Dziecko – przypadłość kobieca
Dziecko przed narodzeniem może być traktowane jak "przypadłość kobieca", a
kobieta, aby jej uniknąć, powinna stosować "miesięczną kurację" przy pomocy
"leków" antykoncepcyjnych. Takie antynatalistyczne tezy pobrzmiewają w
informatorze z poniedziałkowej "Gazety Wyborczej".
Artykuł ma na celu utrwalanie fałszywego założenia, że środki antykoncepcyjne są
"lekami" i powinny być powszechnie dostępne. Ciąża – a więc dziecko – jest zaś
chorobą, do której nie można doprowadzić. Tymczasem lekarze nie od dziś
alarmują: antykoncepcja poważnie szkodzi zdrowiu i życiu kobiety. Jest też
głęboką i poważną ingerencją w jej cykl płodności. Ostatnio oglądamy w telewizji
nawet reklamy preparatów osłonowych, które mają osłabić negatywne oddziaływanie
tych specyfików na ludzki organizm.
Według artykułu "Antykoncepcja też z NFZ", najważniejsza jest refundacja środków
antykoncepcyjnych, toteż lekarze powinni w tym względzie jak najszerzej
informować pacjentki. Demagogiczny tekst nie podaje, które z wymienionych
tabletek mają działanie poronne. Nie ma też informacji o innych ubocznych
skutkach ich stosowania, takich jak poważne, a czasami nieodwracalne zmiany w
cyklu płodności kobiety.
Doktor Daria Mikuła-Wesołowska, konsultant medyczny ds. naprotechnologii i
instruktor Modelu Creightona (podstawowej metody rozpoznawania płodności
stanowiącej narzędzie pracy naprotechnologa) z Poradni Rozpoznawania Płodności w
Bielsku-Białej, ubolewa nad faktem, że podejście niektórych lekarzy do płodności
opiera się na traktowaniu jej samej jak schorzenia. – Niestety, wpływ środków
antykoncepcyjnych na organizm kobiety wykracza poza niszczenie płodności. Skutki
stosowania takich specyfików polegają najczęściej na jej zaburzaniu. To może
prowadzić w oczywistej drodze do sięgania po metody wspomaganego rozrodu –
zauważa Mikuła-Wesołowska. Jak podkreśla nasza rozmówczyni, stosowanie doustnej
hormonalnej antykoncepcji może również prowadzić do chorób nowotworowych czy
zakrzepowych. – W dobie kryzysu służby zdrowia wpisywanie na listę refundowanych
leków takich środków, które nie tylko nie ratują życia, ale które nierzadko
niszczą życie ludzkie, jest czymś bardzo niepokojącym. Pamiętajmy o tym, że
niektóre ze środków antykoncepcyjnych działają jak środki wczesnoporonne –
podkreśla dr Mikuła-Wesołowska.
Elżbieta Chojnacka, wykładowca w Katedrze Odpowiedzialnego Rodzicielstwa
Wydziału Studiów nad Rodziną w Łomiankach, również podkreśla, że w większości
środki zwane antykoncepcyjnymi mają działanie poronne, a więc uniemożliwiają
rozwój dziecka w łonie matki. Dziecko traktowane jest właśnie jak "przypadłość".
– Istnieją środowiska lewicowe, które promują "leczenie" płodności. Prowadzone
są programy, których celem jest propagowanie mentalności antynatalistycznej,
czego konsekwencją jest "uleczenie" zdrowego. Nikt przecież przy zdrowych
zmysłach nie uważa, że możliwość poczęcia dziecka jest chorobą – zaznacza
Chojnacka. Jak dodaje, antykoncepcja niszczy płodność. – Propozycja, aby
szkodzić zdrowiu kobiety za pomocą Narodowego Funduszu Zdrowia (dodatkowo z
pieniędzy podatników), jest niegodziwa i kuriozalna. Uważam, że media, które
propagują postulaty tego typu, aby ciążę traktować jako chorobę, świadomie
manipulują w ten sposób społeczeństwem – konkluduje Elżbieta Chojnacka.
Żeby odwrócić ten antynatalistyczny tok myślenia, konieczne jest prowadzenie
programów edukacyjnych wśród młodzieży, która często nie ma skąd czerpać wiedzy
o tym, jakie szkody może poczynić antykoncepcja.
Paulina Jarosińska
