Euro nie zdało egzaminu
Większość francuskich komentatorów z euforią przyjęło wiadomość o
unijnym planie finansowego ratowania Grecji i wspólnej waluty. Mówi się o
„zwycięstwie Europy i euro”, wskazując na bezprecedensowy fundusz pomocowy o
wartości 750 mld euro. Ale wielu ekonomistów bije na alarm i twierdzi, że
jesteśmy świadkami fiaska koncepcji wspólnej europejskiej waluty.
Większość mediów nad Loarą i Sekwaną uważa, że teraz „wszystkie kraje unijne
będą czuć się bezpieczne finansowo, bo Europejski Bank Centralny będzie
gwarantem zaciąganych kredytów i może je bez ograniczeń wykupywać”. Francuska
minister gospodarki Christine Lagarde zapewnia, że 90 mld, jakie Francja
przeznaczy na pomoc Grecji, nie pogorszy sytuacji finansów publicznych i nie
obciąży francuskiego podatnika, bo jest to pożyczka, a nie darowizna.
W
chórze zachwytów dają się jednak słyszeć głosy krytyki i przestrogi. Dla wielu
specjalistów kryzys grecki i plan unijny są dowodem na fiasko konstrukcji
unijnej waluty. Ekonomista, były członek gabinetu premiera Eduarda Balladura,
Roland Hureaux twierdzi, że w kwestii kryzysu greckiego mamy do czynienia z
trzema kłamstwami. Pierwszym z nich jest twierdzenie, że głównym powodem
załamania finansów Aten był deficyt publiczny. Co prawda nieco większy niż w
innych krajach strefy euro, ale nie jest to problem zasadniczy. Jest nim różnica
cen między Grecją a innymi krajami strefy euro, zwłaszcza Niemcami, co powoduje,
że żaden produkt grecki, nawet oliwki, nie są konkurencyjne. Hureaux twierdzi,
że jeżeli ten problem nie zostanie rozwiązany, to pożyczka MFW i UE wpadnie do
studni bez dna. W obecnej sytuacji nie wystarczy, by od 5 do 10 proc. Greków
zacisnęło pasa. Musi to zrobić od 30 do 40 proc. mieszkańców kraju, czego –
zdaniem ekonomisty – żaden kraj nie uczynił i Grecy też tego nie
wykonają.
Drugim kłamstwem jest twierdzenie, że Grecja nie może opuścić
strefy euro. To tak, jakby mówić, że znajdujący się w szpitalu chory człowiek
nie może umrzeć, bo jego śmierć jest nielegalna albo stworzy wiele problemów
rodzinie. Głosi się również – pisze Hureaux – że wyjście z euro, przywrócenie
drachmy i potem jej dewaluacja byłyby czymś jeszcze gorszym dla Greków niż
narzucony im ostry plan oszczędności. Jest w tym tylko część prawdy, gdyż
dewaluacja oznaczałaby wzrost cen od 30 do 40 proc. produktów importowanych, a
także podniesienie opłacalności eksportu.
Co prawda – kontynuuje Hureaux –
dewaluacji powinien również towarzyszyć plan oszczędności, by przyniosła ona
efekty, ale jest zasadnicza różnica między nim a obecnym planem unijnym, który
do niczego nie doprowadzi. Kraj ten wciąż nie będzie miał nic do sprzedania, by
zwrócić zaciągnięte pożyczki, a jego sytuacja będzie się jedynie pogarszać. –
Zaś dewaluacja rodzimej waluty, niezależnie od tego, jak byłaby bolesna,
wprowadza kraj na dobrą drogę wyjścia z kryzysu – uważa Hureaux. I podsumowuje,
że w przypadku planu unijnego zamyka się Grecję w obecnym stanie, nie zmuszając
jej do realnych reform, których nie chcą jej obywatele.
Franciszek L. Ćwik
