Etyka za karę?
Słyszymy o przygotowaniach MEN do zapewnienia lekcji etyki wszystkim uczniom nieuczęszczającym na lekcje religii. Pomysł ten wprawdzie narodził się już około roku 1989, ale nie w pełni wprowadzono go w życie, bo rewolucyjne obroty wiążą nieraz niestarannie z ziemią niebo szlachetnych idei. Tak jest i w tym wypadku, bo uczniom niespragnionym katechezy jeszcze nie zagwarantowano ustawowo nakazanych lekcji etyki, tak zresztą jak i rzymskiej łaźni mającej – według Tomasza z Akwinu – być jednym z dwóch skutecznych środków radzenia sobie z tzw. splinem. Arystoteles, jeden z twórców etyki, pewnie by poparł pomysł Tomasza odpowiedniej gimnastyki zamiast lekcji z etyki dla niechcących katechezy, ponieważ podkreślał, że bez uporządkowania sfery emocjonalnej nie ma mowy o korzyściach z refleksji etycznej.
Lekcje etyki tylko dla niechodzących na katechezę mogą wyglądać na wiedzę zbyteczną dla uczniów korzystających z katechezy. Można by zatem pomyśleć, że wystarczy być człowiekiem religijnym – po katechezie szkolnej – aby już się etyką nie zajmować albo nawet być jej znawcą. Takie pokusy dzisiaj nękają chrześcijan, skoro Jan Paweł II w „Fides et ratio” ostrzegł przed odrywaniem wiary od filozofii – czyli także filozofii moralnej – w wyniku czego chrześcijaństwo staje się kolejną mitologią, rezonującą z ludzkimi emocjami. Przejawów ulegania tej pokusie chyba doświadczamy, skoro na tematy fizyki jądrowej prawie nikt nie chce się spierać ze specjalistami, ale najtrudniejsze zagadnienia etyki gotowi są brać na swoje barki nawet fizycy czy medycy. Wystarczy zajrzeć na nasze uczelnie medyczne, aby odnieść wrażenie, że można było studiować wyłącznie medycynę, aby być znakomicie dysponowanym do wykładu etyki medycznej. Niedawno też mieliśmy okazję zobaczyć, jak subtelne zagadnienie etycznych aspektów antykoncepcji ze swadą rozpracowywał specjalista od psychologii i teologii. Czyżby zatem najstarsza nauka – właśnie etyka – tak naprawdę nie była nauką, skoro każdy niejako z marszu może się zająć jej uprawianiem i jest doskonale przygotowany, aby debatować np. na temat kary śmierci czy antykoncepcji nawet z ks. prof. Tadeuszem Ślipką, zawodowo uprawiającym kilkadziesiąt lat etykę? Tak bez katechezy wielu ma wrażenie znakomitego przygotowania do takiej debaty i gotowi są ją spokojnie prowadzić, spoglądając z wysokości na swoich krytyków, oczywiście nierozumiejących subtelności wywodu. Skoro wielu takie – i w ten sposób – dyskusje etyczne prowadzi nawet bez szkolnych lekcji z etyki i katechezy, to po co obdarowywać niektórych tym przedmiotem? Czy nie wyda się im, że lekcje z etyki otrzymali za karę? A może – niepotrzebnie?
Propozycja zastąpienia, czy przeciwstawienia, religii etyką jest typowa dla myśli nowożytnej. Po drugiej wojnie światowej ten pomysł szerokiego poduczenia społeczeństwa w etyce tzw. niezależnej nagłaśniał u nas Tadeusz Kotarbiński. Wielokrotnie jednak wskazywano, że taki program uniemożliwia obiektywne uzasadnienie szczegółowych ocen moralnych i sprowadza je do irracjonalnych odczuć podmiotu. Lekcje takiej „etyki niezależnej” byłyby zatem tylko dzieleniem się swoimi moralnymi odczuciami, ustaleniem ich zbieżności i rozbieżności. O żadnym uzasadnianiu norm moralnych ogólnie ważnych nie mogłoby być mowy. Jeśli ktoś uznaje aborcję, homoseksualizm, stosowanie antykoncepcji za czyny dobre, to tak właśnie jest. Tutaj zatem jawi się kolejna trudność lekcji z etyki w naszym tu i teraz. Mogą one skutecznie zabić resztę wrażliwości moralnej młodego człowieka, jeśli zafunduje się mu „etykę” według modelu nowożytnego. Zdaniem Karola Wojtyły, etyka budowana na przyjętych założeniach teoriopoznawczych nowożytności jest niemożliwa jako teoria obiektywnego dobra i zła moralnego. Pod szlachetnym szyldem „etyki” epoka ta uprawia refleksję albo nad innym niż moralne dobrem, albo też refleksję mającą wykazać niemożliwość etyki. Po takich lekcjach z etyki z pewnością nie będzie się wiedziało, że aborcja, rozwód, antykoncepcja są to czyny zawsze i wszędzie moralnie złe. A może o to również chodzi?
Jeśli już etyka w szkole, to dla wszystkich i niedemontująca wysiłku wielu pokoleń podejmujących trud Sokratesa, ojca etyki.
Marek Czachorowski
