Dowody znikały już w Moskwie

Z Sebastianem Putrą, synem marszałka Sejmu Krzysztofa Putry, który
zginął w Smoleńsku, rozmawia Adam Białous

Jak ocenia Pan to, o czym w ostatnich dniach dowiadujemy się na temat
kulisów śledztwa prowadzonego przez prokuraturę wojskową w sprawie katastrofy
smoleńskiej?

– Ostatnie głośne wydarzenia w kraju mające związek z tematem katastrofy
smoleńskiej widzę jako nieprzypadkowy ciąg zdarzeń. Najpierw próba samobójcza
pułkownika Mikołaja Przybyła, który swoją konferencję prasową zaczął od tematu
śledztwa w sprawie katastrofy i przecieków do mediów, a niedługo potem pojawia
się informacja, że nagrany głos, który miał należeć do śp. generała Błasika, nie
jest jego głosem. Mam wrażenie, że konstruowany przez rząd oraz autorów
dotychczasowych oficjalnych raportów pewien model, jedynie słuszny, przebiegu i
przyczyn katastrofy smoleńskiej zaczyna się chwiać i sypać. Dobrze, że poseł
Antoni Macierewicz, z dużym poświęceniem oraz z pomocą fachowców, przedstawia
opinii publicznej alternatywną wersję przebiegu wydarzeń, które doprowadziły do
katastrofy. Dzięki temu można porównać te dwie wersje, a także metody i sposób
dochodzenia do nich i wówczas wyciągnąć wnioski. A te wnioski, które ja
wyciągam, są coraz bardziej niekorzystne dla oficjalnie przyjętej w raportach
MAK i komisji Millera wersji przyczyn katastrofy.

Spodziewa się Pan teraz przełomu w tej sprawie?

– Coraz mniej mam wiary, że to śledztwo zbliży nas do poznania prawdy.
Obserwując dochodzenie prowadzone przez prokuraturę wojskową, zauważam, że
raczej traci ono tempo, jakby zamiera. Jeszcze kilka miesięcy temu
otrzymywaliśmy dość regularnie z prokuratury jakieś informacje o podejmowanych
przez nią działaniach, natomiast od dłuższego już czasu to informowanie nas –
zamarło. Odnoszę wrażenie, że prokuratorzy prowadzący śledztwo wiedzą więcej,
niż powinni. To znaczy dochodzą do ustaleń niezgodnych z przyjętą oficjalnie
wersją przyczyn katastrofy i wówczas jakaś niewidzialna dłoń zatyka im usta,
jakby ktoś ich powstrzymywał. Jednak cały czas mam nadzieję, że wyniki tego
śledztwa będą bardziej wiarygodne niż tych już zamkniętych. Dla mnie bowiem
raporty MAK i komisji Millera nie są rzetelne. Przy tych dochodzeniach wiele
razy spotkałem się z podważającymi ich wiarygodność działaniami, słowami. Dla
przykładu: najpierw mówiono nam, że zachowało się ubranie ojca i będzie ono nam
zwrócone. Potem zakomunikowano, że ubrania nie ma i nie będzie. Kiedy byłem po
katastrofie w Moskwie, wiele razy coś było, później znikało, ktoś mówił nam
słowa, które za chwilę okazywały się fałszem. Żałuję, że tego nie nagrałem.

Po próbie samobójczej prokuratora Przybyła można chyba powiedzieć, że
musiała polać się krew, żeby opinia publiczna mogła dowiedzieć się więcej o
kulisach prowadzenia tego śledztwa…

– To jest właśnie zastanawiające. Wygląda na to, że gdyby prokurator nie
postrzelił się podczas konferencji prasowej dotyczącej w głównej mierze śledztwa
w sprawie katastrofy smoleńskiej, to ta konferencja przeszłaby w mediach bez
echa. Nikt by się nie dowiedział, że są jakieś tarcia na linii Seremet –
Parulski. Nikt by się też nie dowiedział o różnych dziwnych sprawach
towarzyszących temu śledztwu. Myślę tu np. o tych przeciekach medialnych.
Zdarzyło mi się być w budynku prokuratury wojskowej i wiem, że nie jest łatwo
tam wejść. A już poznać jakieś szczegóły tego postępowania w oficjalny sposób,
jest po prostu niemożliwe.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj