Drenowanie kieszeni rolników
Na sytuację polskiego rolnictwa w perspektywie kilku najbliższych lat
będzie miało wpływ to, jak będzie wyglądała Wspólna Polityka Rolna (WPR) w nowym
budżecie unijnym, czyli w latach 2014-2020.W tej sprawie jednak nie płyną do
Polski najlepsze informacje. Niestety, mimo naszego półrocznego przewodnictwa w
UE sprawa wyrównania dopłat bezpośrednich pomiędzy starymi i nowymi krajami
członkowskimi nie stała się jego priorytetem.
Wprawdzie nie ma jeszcze ostatecznych rozstrzygnięć w sprawie finansów
unijnych w latach 2014-2020, ale już w tym momencie wiadomo, że budżet WPR
będzie o prawie 50 mld euro mniejszy niż w latach 2007-2013 (a być może przy
zmniejszonym do 1 proc. PKB całym budżecie UE ta różnica okaże się jeszcze
większa). Nie ma już także szans na wyrównanie dopłat bezpośrednich. Dopłaty w
Polsce mają wzrosnąć średnio z obecnych 190 euro na hektar do zaledwie 225 euro
na hektar w roku 2020, a więc będą stanowiły tylko połowę tego, co otrzymują np.
rolnicy niemieccy. Taka sytuacja znacząco wpłynie na pogorszenie
konkurencyjności polskich gospodarstw na unijnym wspólnym rynku. Koszty
wytwarzania, które jeszcze do niedawna w Polsce były wyraźnie niższe niż w
krajach Europy Zachodniej, gwałtownie się wyrównują, a często koszty paliw czy
nawozów sztucznych i środków ochrony roślin są w tych krajach niższe niż w
Polsce.
Premier Donald Tusk w grudniu zeszłego roku w swoim exposé zapowiedział trzy
przedsięwzięcia, które oznaczają głębokie sięgnięcie do kieszeni rolników:
wprowadzenie częściowego płacenia przez rolników składki na ubezpieczenia
zdrowotne (do tej pory robił to budżet państwa), stopniowe objęcie gospodarstw
rolnych podatkiem dochodowym, a także likwidację ubezpieczeń
emerytalno-rentowych rolników w dotychczasowym kształcie (likwidacja KRUS) i
przeniesienie rolników do systemu ubezpieczeń pracowniczych (ZUS). Wszystkie te
przedsięwzięcia wynikają z forsowanego usilnie w mainstreamowych mediach
przeświadczenia, że dzięki dopłatom bezpośrednim rolnicy opływają w dostatek i w
związku z tym trzeba sięgnąć głębiej niż do tej pory, do ich kieszeni. Już
wprowadzenie współpłacenia przez rolników składki na ubezpieczenia zdrowotne ma
przynieść budżetowi dodatkowe dochody rzędu 300 mln zł, choć rolnicy posiadający
gospodarstwa do 6 hektarów mają być z tego współpłacenia zwolnieni.
Nie jest ciągle jasne, jak mają wyglądać przyszłe ubezpieczenia
emerytalno-rentowe rolników, ale jeżeli miałyby mieć one charakter ZUS-owski,
oznacza to istotne podwyżki składek ubezpieczeniowych. Szczególnie dla
mniejszych gospodarstw może być to obciążeniem wręcz zabójczym.
Wreszcie pomysł wprowadzenia podatku dochodowego w rolnictwie jest już jawnym
potraktowaniem każdego gospodarstwa rolnego jak przedsiębiorstwa. Oznacza to
odejście od konstytucyjnego zapisu, że podstawą rolnictwa w Polsce są rodzinne
gospodarstwa rolne. Co więcej, rolnicy, którzy do tej pory mieli relacje
podatkowe ze swoimi urzędami gmin (to gminy pobierają podatek rolny), teraz
znalazłyby się w jurysdykcji urzędów skarbowych, a to zupełnie inny świat, w
którym rolnikom bez korzystania na stałe z doradztwa podatkowego trudno byłoby
się odnaleźć.
Wszystkie te trzy zapowiedzi oznaczają nałożenie na rolników znaczących
dodatkowych obciążeń finansowych, co przy ciągle niskiej dochodowości
gospodarstw rolnych może oznaczać tylko jedno – pogłębianie kłopotów finansowych
rolników i powszechne licytacje ziemi rolniczej dokonywane przez komorników.
Cena ziemi w Polsce cały czas rośnie (sporo osób z zasobami finansowymi traktuje
ją jako doskonałą lokatę kapitału), w związku z tym powszechne licytacje
komornicze ziemi mogą znacząco tę cenę obniżyć. Przeprowadzenie tych trzech
"reform" może oznaczać wręcz wyzucie dużej części rolników z ich własności i
zamianę dumnych właścicieli ziemi (nawet w przypadku tych małych gospodarstw) w
parobków, którzy będą zatrudniani w dużych latyfundiach ziemskich.
Na złą sytuację rolnictwa mają wpływ nie tylko zamierzenia rządu, ale także
bieżące procesy gospodarcze. Ciągły wzrost cen paliw, który jeszcze przyspieszył
w nowym roku, powoduje gwałtowny wzrost kosztów wytwarzania w rolnictwie.
Podobnie rosną ceny nawozów sztucznych, środków ochrony roślin, a także ceny
maszyn rolniczych. W roku 2012 gwałtownie wzrosną również obciążenia podatkiem
rolnym. Stawki tego podatku są wyrażane w kwintalach żyta i wzrost jego cen
spowoduje zwiększenie obciążeń z tego tytułu aż o100-200 procent.
Wszystko to niestety nie nastraja optymistycznie i jest znacząco odległe od
urzędowego optymizmu prezentowanego przez rządzącą koalicję PO – PSL. Polskie
rolnictwo nie jest na pewno obszarem dobrobytu, a rodziny utrzymujące się tylko
z rolnictwa należą do najbiedniejszych grup społecznych w naszym kraju.
Zbigniew Kuźmiuk,
poseł do Parlamentu Europejskiego
