Dostał gryps i umarł

Minister sprawiedliwości powołał specjalny zespół, który ma wyjaśnić powody i okoliczności śmierci w areszcie śledczym w Gdańsku Artura Zirajewskiego, „Iwana”, ważnego świadka w sprawie zabójstwa byłego komendanta głównego policji Marka Papały. To kolejny, po samobójstwach sprawców porwania i zamordowania Krzysztofa Olewnika, przypadek tajemniczego zgonu ważnego więźnia, którego zeznania mogły pomóc w wyjaśnieniu głośnego zabójstwa. Mimo to rząd problemu nadzoru nad więźniami najwyraźniej nie dostrzega, bo zaproponował złagodzenie przepisów dotyczących rekrutacji funkcjonariuszy służby więziennej. Jeśli te przepisy wejdą w życie, strażników do więzień będą mogły łatwo kierować organizacje przestępcze.

Już oficjalne informacje na temat ostatnich dni życia Zirajewskiego są pełne zagadek. Według oficjalnego komunikatu, zmarł z powodu zatoru płucnego. Jak poinformował wczoraj szef służby więziennej płk Kajetan Dubiel, w dzień przed Bożym Narodzeniem Zirajewski otrzymał od jednego ze skazanych gryps, po którym wydawał się niezadowolony. Nawet ta sytuacja stawia pod znakiem zapytania skuteczność nadzoru nad „Iwanem”, bo przecież był on bardzo ważnym więźniem, podlegającym szczególnej kontroli. Jak więc wytłumaczyć to, że strażnicy nie przejęli grypsu i dotarł on do adresata?

Co napisano w grypsie, można się tylko domyślać, bo Zirajewski po jego przeczytaniu go spalił. Spalił również większość swojej korespondencji i notatek. Potem napisał list do żony, w którym – jak mówił płk Dubiel – nie było jednak nic podejrzanego.

28 grudnia minionego roku w trakcie apelu porannego stwierdzono, że Zirajewski nie wstał z łóżka, a próby obudzenia go się nie powiodły. Wezwano lekarza. Z podejrzeniem zatrucia lekami „Iwana” umieszczono w szpitalu MSWiA. 31 grudnia został wypisany z tej placówki i przeniesiony do szpitala w gdańskim areszcie śledczym, gdzie przebywał cały czas w sali z przeszkloną ścianą, pod stałą obserwacją funkcjonariusza. Z kolei 3 stycznia br. podczas wykonywania czynności higienicznych Zirajewski upadł i nie dawał oznak życia. Wezwany lekarz i pielęgniarka zaczęli reanimację, którą kontynuowała ekipa pogotowia. O godz. 15.39 stwierdzono zgon.

Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski powołał specjalny zespół, który ma wyjaśnić okoliczności tej śmierci. Szef resortu zareagował więc szybko. Ale rząd forsuje w Sejmie projekt ustawy, który ułatwia starania o zdobycie pracy strażnika więziennego. Chodzi o nowelizację ustawy o służbie więziennej, nad którą pracuje podkomisja powołana przez sejmową Komisję Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Wątpliwości posłów opozycji wzbudza przede wszystkim to, że rząd wykreślił z ustawy zapis mówiący o tym, iż funkcjonariuszem służby więziennej może być osoba o nieposzlakowanej opinii. Teraz kandydata deprecjonuje np. fakt utrzymywania kontaktów z podejrzanymi osobami. Poseł Beata Kempa (Prawo i Sprawiedliwość) zgłosiła wniosek o przywrócenie tego zapisu. Został on jednak odrzucony większością głosów koalicji. – Nie może być tak, by osoby niesprawdzone pod tym kątem przychodziły do pracy w służbie więziennej. Istnieje niebezpieczeństwo, że ominięcie tej klauzuli spowoduje, iż do służby w więzieniu będą przychodzić ludzie przemycani przez zorganizowane grupy przestępcze – mówi Beata Kempa.

Poseł Kempa podkreśla, że złagodzenie warunków przyjmowania strażników jest niebezpieczne dla państwa, ale także samych osadzonych i innych strażników. – Zawsze, ilekroć pojawiają się jakieś wątpliwości, komendant policji winien to zgłaszać dyrektorowi służby więziennej. Przecież ci ludzie mają kontakt z bronią. Zniesienie tego zapisu może spowodować powtórzenie incydentu sieradzkiego, kiedy jeden z funkcjonariuszy strzelał do swoich kolegów! – mówi Beata Kempa. – Dlatego uważam, że komendant miejscowej policji winien być ustawowo zobowiązany do przekazania jakiejkolwiek niepokojącej informacji o funkcjonariuszu do jego szefa – dodaje.

Jeśli tylko pojawi się jakaś luka w przepisach, mafia szybko będzie mogła to wykorzystać, bo nie ma dla niej nic cenniejszego jak „swój” człowiek za murami więzienia. To pozwala utrzymywać kontakt z osadzonymi członkami własnej grupy przestępczej, ostrzegać niepokornych, aby w śledztwie lub procesie składali „odpowiednie zeznania”. W skrajnym przypadku taki strażnik może być nieoceniony przy pomaganiu więźniom w dokonywaniu „samobójstw”. Dlatego opozycja ma nadzieję, że po śmierci Artura Zirajewskiego zostaną utrzymane, a nawet zaostrzone przepisy rekrutacyjne do SW.

Na razie minister sprawiedliwości powołał nadzwyczajny zespół pod kierownictwem wiceministra Stanisława Chmielewskiego, który ma wyjaśnić okoliczności śmierci „Iwana”. Wstępny raport ma być gotowy do 8 stycznia, a końcowy – najpóźniej za miesiąc. Drugi zespół kontrolny działa w ramach Centralnego Zarządu Służby Więziennej, którym kieruje ppłk Anna Korwin-Szymanowska. Ma on przeprowadzić kontrolę w Areszcie Śledczym w Gdańsku.

W najbliższym czasie prokuratura ma przesłuchać funkcjonariuszy z Gdańska, współosadzonych z Zirajewskim, personel szpitala więziennego i szpitala MSWiA w Gdańsku. Głęboko zaniepokojony kolejną już śmiercią w celi więziennej jest poseł Zbigniew Wassermann, który zauważa, że pomimo spektakularnego odwołania ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego (stało się to po trzecim samobójstwie skazanego w sprawie Krzysztofa Olewnika) nic się nie zmieniło w zakresie kontroli nad szczególnie ważnymi przestępcami. – Premier Donald Tusk obiecywał, że będzie bardzo bezwzględny i nie dopuści do powtórzenia takich sytuacji, jednak okazuje się, że była to kolejna obietnica bez pokrycia – mówi Wassermann. Według niego, nadal mamy do czynienia z sytuacją, kiedy administracja zakładów karnych nie zapewnia bezpieczeństwa osobom osadzonym. – To, co głęboko niepokoi, to fakt, że są to osoby nietuzinkowe, które miały wysoką pozycję w świecie przestępczym, a ich wiedza stanowiła bardzo istotne dowody w sprawach bulwersujących opinię publiczną, a do dzisiaj niewyjaśnionych. Oni są groźni dla tych, którzy mogą zasiąść na ławie oskarżonych, a do których wymiar sprawiedliwości jeszcze nie zdołał dotrzeć – wyjaśnia poseł. W jego opinii, niepokojący jest fakt, że serie samobójstw często łączą związki z groźnymi przestępcami.

Z kolei były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro powiedział, że śmierć Artura Zirajewskiego nie jest dobrą informacją dla tych, którzy chcą wyjaśnić okoliczności zabójstwa gen. Marka Papały. – Dlatego uzasadnione jest, aby organa wymiaru sprawiedliwości, organa ścigania zrobiły wszystko, żeby wyjaśnić okoliczności i przyczyny zgonu Zirajewskiego, który choć był człowiekiem świata przestępczego, występował w istotnej roli świadka – tłumaczył Ziobro. Podkreślił również, że ta śmierć nastąpiła zaraz po ważnych wydarzeniach związanych ze śledztwem dotyczącym zabójstwa Marka Papały. Otóż doszło do niej po przesłaniu aktu oskarżenia do sądu w Warszawie z pewnym wycinkiem wątku związanego z zabójstwem Papały. – Chodzi o proces przeciwko ludziom kojarzonym z mafią pruszkowską: przede wszystkim pana [Andrzeja] Zielińskiego, pseud. „Słowik”, oskarżonego o podżeganie do zabójstwa Marka Papały, a także o [Ryszarda] Boguckiego, oskarżonego o współudział w tym zabójstwie – wyjaśnił Ziobro.

Prawo i Sprawiedliwość – jak poinformował rzecznik tego klubu Mariusz Błaszczak – na rozpoczynającym się jutro posiedzeniu Sejmu złoży wniosek o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka w sprawie śmierci Zirajewskiego.


Mateusz Dąbrowski

Współpraca Anna Ambroziak
drukuj