poszukiwany uzbrojony przestępca, związany z
przestępczością samochodową. Wysłani tam antyterroryści wtargnęli wieczorem do
jednego z mieszkań. W środku nie było jednak przestępcy, tylko dwoje
mieszkających tam ludzi – kobieta i mężczyzna. Poszukiwany mężczyzna został
później zatrzymany w innym mieszkaniu w tym samym budynku. Funkcjonariusze
brutalnie pobili lokatorów, kopali ich po twarzy, nogach, ciągnęli za włosy po
podłodze. Okazało się, że policja pomyliła piętra, w dodatku dwukrotnie – na
kolejnym piętrze antyterroryści również omyłkowo weszli do mieszkania i
obezwładnili innego mężczyznę. Groźny przestępca został złapany dopiero za
trzecim podejściem.
Policja przeprasza
– Chciałbym wyrazić swoje najszczersze ubolewanie, że doszło do tej fatalnej
w skutkach pomyłki – mówił wczoraj Andrzej Gąska, rzecznik śląskiej policji.
Zastrzegł jednak, że nie doszłoby do użycia siły, gdyby para "nie stawiała
oporu". Zwrócił też uwagę, że procedury w takich przypadkach zależą od tego, w
jaki sposób zachowują się dane osoby. – Jeżeli mamy do czynienia z czynnym
oporem, to wtedy te działania są bardziej eskalacyjne. Tu było coś w rodzaju
oporu państwa, którzy byli w tym mieszkaniu. Nie było woli współpracy, nie było
momentu wpuszczenia, otwarcia drzwi, by policjanci mogli wejść i sprawdzić
dokładnie, czy nie przebywa tam ten niebezpieczny poszukiwany przestępca –
zaznaczył rzecznik śląskiej policji. Jak tłumaczył, "jeśli taka sytuacja
przebiega pokojowo, to wtedy i działania policjantów nie zawierają elementów
użycia siły". Pobita para tłumaczy jednak, że przytrzymywała drzwi, nie chcąc
wpuścić funkcjonariuszy, gdyż myślała, że to bandyci podający się za
policjantów. – Usłyszałem: "Otwierać!". Nawet nie wiedziałem, że to policja. To
padło, jak już leżałem i blokowałem drzwi. Ale wtedy to każdy bandzior krzyczy,
że policja, żeby otworzyć, bo to przecież łatwiejsze – relacjonował w mediach
napadnięty mężczyzna. Z kolei kobieta opowiadała, że razem z mężczyzną próbowała
przytrzymać drzwi, bo człowiek w kominiarce nie pokazał żadnej legitymacji. Z
poszkodowanymi zamierza spotkać się nadinsp. Dariusz Działo, komendant
wojewódzki policji w Katowicach. – Aby zapewnić o tym, że mogą liczyć na naszą
pomoc – przekonuje Gąska. – Wszelkie straty zostaną jak najszybciej uregulowane.
Tutaj z naszej strony musi być zadośćuczynienie i nie chcemy absolutnie uchylać
się od odpowiedzialności – podkreśla.
Sprawa Magdy
Prokuratura Okręgowa w Katowicach poinformowała też wczoraj, że umorzyła
wątek porwania półrocznej Magdy z Sosnowca. Jak wyjaśniła prokurator Marta
Zawada-Dybek, powodem umorzenia był fakt, że do przestępstwa nie doszło. – Po
uzyskaniu zgody części świadków zostały przeprowadzone przez biegłych badania na
wariografie, pozwoliło to na ograniczenie kręgu osób podejrzanych i ustalenie
wartości dowodowej śladów ujawnionych w toku postępowania – powiedziała
Zawada-Dybek. Dodała, że badań na wariografie odmówiła jedna osoba – prokuratura
nie ujawnia jednak jej tożsamości. Prokuratura podała też do wiadomości, że
żaden ze świadków – osób bliskich podejrzanej – nie skorzystał z prawa do odmowy
złożenia zeznań. W śledztwie dotyczącym śmierci dziecka zlecono m.in. opinie
toksykologiczne, histopatologiczne, genetyczne, badanie mikrośladów.
Zabezpieczono też liczne dokumenty, dowody rzeczowe i analizy zapisu kilkunastu
kamer oraz przeanalizowano połączenia telefoniczne. Prokuratura nie wyklucza
jednak celowego pozbawienia życia dziewczynki przez osoby trzecie. – Na obecnym
etapie śledztwa badane są różne wersje, w tym ta, że została ona pozbawiona
życia w wyniku celowego i zaplanowanego działania osób trzecich. Istnieje
prawdopodobieństwo udziału osób trzecich co najmniej w ukryciu zwłok dziecka
oraz w dalszych działaniach zmierzających do uniknięcia odpowiedzialności karnej
przez sprawców lub sprawcę – deklaruje prokuratura.
Anna Ambroziak
