Dopóki Urban wodę nosi

Stopień degeneracji tzw. III RP najlepiej widać na szklanym ekranie. 22
lata po oficjalnym zniesieniu powróciła do mediów cenzura, a wraz z nią
propaganda sukcesu. Niekiedy jest gorzej niż za PRL-u, kiedy strajki nazywano
"przestojami w pracy", a strajkujących "chuliganami" i pokazywano je, skupiając
się oczywiście na bliskich planach, aby nie było widać tłumów. Dziś cenzura tak
tnie, że nie ma nawet śladu po wydarzeniach. Czy szef "Wiadomości" TVP Piotr
Kraśko, równocześnie ich prezenter, zdaje sobie sprawę, że cofnął nas w głębokie
czasy swojego dziadka Wincentego, kiedy to rząd rządził, partia kierowała, a
telewizję tworzył najbardziej postępowy i oddany partii aktyw?

W myśl komunistycznej propagandy, że tego, co telewizja nie pokaże, tego nie
ma i nigdy nie było, ocenzurował "Wiadomości" z 15 marca br. Nie zobaczyliśmy 3
tysięcy radosnych Polaków w Budapeszcie, uczestników święta narodowego Węgier.
Nie pokazano ich i ponad 100-tysięcznej manifestacji poparcia Węgrów dla rządu
Viktora Orbána. Organizatorzy wyjazdu na Węgry nawołują do bojkotu towarów i
usług firm, które reklamują się w telewizji. W ten sposób chcą zwrócić ich uwagę
na lekceważenie widzów przez publiczną (w nazwie) telewizję. Uważam, że bardziej
skuteczny byłby bojkot polegający na nieoglądaniu telewizji w porze nadawania
"Wiadomości", czyli o 19.30, tak jak miało to miejsce w stanie wojennym. Ludzie
masowo wychodzili wtedy na półgodzinny spacer. Gdyby do tego doszło,
reklamodawcy bardzo szybko przekonaliby się, że tracą, ponieważ nikt nie ogląda
ich reklam nadawanych przed "Wiadomościami"i po nich.

Nie było i nadal nie ma w "Wiadomościach" relacji z wielotysięcznych
manifestacji w obronie wolnych mediów i Telewizji Trwam. Ten fakt już dawno
powinien zaniepokoić KRRiT. Programy publicznej radiofonii i telewizji zgodnie z
ustawą powinny: "rzetelnie ukazywać całą różnorodność wydarzeń i zjawisk w kraju
i za granicą", a także "umożliwiać obywatelom i ich organizacjom uczestniczenie
w życiu publicznym poprzez prezentowanie zróżnicowanych poglądów i stanowisk
oraz wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej". Po tym jednak, jak
KRRiT oceniła relacje mediów publicznych podczas Marszu Niepodległości 11
listopada ub.r. (uznała je za obiektywne), nie spodziewam się zlikwidowania
cenzury w "Wiadomościach". Zapewne za rzetelne uznano by liczne relacje o
kilkusetosobowej "manifie" w Warszawie i kompletne milczenie o wielotysięcznym
marszu w obronie Telewizji Trwam w Łodzi, tak jak miało to miejsce w
"Wiadomościach" 10 marca br.

Na antenie telewizji publicznej nie ma wielu aktualnych i ważnych wydarzeń,
jakie dzieją się w kraju: trwającego od kilkunastu dni strajku głodowego
pielęgniarek w Koninie, strajku głodowego działaczy opozycji antykomunistycznej
w krakowskich Dębnikach domagających się wstrzymania antypolskiej reformy
szkolnictwa, w tym likwidacji lekcji historii, relacji z procesów politycznych,
w których na ławie oskarżonych siedzą niezależni dziennikarze i twórcy.
Telewizja jak za czasów Szczepańskiego wielkie budowy socjalizmu zastąpiła
propagandową pianą o stadionach, a "dziesiątą najbardziej rozwiniętą gospodarkę
świata" zieloną wyspą odporną na światowy kryzys. Niewiele mówi się o rosnącym
bezrobociu, inflacji i systematycznym wzroście cen. Kamera nie zagląda do aptek
ogołoconych z ponad 800 leków wcześniej refundowanych, nie mówi się nic o
cichych prywatyzacjach, śledztwie w sprawie rzecznika rządu Pawła Grasia, a już
szczytem manipulacji i przemilczeń jest wszystko to, co dotyczy tzw. śledztwa
smoleńskiego. Premier Donald Tusk powiedział kiedyś, że kto ma władzę nad
mediami, ten przegrywa wybory. A mnie się przypomniało, jak prezes Radiokomitetu
Maciej Szczepański skończył w więzieniu.

Wojciech Reszczyński

drukuj